Wiem, że mogłabym zaprzeczać temu, co mówi moje serce. Mogłabym znów uciekać, ale już nie chcę. Nie chcę dłużej unikać spotkania z Bogiem. Nie mam już siły udawać, że nie słyszę wezwania, które do mnie kieruje Ojciec.

Słuchaj, Córko…

***

Słuchaj, synu, nauk mistrza i nakłoń [ku nim] ucho swego serca (Prolog, 1).

Wszędzie obserwuję deficyt uważnego słuchania. Trudno o wdzięcznego słuchacza. Często na spotkaniu zanim dojdę do głosu, słucham innych. Dopóki nie opowiedzą mi swojej historii, nie mam szansy przebić się z moją. Tak to już jest. Coraz mniej ludzi słucha. Coraz mniej osób obchodzi drugi człowiek, jego historia.

Ale nawet, jeśli słyszymy, jeśli przekaz dotrze nie do naszych uszu, lecz do naszego serca — problem pozostaje. Można słyszeć, ale nie reagować. Pozostać bezczynnym, gdy sytuacja wymaga działania, nawet jeśli to „tylko” działanie na poziomie serca. Często to działanie jest trudniejsze, niż konkretna, fizyczna akcja. Przemiana zaczyna się od serca, od zmiany myślenia, nastawienia. Działanie jest konsekwencją tego, co w środku.

Trzeba więc słyszeć — mieć możliwość wejścia w ciszę czy spotkania z kimś, kogo możemy nazwać „mistrzem”. Usłyszeć, czyli być nastawionym na odbiór, nie na nadawanie. I dać się dotknąć temu, co słyszymy. Trzy trudne kroki. Ale to słuchaj które słyszę, wymaga zrobienia jeszcze czwartego kroku — podjęcia działania, które wypływa ze słuchania.

Droga nierozumienia

Napomnienia łaskawego ojca przyjmuj chętnie i wypełniaj skutecznie, abyś przez trud posłuszeństwa powrócił do Tego, od którego odszedłeś przez gnuśność nieposłuszeństwa (Prolog 1-2).

Przypomina mi się film Karate Kid i pan Miyagi, zadający niezrozumiałe ćwiczenia. Zarówno Daniel, jak i Julie protestowali, nie widząc sensu w wykonywanych zadaniach: malowaniu płotu, nakładaniu wosku na samochód czy skakaniu z kamienia na kamień. Ostatecznie jednak wracali do ćwiczeń. Pan Miyagi tłumaczył, czemu służą zadawane ćwiczenia, ale nie od razu. Najpierw dawał przestrzeń do refleksji nad motywacją do trenowania karate.

Boże napomnienia początkowo są niewidoczne i niezrozumiałe. Czemu? Może właśnie dlatego, że nasze motywacje są dość interesowne. Szukamy boga na naszą miarę zapominając, że On jest… Bogiem przez duże „B”. Chcemy wygrać ze złem po swojemu, jak Daniel czy Julie — załatwić sprawę, tak, by już do nas nie wracała. Byle szybciej. A Bóg zaprasza do wewnętrznej przemiany.

Zrozumienie choć częściowo, jak Bóg działa, wymaga czasu, cierpliwości, zaangażowania, a i tak można być pewnym, że nas czymś zaskoczy. To wyzwanie, zarówno dla intelektu jak i dla emocji. Podjęcie trudu przemiany nie przychodzi od razu łatwo. Potrzeba wytrwałości i gotowości pracy w sytuacji, gdy brakuje wielu odpowiedzi i jedyne, co można zrobić, to zaufać Jemu; mimo wszystko.

Czy wiesz, kim jesteś?

Często zastanawiam się, czemu jest mi tak ciężko. Czemu ta droga, którą idę, jest tak kręta, długa, niebezpieczna? Czemu wciąż zmagam się i wciąż chwilami brakuje mi sił? Przecież mam tyle lat życia już za sobą, tyle doświadczeń, tak ogromną wiedzę? Co jest wciąż nie tak?…

…brakuje najważniejszego. Czegoś, o czym przez wiele lat nie myślałam. Nie chodzi o to, by na siłę kimś się stawać, choć budowanie siebie, swoich kompetencji, zdobywanie umiejętności jest ważne.

