O mnie

Ukończyłam (jako Magdalena S.) w 2017 roku Uniwersytet SWPS, kierunek Psychology in English (psychologia ogólna). Pracowałam jako nauczyciel angielskiego i instruktor szermierki.

Obecnie uczę psychologii w szkole policealnej, zajmuję się tłumaczeniami z jęz. angielskiego i copywritingiem. Rozwijam się również jako terapeuta pracujący w podejściu skoncentrowanym na rozwiązaniu.


Przygodę z blogowaniem rozpoczęłam w grudniu 2010 roku, zakładając bloga na WordPressie.

Potem sprawy potoczyły się szybko: praktyki w Polskim Radiu (i to w dwóch różnych redakcjach), praktyki w WIĘZI, regularne pisanie recenzji i współpraca z wydawnictwami, audycja w ramach Wolnej Anteny Radia Wnet, współpraca z benedyktyńskim portalem PSPO.PL, z Duchowy.pl, w tle kilka tekstów dla Młodych Parafian, założenie kolejnego bloga na WP, a ostatecznie – wykupienie domeny i własna strona – Świt przy herbacie.

Gdzieś w międzyczasie była krótka przygoda z Granice.pl, Zaczytaj się!, Wiadomości 24, stroną mediów lokalnych Warszawy – Wesołej… Mogę się nawet poszczycić dwoma tekstami w Przeglądzie Powszechnym! Poza tym były jeszcze okazjonalne publikacje w czasopiśmie Emocje… Jak ja na to znalazłam wtedy czas i siły? Do dziś zachodzę w głowę.

Ukoronowaniem tamtego czasu była książka – wywiad z ojcem Leonem Knabitem.


Od 2013 do 2019 roku w moim życiu panowała ciemność. Z trudem wydałam w 2018 roku „Przenoś Góry” – komentarz do Reguły świętego Benedykta. Projekt leżał kilka lat w szufladzie. Chwilami bywało lepiej, ale jedyne, co potrafiłam w tamtym czasie napisać, to wpisy pełne bólu, żalu, pretensji, smutku, złości…

Na pewnym etapie zostawiłam za sobą tożsamość Natalii Świt, pisanie, jakąkolwiek aktywność dziennikarską. Miałam ogromny kryzys wiary, a potem zwyczajnie zabrakło mi sił. A jednak Bogu zależało, bym wróciła, we właściwym czasie.

To był trudny czas. Czas, w którym w ramach „rehabilitacji” zajęłam się szermierką. Dzięki treningom zrzuciłam kilkanaście kilogramów, zaczęłam wychodzić z domu, skończyłam przedłużające się studia. Ale i to nie pomogło na dłuższą metę. Przy kolejnych problemach zdrowotnych, które pojawiły się pod koniec 2017 roku, musiałam zrezygnować z treningów.

A potem pojawiło się wezwanie od Boga.

I poszłam za Nim.

Tak po prostu.


Przez ten cały czas pisanie było przestrzenią, w której próbowałam głosić Go, na przekór wszystkim przeciwnościom. Jednocześnie chciałam przypominać, że życie chrześcijanina nie zawsze jest spacerkiem po parku, bywa, że jest walką na śmierć i życie. Walką z trudnościami zewnętrznymi, i wewnętrznymi. To był mój świat, moje postrzeganie, którym się dzieliłam.

Po powrocie na krótko (pół roku) zagościłam w Pogłębiarce i współpracowałam z Centrum Arrupe. Zdołałam również pojawić się na konferencji Człowiek – Duchowość – Wychowanie z wystąpieniem o pedagogice ignacjańskiej. Jednak kolejna choroba znowu wycięła mnie z życia. Ale chyba tym razem odrobiłam zadaną mi lekcję.

Po kolejnej diagnozie, po różnych życiowych przygodach, gdy zarzuciłam swoje pragnienie pisania, na II tygodniu ćwiczeń duchowych dostałam od Szefa wszystkich szefów zielone światło, by wrócić do blogowania.

Mogę więc, prawie po dziesięciu latach, ponownie napisać te słowa…

Nadchodzi Świt.


Natalia Świt, zdjęcie: Jacek Sędkiewicz