Menu Zamknij

Tryb awaryjny


Walka. Sił brak.

Po świętach Wielkanocnych był pierwszy tydzień ćwiczeń duchowych. Znowu mocno. Znowu wiele zmian. We mnie. W otoczeniu również. Kamyk uruchomił lawinę.

Potem wizyta u onkologa. I mój osobisty „wyrok”: szpital w lipcu. „Prewencyjnie”. Ta wizyta też miała być prewencyjna. I tak o. Przygoda zatacza koło… Wracam do punktu wyjścia, ale z nowym spojrzeniem. Tym razem nie daję się zniszczyć… Przyjęłam Sakrament Chorych.

Walczę o finanse. O stanięcie na nogi. Powoli ogarniam coraz więcej. Ale i obowiązków ostatnio przybyło. Przeprowadzam się.

I przyszedł moment, gdy w tych moich nieustających rekolekcjach doszłam do momentu, gdy nie mam siły iść dalej.

Z jednej strony marzę o tym, by ktoś mnie zreanimował. Z drugiej strony, nie mam ochoty z nikim się widzieć. Krok po kroku realizuję kolejne zadania.

Ściana.

Zmęczenie?

A może coś więcej…

Zmuszam się do jedzenia, pilnuję snu i odpowiedniej dawki ruchu oraz ilości wody. Dbam po ludzku o wszystko, z odpoczynkiem włącznie.

Ale to nie upał jest moim największym przeciwnikiem. Nie zniechęcenie. Nie choroba.

Największym przeciwnikiem jest niepewność, co się wydarzy.

Kiedy chodzisz po wodzie, nie wiesz, czy, a jeśli tak to kiedy zaczniesz tonąć. Wszystko zależy od Ciebie i zarazem nic już nie zależy. Wkraczasz w świat paradoksów, które kompletnie rozwalają dotychczasowy sposób myślenia, sposób bycia, hierarchię wartości.

Zapomnij o piramidzie Maslowa. Masz nową hierarchię, ostatnią, jakiej się możesz spodziewać.

Zapomnij o stadiach rozwoju Eriksona. Wszystko dzieje się TERAZ. A zarazem to dokładnie tyle, ile jesteś w stanie unieść, by rozwijać się.

Zapomnij o teoretycznych rozważaniach pt.: czy chodzenie po wodzie jest możliwe? Po prostu idziesz i uważasz, żeby Cię fala nie zmiotła. Mało tego. Uważasz to za normę i dziwią Cię ludzie stojący na brzegu.

Jak łazisz za długo po wodzie to dochodzisz do wniosku, że stanie na brzegu jest bez sensu. Albo wręcz zapominasz, co to brzeg. Nie zamieniasz się w rybę, ale uczysz się, że po wodzie, pod pewnymi warunkami, da się chodzić, biegać, skakać, a jak się człowiek zmęczy to może się na wodzie położyć i leżeć, i bezpiecznie spać.

Oderwanie od świata, a tak naprawdę głębsze zrozumienie istoty świata. Gra paradoksów.

Niby mam dość, ale chcę jeszcze bardziej, jeszcze bliżej. Chcę zobaczyć, co za następną falą.

***

I tylko zmęczenie doskwiera, bo duchowa przygoda życia jest dość intensywna.



Bądź moim głosem w social media!
Share on Facebook
Facebook
Tweet about this on Twitter
Twitter
Share on Tumblr
Tumblr
Share on LinkedIn
Linkedin
Email this to someone
email
Pin on Pinterest
Pinterest