Chodzi o to, by odkryć, kim już się jest. Tak po prostu.

Można przez wiele lat wkładać wiele trudu w stawanie się lepszym człowiekiem, w doskonalenie siebie, w budowanie swojej marki osobistej, w jakąkolwiek inną aktywność, która ma nam przynieść poczucie własnej wartości. To są rzeczy ważne, ale odkrywam, że nie są najważniejsze.

Nie muszę udowadniać sobie, że jestem wartościowa. Moje życie ma samo w sobie wartość. Nie muszę udowadniać sobie, że jestem potrzebna — sam fakt, że żyję, świadczy, że ktoś mnie chciał na tym świecie. A właściwie — Ktoś. To są myśli, które początkowo traktowałam jako puste frazesy, ale potem dałam się poprowadzić i zaczęły powoli rozwalać moje dotychczasowe myślenie.

Podstawowym grzechem naszych czasów staje się niewierność sobie. Na różne sposoby: uciekamy w pracę, w związki, w tłumaczenie sobie, że na Boga jeszcze będzie czas. Kiedyś. To są nasze nieposłuszeństwa codzienne. To są moje nieposłuszeństwa codzienne. Odejścia. Coś, do czego już się przyzwyczaiłam, co weszło mi w krew. Jak złe nawyki szermiercze, które po długiej przerwie treningowej dają o sobie jeszcze bardziej znać.

Tylko, że złe nawyki w szermierce jest zdecydowanie łatwiej wykorzenić niż te w życiu. Łatwiej zmienić ruch ręki czy nogi niż myśl w głowie. Zrozumieć, że ten „trud posłuszeństwa” wygląda inaczej, niż mi się kiedyś wydawało.

Nowa nadzieja

Do ciebie więc kieruję teraz moje słowa, kimkolwiek jesteś ty, co wyrzekasz się własnych chęci, a chcąc służyć pod rozkazami Chrystusa Pana, prawdziwego Króla, przywdziewasz potężną i świętą zbroję posłuszeństwa (Prolog, 3).

Moja nadzieja na normalne życie przyszła w momencie, gdy wbrew okolicznościom, wbrew opiniom ważnych dla mnie ludzi, wbrew logice, po prostu zdałam się na Boga. Bez oczekiwań, jak ma wyglądać moje życie. Bez moich pomysłów na rozwiązania. Ty, co wyrzekasz się własnych chęci — to o mnie.

To nie jest łatwa i przyjemna droga. Pierwsze kilkanaście miesięcy, które już za mną, to koszmar rezygnowania z siebie, duchowe umieranie na każdym kroku. I konkretny, czasem niemalże fizyczny ból, gdy z pomocą Bożej łaski kwestionuję swoje kolejne przekonania. Gdy porzucam to, co wydawało mi się pewnikiem. Gdy zadaję sobie kolejne niewygodne pytania.

Teraz widzę, jak przez wiele lat Bóg przygotowywał mnie do podjęcia tej drogi. Drogi pełnej paradoksów, pełnej walki, ale i satysfakcji. Bo jak inaczej określić te chwile, gdy… gdy po tylu latach smutku na moich ustach wreszcie gości prawdziwy, szczery uśmiech? Codziennie?

Tak więc walczę, uzbrojona w coś, co zawsze wywoływało we mnie niechęć. W posłuszeństwo. Bogu. I sobie — takiej, jaką widzi mnie Bóg.

Zdjęcie autorstwa Peggychoucair / Pixabay

Bądź moim głosem w social media!
Share on Facebook
Facebook
Tweet about this on Twitter
Twitter
Share on Tumblr
Tumblr
Share on LinkedIn
Linkedin
Email this to someone
email
Pin on Pinterest
Pinterest