Odwagi. On zwyciężył świat…

***

Co czuję? Lęk i niepokój, co dalej. W życiu – zbyt wiele niewiadomych, choć zaczynam widzieć pewien kierunek. Zaczynam widzieć nowe, choć „stare” ma się dobrze, czasem zbyt dobrze…

Jedną nogą jestem po drugiej stronie trudności, jedną wciąż uparcie tkwię w przeszłości. Nie wiedząc, jak ją ruszyć. Bojąc się ją ruszyć. Zastanawiając się, jak dostawić nogę, żeby się nie przewrócić, a nawet jeśli się przewrócę – by się nie poobijać za bardzo.

***

W zaprawie do dzisiejszej medytacji na Pogłębiarce jezuita Przemysław Gwadera mówił o lęku, o niepewności tych, którzy szli do grobu.

I ja teraz doświadczam tego, że poranek zmartwychwstania to nie radosne „Alleluja” wyskakujące zza każdego krzaka… Że jest wiele obaw. Wiele myśli.

On zmartwychwstał. Ta wieść dociera bardzo powoli do głowy, która wciąż pamięta o kaźni. Równie wolno dociera do serca, które najpierw nie dowierzało, a potem zaczęło godzić się z rzeczywistością. Myśli mówiły: „to koniec”. Czas wrócić do łowienia ryb.

A jednak to Bóg, a nie śmierć, mówi ostatnie słowo…

***

Jak mam podsumować swoje dorosłe życie?

Dziesięć długich lat zmagań o zdrowie by zobaczyć, że to nie zdrowie jest najważniejsze. Dziesięć lat słuchania dobrych rad ludzi dookoła by zobaczyć, że ważniejsze jest złapać kontakt ze sobą. Dziesięć lat życia z różnymi przekonaniami i schematami by pod koniec zobaczyć, że są tylko wskazówkami. Niczym więcej. Wskazówkami, z których można korzystać, ale nie należy się do nich przywiązywać.

Ot, Boża rewolucja w życiu.

Nie raz myślałam, że to koniec. Nie raz było blisko, choć wielu moich znajomych nie dopuszczało tej myśli. A jednak po iluś hospitalizacjach, po latach brania leków, po wielu miesiącach ciężkiej psychologicznej i duchowej pracy widzę nadzieję. Odczuwam nadzieję. Żyję nadzieją.

Choć boję się powrotu do życia. Wciąż wydaje mi się, że nie umiem, że nie dam rady. Wciąż często czuję się bezradna.

Ale jest inaczej.

Umarło to, co było dla mnie nadzieją. Umarło to, w co wierzyłam, co w sobie pielęgnowałam. Od ponad roku próbuję wybierać to, do czego zaprasza mnie Bóg, a efekty przechodzą moje najśmielsze oczekiwania.

Potrzebuję jeszcze dużo czasu, by zdrowieć. By Bóg umocnił we mnie to, co nieśmiało wyłania się po tym czasie zmagań. Jeszcze dużo nauki przede mną.

***

Odpuściłam spotkania, choć szukam ludzkiej obecności. Ale takiej, która pozwala mi budować się na nowo, choć nie zawsze mam czas i siły, by spotkać się z tymi, z którymi chciałabym. Staram się przynajmniej na bieżąco odpowiadać na maile.

Szukam ciszy.

I walczę. Z własną głową, z przekonaniami, z wieloma innymi trudnościami które się pojawiają. Bo zasmakowałam w życiu. Nie chcę już wegetować w cieniu choroby i mam wreszcie środki, by wygrać tę wojnę.

Ale nie po mojemu.

***

Tak więc życzę Wam, mili moi, tego, byście też złapali życie. W tym czasie radości. Byście złapali głębię, sens, odkryli to, co daje wam życie.

Życzę Wam spotkania ze Zmartwychwstałym. Oraz tego, byście dali się Jemu przemieniać.

***

Nie wiem, ile jeszcze czasu mi to zajmie, ile jeszcze łez wyleję, ile razy będę się czuła źle, ile razy się poddam, ile razy będę chciała rzucić to wszystko w kąt. Na pewno nie raz. Ale teraz już mnie to nie rusza.

Widzę cel. Widzę, że zdrowieję. Widzę, że zaczynam być wolna.

Zaczynam dostrzegać, że jestem Bożym Dzieckiem. I zaczynam czuć, że mam godność. Po prostu. Że godność jest wpisana we mnie.

Że to, że ludzie są albo ich nie ma (albo nie umieją być i nie chcą się uczyć) nic nie zmienia.

Że rozłam w rodzinie, kolejne kryzysy nie definiują tego, kim jestem.

Że nieważne jest to, ile przeszłam, ważne jest to, że się podnoszę.

Praca jest albo jej nie ma, zdrowie jest albo go nie ma, siły są, często ich brakuje. To nie jest ważne.

Jeszcze nie wiem, co jest ważne. Odkrywam.

Wiem jedno.

Chcę tę drogę przejść z Bogiem.

Bądź moim głosem w social media!
Share on Facebook
Facebook
Tweet about this on Twitter
Twitter
Share on Tumblr
Tumblr
Share on LinkedIn
Linkedin
Email this to someone
email
Pin on Pinterest
Pinterest