Doświadczenie pustki

Nie policzę, ile razy wraca do mnie to doświadczenie. Poczucie, że coś się kończy, zamyka się pewien etap. Niemożność znalezienia sobie miejsca. Doświadczenie pustki.

Poczucie nasycenia

Nowa pasja. Nowi ludzie. Nowe doświadczenia. Rzucam się: krótkofalarstwo, ceramika, szermierka, robienie stron internetowych. Wszędzie mnie pełno.

Szermierka kradnie moje serce. Potrafię trenować 7-8 razy w tygodniu. Chłonę każdą cząstką siebie to, co się dzieje na zewnątrz mnie. Szukam swojego miejsca w świecie.

A jednak nieważne, co robię, przychodzi poczucie nasycenia. A po nim odczucie znużenia. Znowu nie to. Znów zapędziłam się daleko poza moje serce, na nieznane mi bezdroża. Zwiedziłam kawałek świata, i… znów niedosyt.

Nie znalazłam tego, czego szukałam. Doświadczenie pustki wraca.

Tam, gdzie nie ma dróg

Mimo to kolekcjonuję nowe doświadczenia. Poznaję nowych ludzi, o tak różnorodnych charakterach… O tak licznych motywacjach, o tak różnych potrzebach. Tak różne mają cele.

Ja nie wiem, czego chcę. Niby mam określony cel, ale zderzenie z rzeczywistością (choroba) sprawiło, że wyhamowałam. Więc chłonę, cokolwiek przychodzi.

Szukam swoich mistrzów, ale kogokolwiek spotkam, po czasie fascynacji okazuje się być tak jak ja – ułomnym człowiekiem. To mi nie wystarcza.

Doświadczenie pustki powraca, ale nie pozwalam pustce istnieć.

Tam gdzie nie ma dróg, ja wydeptuję nowe. A potem spotykam człowieka, który znów prowadzi mnie w nieznane. Znów jest ekscytacja, pewna odmiana, i… zawód. Kolejny człowiek, niby inny, ale… Ostatecznie taki sam.

Drogi się rozchodzą. Wraca doświadczenie pustki.

Gąbka, która chłonie wszystko

Patrzę, jak żyją inni. Próbuję żyć podobnie. Staję się jak kameleon, który naśladuje to, co widzi. I chłonie.

Gdy spotykam inspirującego księdza, próbuję się stać jak on. Gdy wchodzę w szermierczy świat, naśladuję trenera. Czasem łapię się na tym, jak zaczynam naśladować styl mówienia mojego mentora. W zależności od czasu, od obecnego mentora, styl się zmienia.

Chłonę wszystko. Nie pozwalam istnieć przestrzeni niedopowiedzenia. Doświadczenie pustki szybko zapełniam, do czasu.

Przełomowe staje się kolejne cierpienie. Coś, co miało mi się już nie przytrafić. Miało być pięknie. Miało być już bez przeszkód. A zderzam się z murem…

Pytania bez odpowiedzi

Dopóki mogę, jestem aktywna. Działam. Nawet, gdy brakuje sił, nie pozwalam pustce zaistnieć. Boję się tego, co może przynieść.

W tej pustce jest zawieszone bolesne pytanie o sens życia. Palące pytania o sens cierpienia i o to, w jaki sposób podejść do niego. Walczyć? Przyjąć? Ale kiedy podjąć zmaganie, a kiedy po prostu spróbować zaakceptować? Jak pogodzić się ze sobą, z tak pokiereszowanym życiem? Nie znam odpowiedzi, a odpowiedzi spotykanych kapłanów są w tym zakresie niewiele warte…

Wciąż szukam. Jestem przyzwyczajona, że w pustce trzeba znaleźć coś, co ją zapełni. Nudzę się kazaniami jednego księdza, to słucham innych. Nudzę się jedną formą modlitwy, to ją zmieniam.

Aż wreszcie rozpoczynam przygodę z kontemplacją i już nie mogę dalej uciekać. Spotykam się z tym, co przeraża mnie najbardziej.

Doświadczenie pustki

Nie ma nic, co by mogło mnie oderwać od spotkania z Bogiem. Z powodu pandemii zamiera życie towarzyskie. Część przenosi się do sieci. Mimo wszystko – rozmowy przez Skype’a to nie to samo.

Potrafię całymi dniami milczeć. Często jest tak, że kilka krótkich rozmów telefonicznych rozprasza na jakiś czas tę ciszę. Mam jeszcze jakieś pragnienie szukania kontaktu, ale ono powoli się ucisza.

Jestem sam na sam z myślami, z emocjami, ze wspomnieniami, z fizyczną niemocą i bólem mięśni, z objawami tężyczki. Wspomnienia stają się tak realne, jakby pewne wydarzenia miały miejsce wczoraj.

Jest duchowy ból, jest wściekłość na Boga. Żal. Smutek, że tak a nie inaczej wygląda moje życie. Ból jest potworny, ale nie szukam kontaktu ze znajomymi. Wreszcie przyznaję przed sobą: ich sposoby na cierpienie nie działają, ich słowa nie przynoszą ulgi, ich rady i zapewnienia o obecności są wręcz w jakimś stopniu destrukcyjne. Z jednej strony mam świadomość, że chcą dobrze, ale z drugiej czuję, że to, że oni chcą dobrze nie przekłada się na realną ulgę.

Wolę zerwać czy osłabić kontakt niż krzyczeć, niż kłócić się, niż próbować bronić swojego postrzegania rzeczywistości.

Wejście w pustkę

Tym razem doświadczenie pustki jest inne, ponieważ tym razem pozwalam jej być. Po prostu. Pozwalam jej zaistnieć. Nie chwytam myśli, które rzucają inni, nie idę w działanie – pozwalam sobie obejść się z pustką inaczej.

Wchodzę w pustkę.

To boli.

Boli na tyle, że gdy próbuję cokolwiek napisać, podzielić się czymś – ból dominuje.

Pozwalam mu być.

Czasem myślę, że nie jestem w stanie znieść więcej bólu. Wtedy próbuję przypomnieć sobie, że nie muszę go znosić. Mogę pozwolić mu istnieć i nie podejmować działania.

Uczę się akceptacji życia z ograniczeniami.

Do tej pory bolało mnie, że nie mam siły, że wciąż muszę prosić o pomoc, że nie jestem samodzielna. Teraz pozwalam temu być. Tym ograniczeniom, ale i swojemu myśleniu o ograniczeniach.

Nie przychodzi łatwo, ale… Próbowałam innych dróg. Dowiedziałam się wiele o świecie, ale nie spotkałam się ze sobą. Teraz jest inaczej.

Widzę szansę na osobistą przemianę tu, gdzie jestem.

Idę dalej, pomimo bólu.