Słuchaj

„Słuchaj, synu”. Pierwsze słowa Reguły kołaczą mi się po głowie, gdy idę krok po kroku przez moją codzienność.

„Słuchaj”, czyli zostaw swoje plany. Bóg chce mi pokazać coś innego, chce, bym doświadczyła czegoś innego niż dotychczas.

„Słuchaj”, czyli zostaw swój osąd choć na chwilę na boku. Czuję zaproszenie, by przynajmniej posłuchać, co On chce mi powiedzieć, nawet jeśli jestem zbyt wściekła lub obolała, by za tym iść.

„Słuchaj”, czyli bądź w relacji. Relacja to przestrzeń, w której mogę Go poznawać, mogę dawać się przemieniać samej Bożej obecności.

Słuchanie to proces burzliwy. Dziecko nie słucha, chce budować klocki po swojemu. Nastolatek nie słucha, chce wyjść poza rodzicielską władzę, buntuje się. Dorosły nie słucha, ma swoje lata, wie lepiej. Dziecko potrzebuje nauczyć się zaufania. Nastolatek – odrębności. Dorosły – postawy partnerskiej, wzajemnego szacunku.

Wszystkie bunty są moimi buntami. Zaufanie to łaska, a zarazem to coś, co wciąż należy w sobie ćwiczyć podejmując konkretne decyzje. Doświadczenie odrębności to z jednej strony poczucie bycia oddzielnym bytem, podejmującym własne decyzje – lecz z drugiej pamięć o tym, że bez Bożej łaski nic nie mogę. Szacunek to nie tylko kwestia szacunku wobec Boga i Jego spraw, ale też Jego szacunku do mnie… Postawa szacunku wobec sacrum przychodzi łatwiej niż przyjęcie tego, w jaki sposób szacunkiem w mojej codzienności darzy mnie Bóg.

Nie wystarczy słuchanie. Nie wystarczy rozeznawanie. Można coś usłyszeć, zatrzymać się nad tym na chwilę i wypuścić to szybciej, niż się pojawiło. A można pozwolić, by usłyszane słowa stały się ziarnem na glebie duszy.

O takie „słuchaj”, które przenika do głębi duszy, woła Benedykt.

Przenoś Góry