Jutro będę w lepszej formie. Jutro będę mieć więcej sił. Jutro będę mniej zabiegana. Jutro, jutro… Bóg czeka tu i teraz.

Tam gdzie jestem. W moim chaosie spraw i myśli, w moim bałaganie w pokoju. To nie są dla Niego przeszkody. Przeszkody stawiam ja, gdy chcę uciec od Niego, gdy mówię – ja sobie poradzę. Bez Ciebie. Nie istniejesz. Wtedy czeka na odpowiedni moment, by znów zapukać do mnie. Upomina się. Pamięta.

Nieważne, czy jesteś akurat zdrowa, czy chorujesz. Masz wolny czas czy pracujesz. Czy cieszysz się, czy smucisz. Niezależnie od tego, czy doświadczasz trudności, czy odczuwasz spokój.

Tu i teraz. To jedyne miejsce, jedyna przestrzeń, w której mogę się z Nim spotkać.

***

Rzeczywistość potrafi nieprzyjemnie zaskakiwać. To, w jaki sposób poradzimy sobie z sytuacją, jest bardzo mocno zależne od tego, jak postrzegamy te „niespodzianki”.

Przede wszystkim pojawiają się różne emocje. Coś w tych sytuacjach nas dotyka. Sprawia, że czujemy złość, smutek, niezadowolenie. Głównie dlatego, że coś nie idzie po naszej myśli. Nie dzieje się tak, jak byśmy chcieli. Nasza wola zdaje się być najważniejsza – ma być po mojemu.

Może być. Czasem. Nie zawsze. Jeśli nie będzie, co zrobisz? Obrazisz się na świat? Czy z pokorą uznasz – nie teraz? Obrażanie się przychodzi najprościej. Obrażanie się – zamknięcie na pewną rzeczywistość. Na to, że sytuacja może mieć inne znaczenia, które jej przypisujemy.

Wszystko, co nas spotyka, to pewnego rodzaju zadania bądź zaproszenia. Czasem do działania, czasem, by powstrzymać się od akcji. Czasem sytuacje przypominają nam o konkretnych zadaniach do wykonania. O zdobyciu konkretnych umiejętności. Albo podjęciu pewnych działań. Czasem trzeba wejść głębiej w siebie, innym razem – wyjść poza własne ograniczenia. Niektóre sytuacje mają nam coś uświadomić, albo są dla nas sprawdzianem zaufania. Czy ufam Bogu? Czy ufam sobie?

Uczę się tej sztuki rozeznawania, do czego Bóg mnie zaprasza w konkretnych sytuacjach.

***

Można nad zmianą pracować na poziomie intelektu. Bóg błogosławi tym, którzy podejmują się trudu zmian. Można jednak sięgnąć po Jego siłę. Zaczerpnąć od Niego mądrości. Kluczem jest spotkanie z Nim. Modlitwa.

Nie tylko niedzielna Eucharystia. Nie tylko codzienna modlitwa, choć to może być dobry początek, jeśli w ogóle nie spotykacie się ze sobą. Można jednak pójść krok dalej. Zrobić COŚ więcej. Zadbać o regularność modlitwy. Zadbać o to, by towarzyszył jej spokój. Może zmienić jej formę.

Moje zanurzenie w modlitwie sięga korzeni, modlitwy psalmami. Jak mnisi, sięgam po Liturgię Godzin. Codziennie, kilka razy dziennie. Spotykam się z Nim. Rozmawiam. Choć spotkania te mają wyznaczony czas, po roku widzę, jak rzeczywistość modlitwy rozlewa się na całe życie. Jak to „suche” odmawianie psalmów nadało mojemu życiu głębi. Jak powoli porządkowało moją codzienność i dawało siłę do kolejnych działań. Było, wciąż jest – Bożą kroplówką, pozwalającą iść dalej.

Możesz tego nie czuć, ale na modlitwie spotykasz się z Bogiem. Najpierw ukrytym – tym, który nie chce się narzucać. Czeka, aż do Niego przyjdziesz. Spotkanie twarzą w Twarz to spotkanie niezwykle głębokie, wzruszające, przenikające duszę. A relacje buduje się powoli. Spotkanie za spotkaniem. Rozmowa za rozmową.

Bóg zaprasza, by rozmawiać z Nim Jego językiem, ale nauka tego języka trwa. To język zdarzeń, które mają codziennie miejsce. Język poruszeń serca, czasem przeczuć, spotkań z nieprzypadkowymi ludźmi. Pismo Święte, jego lektura, modlitwa nim to pierwszy krok, by zacząć się lepiej poznawać.

***

Czasem jest w nas wiele niewypowiedzianych słów. A Bóg czeka, aż je wypowiemy do Niego. Wypowiemy wszystko – ból, który w nas mieszka, smutek, żal, złość, rozgoryczenie. Nie musimy być sprawiedliwi wobec nikogo. Możemy być sobą. Bóg jako jedyny może nas przyjąć całkowicie – takimi, jakimi jesteśmy. Z tym, co dobre i chwalebne, ale i z tym, co niedomaga, co poranione. Z naszym spojrzeniem na świat.

Kiedy pisałam, że moja przygoda z Bogiem rok temu zaczęła się od szczerego, wściekłego dialogu („weź się wreszcie zdecyduj, życie czy śmierć”) usłyszałam, że może na za dużo sobie pozwalam w relacji z Nim. A ja wtedy zrobiłam najlepsze, co mogłam – zdarłam z twarzy maskę mówiącą: „jest mi wszystko jedno”. Wtedy potrafiłam powiedzieć o tym, co mnie dotyka; potem nauczyłam się mówić o radościach.

Kiedy doświadczamy, że On nas słucha, zaczynamy być gotowi na usłyszenie odpowiedzi.

***

Bóg słucha jak Przyjaciel. Nie myśl o cudach, one przyjdą później – gdy zaczniesz słuchać Jego. Na początku po prostu – wejdź w dialog. Na początku możesz czuć się dziwnie. Mówić do ściany? Do krzyża? Z czasem zobaczysz, że jest coś więcej.

Tu i teraz. Kończysz lekturę tego tekstu. Możesz spróbować porozmawiać z Bogiem. Zacznij mówić i bądź otwarty – odpowiedź przyjdzie, gdy będziesz na to gotowy.

Podejmiesz wyzwanie?

Zdjęcie autorstwa Mabel Amber, still incognito… // Pixabay

Bądź moim głosem w social media!
Share on Facebook
Facebook
Tweet about this on Twitter
Twitter
Share on Tumblr
Tumblr
Share on LinkedIn
Linkedin
Email this to someone
email
Pin on Pinterest
Pinterest