Kontemplacja o Wcieleniu

W Ćwiczeniach Duchowych kontemplacji tej poświęcone są punkty od 101 do 109.

***

Jezus wchodzi w ten świat, takim, jakim on jest, w rzeczywistość po grzechu pierworodnym. Przychodzi służyć, nauczać, inspirować, swoim życiem zostawia niezatarte piętno w egzystencji innych. Nie przychodzi rządzić i ustawiać świat po swojemu – przychodzi pełnić wolę Ojca.

Jeśli On zaprasza mnie do współpracy, to zaprasza do współpracy w tym świecie, w tej rzeczywistości. Nie muszę więc działać po swojemu, budując Królestwo Niebieskie tutaj, na miarę własnych wyobrażeń. Mogę za to przyjąć, że ono już jest, a ja mogę po tej stronie stać się jego częścią.

Nie muszę przestawiać klocków tego świata tak, by mi pasowały – mogę to robić, ale tylko wtedy, gdy On mnie do tego zaprasza. Nie muszę iść na żadną wojnę z tym, co jest w tym świecie, nie muszę oceniać, krytykować innych, nie muszę walczyć, nie muszę rządzić. Wystarczy, że będę służyła, że swoim życiem będę odpowiadała na wolę Ojca. Podejmowała walkę wtedy, kiedy On mnie do tego zaprasza, a nie wtedy, kiedy ja chcę Go bronić. On się sam obroni, o wiele lepiej.

On wcielił się raz – przyszedł, posłany przez Ojca. Ale teraz, gdy On zakończył czas swojej ziemskiej wędrówki, potrzebuje ludzi, którzy pójdą za Nim. Potrzebuje moich rąk, moich nóg, mojej głowy, moich oczu, uszu i ust, by być z innymi. Czy pozwolę Mu na to, by przyszedł do mojego życia? By żył we mnie?

Bóg cały czas szuka współpracowników, którzy będą szli za Jego wolą – pójdą, by być dla świata tak, jak On tego pragnie. Czy pozwolę Mu na to? Czy pozwolę Mu wejść do swojego życia?

Czy dam się posłać z niepowtarzalną misją? Każdy z nas ma swoją misję. Czy pozwolę Mu posłać mnie na ten świat, takim, jakim jest? Czy pozwolę Mu mówić do siebie – by wypełniać Jego, a nie swoją wolę?

Czy Go usłyszę?

***

Wróciłam do tej kontemplacji jakiś czas temu. Mocno mnie ona dotyka. Czuję, że to, co się w jej trakcie dzieje, jest dla mnie wezwaniem do oswojenia się z tym światem takim, jaki jest.

Z lepszymi i gorszymi chwilami. Z takimi pogorszeniami, że mam czasem poczucie, że z nich nie wyjdę obronną ręką. Kontemplacja o Wcieleniu nieustannie przypomina mi, że Bóg, pod którego sztandarami chcę walczyć, sam również doświadczył „ludzkiej kondycji”.

Jest to pocieszające, że Bóg chce we mnie działać nawet w chwilami tak tragicznych okolicznościach, jakich doświadczam. Nawet w najmroczniejszych chwilach On chce być ze mną.

To jeden z owoców Wcielenia.