Korki z uważności

Mówią – bądź bardziej otwarty na innych. Pamiętaj, że inni też mają swoje uczucia, potrzeby… Ale jak to zrobić? Zapraszam na korki z uważności!

Korki z potrzeby serca

Może się Wam pojawić pytanie, czemu taki nieco szalony pomysł – korki z uważności. Pojawiły się one z potrzeby serca i potrzeby znalezienia czegoś, co pozwoli mi wyjść zwycięsko z moich osobistych trudności.

Siedzę w domu. Zaczynam trzeci miesiąc osobistej samoizolacji. Moje zamknięcie to efekt wielu czynników. Problemy zdrowotne, słabsze więzi społeczne. Z powodu zdrowia często nie mam sił ich podtrzymywać.

Mam trochę czasu, w którym próbuję wrócić do czytania książek. Spędzam go między innymi na powolnej lekturze książki „Kontemplacja” Franza Jalicsa SJ. I na przeżywaniu tam opisywanej rzeczywistości modlitewnej.

Sztuka rozmawiania

To, co napiszę, to truizm: komunikacja nie jest wcale prosta. Na tym można zamknąć temat i pójść napić się melisy. Albo mięty. Uważaj – truizmów będzie więcej, ale wnioski mogą Cię zaskoczyć.

Dopiero sytuacje z pogranicza potrafią pokazać kondycję naszej sztuki rozmawiania (kolejny truizm). To może być kłótnia, jedna z serii, w których nie potrafimy się dogadać. Może być trudna sytuacja rodzinna, w której nikt nie wie, co powiedzieć, albo wręcz przeciwnie – poszczególne osoby mówią zbyt wiele.

Sztukę rozmawiania zazwyczaj doskonalimy na poziomie psychologicznym – ucząc się odpowiednich komunikatów, rozpoznając własne emocje i potrzeby. Zdobywamy wystarczający poziom kompetencji, i…

…nawet najlepiej sformułowany komunikat nie sprawi, że druga strona go odbierze zgodnie z naszymi intencjami. Czynników może być wiele: zmęczenie, własne problemy, ale może się okazać też, że druga strona jest bardzo mocno „przy sobie” i nie potrafi lub nie chce wejść w nasz świat.

Można się odciąć, obrazić. Można zostać przy własnych negatywnych emocjach i je podsycać. Można nieco się wycofać z relacji. Albo stwierdzić, że jest się mądrzejszym. Można dorzucić do pacierza modlitwę za tego, kto nas nie słucha, trochę na zasadzie: no cóż, nic nie mogę, to się pomodlę.

Spektrum reakcji jest szerokie. Wciąż jednak zostaje jeden problem – niezrozumienie boli. I są sytuacje, gdy nie chce przestać boleć, a nasze psychologiczne i duchowe interwencje nie zawsze przynoszą oczekiwany efekt. Co wtedy?

Droga uważności

Mój ulubiony podręcznik do komunikacji mówi, że jednym z błędnych przekonań o komunikacji jest przekonanie o związku między ilością wypowiedzianych słów a skutecznością. Mamy poczucie, że im więcej powiemy, im lepiej nakreślimy sytuację, im dłużej będziemy mówić – tym większe szanse, że nasz rozmówca zrozumie, o co nam chodzi.

I to jest właśnie coś, co ostatnio za mną chodzi. Chęć mówienia. Chęć zadzwonienia i tłumaczenia swoich praw, swoich potrzeb… Poczucie, że powinnam się zmierzyć z tym, co ma do powiedzenia druga strona. I zaczynam czuć, że to nie jest potrzeba serca, które chce, by sprawy po prostu się poukładały.

W tym jest pokusa dla mnie, by spróbować działać tam, gdzie nie widzę do tego działania zaproszenia ze strony Boga. Widzę swoje pragnienie bycia w porządku. I chęć zaangażowania w rzecz szlachetną – w jasność w komunikacji. W „pogodzenie się” z bliźnim, ponieważ tego bardzo potrzebuję – zgody.

Ale nie jestem w stanie. Bo sama rozpaczliwie potrzebuję dobrego słowa w chorobie, w odbudowywaniu siebie, w nauce stawiania własnych granic.

Mam w głowie ostatnie odkrycie, które poczyniłam czytając Listy wybrane św. Ignacego. W kilku listach zachęca swoich chorych współbraci, by zostawili sprawy zakonu, a za główne zadanie przyjęli powrót do zdrowia. I czuję, że to jest moja droga teraz – niekoniecznie próba układania relacji…

Pewnie też doświadczacie czegoś takiego – sytuacji w komunikacji, które chcecie wyjaśnić, a nie zawsze się da. Rzeczy, które Was dotykają mimo upływu czasu. Schematów, które wracają.

Próbowałam wielu dróg, również wielu psychologicznych wskazówek. Są one cenne i pomagają rozwiązać wiele trudności. Tam jednak, gdzie pojawia się cierpienie, psychologia chwilami staje bezradnie i rozkłada ręce.

Warto spróbować wtedy drogi uważności. Spojrzeć na Boga. Problemy nie znikną same z siebie, ale patrząc na Boga możemy pozwolić Mu przemieniać nas. A nasza osobista przemiana na modlitwie będzie jak kamyk, który uruchamia lawinę mniejszych i większych zmian.

Korki z uważności

Korki z uważności to moja propozycja odpowiedzi na trudności w komunikacji. Nie chodzi tu o szukanie efektywnych rozwiązań które sprawią, że problemy rozwiążą się, bo one były, są i będą.

Przez ten projekt zapraszam Was do odkrycia, że w pewnym momencie trzeba świadomie złożyć broń i po prostu być z Nim i dla Niego. I że z tego może wypływać wewnętrzna przemiana, dzięki której inaczej spojrzymy na świat.

Wierzę, że wejście w uważność pozwoli mi nabrać spokoju, dystansu do bolesnej dla mnie sprawy, pozwoli oderwać wzrok od moich problemów i spojrzeć z ufnością na Niego. Mam nadzieję, że te korki z uważności pozwolą Wam przejść podobną drogę.