Postanowienie – dwa lata na posprzątanie tego bałaganu. Poruszenie sugeruje, że może być krócej.

Że to zdrowienie nie będzie procesem, w którym będę zdana wyłącznie na swoje siły…

***

Z pierwszym grudnia rozpoczęłam nowy etap. Mam napisany plan ogarniania mojego życia po tych wszystkich zdrowotnych przygodach. Spraw do „załatwienia” jest dużo. Można je podzielić na cztery główne kategorie:

  • Życie codzienne
  • Dbanie o siebie
  • Domknięcie starych spraw
  • Budowanie tego, co nowe

Wśród grudniowych wyzwań jest kilka zwykłych, codziennych, prozaicznych. Jak mycie zębów… Można się zastanowić – czy nie przesadzam? Odpowiedź brzmi: niestety, ale nie.

Krajobraz po „przebytych jednostkach chorobowych” oraz innych doświadczeniach życiowych sprawia, że przyszedł czas by na nowo nauczyć się elementarnych czynności. A dokładnie – odbudować, usprawnić i zmienić posiadane nawyki.

Mój mózg przez lata nabrał nawyku upraszczania czynności bądź częstego z nich rezygnowania (ze względu na chroniczny brak siły) – dlatego też codziennie trudno mi jest się zebrać chociażby do mycia zębów, nie jest to czynność wykonywana „z automatu”. Poza tym, jestem teraz w nowej sytuacji życiowej i to wymaga ode mnie innych środków.

Zdecydowanie lepiej przetwarzam emocje negatywne niż pozytywne, do czego przyzwyczaiłam się przez lata depresji – do takiego stopnia, że dopiero ostatnie miesiące przyniosły odczuwanie przyjemności, ale wciąż wywołuje to we mnie dyskomfort i lęk (!).

Szybko się denerwuję, co też jest związane po części z moim byciem osobą wysoko wrażliwą i z tym, że wielokrotnie byłam w sytuacji, którą postrzegałam jako ogromne zagrożenie dla mnie (dla moich sił, mojego funkcjonowania, jak np. wizyty u lekarzy, hospitalizacje etc.).

Ze względu na ogólne negatywne postrzeganie doświadczeń międzyludzkich, poczucie zagubienia w relacjach, nieumiejętność stawiania granic, zbyt duże (nieadekwatne do sytuacji) reakcje emocjonalne związane z różnymi sytuacjami dnia codziennego i interakcją z innymi ludźmi twardo obstaję przy ograniczeniu jakichkolwiek kontaktów. Tym bardziej, że bardzo często przejmuję nastroje drugiej strony, zanurzam się w domysłach i interpretacjach.

Mam również trudności ze zdrowym zastosowaniem nowych technologii – tak, aby korzystanie z nich nie było uciekaniem od podejmowania powyższych wyzwań. Z tym również wiąże się próba zbudowania nowych nawyków jeśli chodzi o odpoczynek – aby niekoniecznie był związany z komputerem.

W tle są sprawy, na które nie mam wpływu, tj. chroniczny ból mięśni, nadwrażliwość na bodźce, przewlekłe zmęczenie. Leczenie sprawia, że te czynniki się zmieniają, ale to znaczy, że żeby nie zawalić pracy muszę cały czas je „monitorować”, żeby w odpowiednim momencie np. zrezygnować z drzemki w ciągu dnia, żeby się nie rozregulować, albo np. odpowiednio wcześnie wyłączać komputer (czynniki, które niebawem znów prawdopodobnie będą wpływały znacząco na moje zasypianie).

To jest jak ciągłe zarządzanie kryzysowe, ponieważ wieloletnie funkcjonowanie w stanie choroby nie pozwoliło mi wykształcić odpowiednich, adaptacyjnych zachowań.

W skrócie – jestem jak rozstrojona gitara po długim okresie stania w kącie. Struny trzeba stroić powoli, z delikatnością i uwagą, żeby nie pękły. Zbyt szybki ruch – i koniec.

To bardzo angażuje moje siły, które wciąż nie są na takim poziomie, jakiego można by się spodziewać po osobie w moim wieku. Na to potrzeba kilku miesięcy brania leków, cierpliwości i wytrwałości w podejmowanych działaniach.

Ostrożnie dobieram osoby, które mi towarzyszą. Choć bardzo brakowało mi zainteresowania innych to widzę, że jest to ostatnia rzecz, której mi teraz potrzeba. Powoli, samodzielnie, małymi krokami – to jest moja droga. Podjęłam walkę. Idę w to. Nawet, jeśli inni nie rozumieją. Szczególnie, gdy nie rozumieją. To ja mam rozumieć, nie oni. To ja mam działać, nie oni. To moje zadanie, moje wyzwanie.

Jestem jak Frodo, który wie, że to czego doświadcza wykracza poza doświadczenie innych. Odchodzi, ponieważ inni zaczynają stanowić zagrożenie dla niego i jego misji. Nie wszyscy, ale zbyt wielu.

Pewne walki toczy się samotnie.

***

PS. Widać pierwsze owoce modlitwy 😉 Zdezaktywowane konto na fb. Alleluja i… jedziemy dalej.

Grafika: Gerd Altmann // Pixabay

Bądź moim głosem w social media!
Share on Facebook
Facebook
Tweet about this on Twitter
Twitter
Share on Tumblr
Tumblr
Share on LinkedIn
Linkedin
Email this to someone
email
Pin on Pinterest
Pinterest