Zapomnieć. Choć na chwilę…

W piątek dowiedziałam się, że umarła moja koleżanka z pracy. Starsza pani. Mogła jeszcze przeżyć wiele lat. Czyja wina? Tych, których negatywne zachowanie tak ją poruszyło, że doprowadziło do zapaści? Chcę wierzyć, że po prostu to był jej czas, że odeszła wciąż ucząc. Ale nie mogę przestać myśleć. Co z nami? Co z tymi, którzy wiedzą więcej o całej sytuacji? W jaki sposób zareagujemy? Czy będziemy ludźmi? Czy pozwolimy, by emocje wzięły górę, czy zaczerpniemy z głębi człowieczeństwa, z tej iskry Bożej w nas?…

Jak spotkać się z ludźmi, wiedząc, że gdyby nie ich słowa być może ona wciąż by żyła? Być może co innego by zadziałało podobnie – ale nie słowa… Może nie krzywdzące słowa tych ludzi. Jak spojrzeć w oczy tym ludziom? Jak im służyć? Jak ich kochać?…

Nie jestem aż tak mściwa, jak kiedyś. Wciąż potrafię się mścić, ale nie chcę tego robić. Nie chcę ranić innych, nie chcę ranić siebie. Dlatego też cieszę się, że konto na fejsiku jest dezaktywowane. Nie muszę wchodzić w dialog z ludźmi. Mogę przepracowywać ból z Bogiem, nie wchodząc w przepychanki słowne z tymi, którzy zranili słowem, obojętnością, albo od których spodziewałam się czegoś innego…

Oczekiwania, nadzieja, że kto inny za mnie przejdzie przez mój ból, znajdzie sposób na moje cierpienie. Wciąż myślę o tym, jak bardzo zrzuciłam odpowiedzialność na innych, ale i jak bardzo byli bezradni inni. Oni sami nie potrafili mierzyć się z takim cierpieniem… Nie musieli.

Niejednoznaczność sytuacji, którą dostrzegam, sprawia, że coraz częściej odpuszczam wiedząc, że nie jestem w stanie dociec prawdy, co najwyżej opisać część rzeczywistości. Odpuszczam szukania „winnego”, ale i emocjonalnie.

Emocje są, ale nie niszczą aż tak.

***

Na pogrzeb pewnie nie dotrę. Życie pisze własne scenariusze. Nie mam sił, na wiele rzeczy i wiele spraw. Nastrój poszedł nieco w górę. Czuję się trochę lepiej, ale ponieważ widzę ogrom zniszczeń, trudno mi jest się cieszyć. Sprzątania będzie dużo.

Nie mam sił na modlitwę, na sprzątanie, na pracę, na motywowanie się do czegokolwiek. Pilnuję swoich grudniowych celów.

Po pierwsze: tego, by myć zęby dwa razy dziennie, rano wstać i w miarę szybko umyć się i ubrać. Chodzi o to, by przypomnieć mózgowi o dobrych nawykach, by „upłynnić” ich wykonanie, tak, bym nie negocjowała ze sobą przez kilka godzin zanim wyjdę z łóżka. Potrzeba cierpliwości. I wytrwałości. Codziennego pilnowania siebie – żeby wykonywać czynność tak długo, aż stanie się automatyczną.

Dobija mnie chaos w mieszkaniu. Nie mam siły, by sprzątać tak często, jak bym chciała, jak by wymagało też moje zdrowie. Na razie zaczynam więc od tego, by chociaż nie było aż tak widać chaosu. By zmywać i regularnie wyrzucać śmieci. Zalegające talerze często przypominały mi o tym, że nie mam siły. Teraz, gdy mam nieco więcej sił i gdy zrozumiałam, że kopa niepozmywanych talerzy jest tylko kopą niepozmywanych talerzy, a nie wyrzutem świata wobec mnie, że jeszcze żyję (w końcu, skoro nie potrafię nawet pozmywać, to do niczego się nie nadaję…), łatwiej jest się za zmywanie zabrać. Dobrze zorganizowałam sobie przestrzeń – tak, że zmywanie nie stanowi już takiego wyzwania jak wcześniej, od strony technicznej. Mam suszarkę. Mam wygodę.

Do tego punktu doszło jeszcze ćwiczenie wychodzenia z domu ze śmieciami. Objawy lękowe są na takim poziomie, że czasem po prostu boję się wyjść z domu. Tym bardziej pilnuję, żeby regularnie wyrzucać śmieci, by nie bać się wyjścia z samymi śmieciami.

Za tym wszystkim stoi przekonanie, że mam mało sił. Tych sił przybywa, ale zmiana przekonania, które przez wiele lat pozwalało mi jakoś funkcjonować (i rezygnować z wielu działań, które dodatkowo mnie obciążały), nie nastąpi z dnia na dzień. Potrzeba czasu, wytrwałości i „świadomego” działania. Myślenia – co robię, czemu robię, po to, by zautomatyzować te czynności, by się nad nimi nie zastanawiać, by ich lepsze bądź gorsze wykonanie nie wpływało na moje poczucie wartości czy sensu…

Jest jeszcze „higiena cyfrowa” – komórka zostaje wieczorem w dużym pokoju, rano nie biegnę po nią tuż po przebudzeniu. Daję sobie czas, by się odciąć od świata i spać, po prostu spać. By nie sprawdzać, czy ktoś się odezwał, czy nie, nie szukać okazji do narzekania i użalania się, bo mnie to niszczy.

***

Relacje z ludźmi poszły w odstawkę. Nie mogę zajmować się relacjami, masą atakujących mnie wspomnień, gdy walczę o moje przetrwanie. Nie jestem w stanie. Pewne relacje podtrzymuję – z ludźmi, którzy mi w tej drodze towarzyszą. Otwieram się powoli na kontakt z rodziną. Ale więcej nie jestem w stanie.

Walczę.

Tak bardzo chciałabym, by było to łatwiejsze…

Zdjęcie: Kevin McIver // Pixabay

Bądź moim głosem w social media!
Share on Facebook
Facebook
Tweet about this on Twitter
Twitter
Share on Tumblr
Tumblr
Share on LinkedIn
Linkedin
Email this to someone
email
Pin on Pinterest
Pinterest