Menu Zamknij

Przemiana serca

Przemiana serca

Wciąż mnie kusi. Założenie konta trwa tylko kilka minut. Kilka minut i znów byłabym w „swoim” świecie. A jednak przeżyłam dziewięć miesięcy bez Facebooka. Żyję dalej…

„Odwaliło ci”. Słyszałam wtedy gdy zakomunikowałam, że usuwam konto. Gdy odsunęłam się od ludzi, których towarzystwa wcześniej szukałam. Gdy okazało się, że nie żyję tak, jak żyłam – że zaczynam żyć inaczej. A ja po prostu weszłam w przestrzeń postu. Rezygnacji z czegoś co może być przydatnym narzędziem, dla czegoś większego i ważniejszego.

Post od Facebooka

Ostatnia dyskusja ze znajomym wykazała „znaczące” zalety bycia na Facebooku – „bycie”. Bycie na czasie, czyli znajomość najświeższych memów i bycie widoczną w środowisku. Tylko, że dla mnie zaistnienie w środowisku przestało być ważne, a memy zaczęły być marginalnym elementem treści mojego życia.

Integracja jest ważna, a i ja lubię czasem się pośmiać. Chyba jednak starzeję się bo stwierdzam, że coś, co wydawało mi się dotychczas optymalną formą – „bywanie” – przestaje mnie aż tak interesować…

W pustce po Facebookowych kontaktach zakwitło wiele kwiatów. Po pierwsze – kreatywność, która sprawiła, że mam lepsze kontakty z ludźmi (głębsze i mocniejsze) niż wcześniej. Po drugie – spokój budowania siebie, własnych kompetencji, poczucia własnej wartości – nie w odniesieniu do opinii innych ludzi, ale do tego, co robię i co myślę. Już te dwa punkty wystarczą by uznać, że post przyniósł ogromne owoce.

W przestrzeni ciszy mogę wsłuchać się w siebie i zobaczyć, co z tego, co się dzieje jest „moje”, co buduje mnie jako człowieka, a co należy odrzucić, czym się nie przejmować. Powoli odbudowuję się po czasie choroby, nie szukając już wsparcia u innych, ale polegając na sobie. Kontakt z drugim człowiekiem stał się czynnikiem wspierającym, a nie jedynym kołem ratunkowym, bez którego nie potrafię płynąć dalej.

Najważniejszym jednak kwiatem, który rozkwita, jest życie duchowe.

Ukryty skarb

Pierwszym krokiem w osiąganiu celu jest zazwyczaj chęć udowodnienia sobie – jestem w stanie zrealizować plan. Poznajemy wtedy swoje mocne i słabe strony, dostrzegamy czynniki, które pomagają, a które przeszkadzają w osiągnięciu celu. Dla wielu to stacja końcowa w duchowym rozwoju. 40 dni bez słodyczy, bez Facebooka, bez… Po Wielkanocy jeszcze chwile cieszymy się owocami i niekiedy z ulgą wracamy do starych nawyków.

Warto pójść krok dalej. Nie pozostać na psychologicznej warstwie „wyzwania”, lecz zobaczyć, że post podejmowany jest przede wszystkim po to, by dać Bogu przestrzeń do działania. By dostrzec, że „sami z siebie” możemy co prawda zrealizować plan na 100%, możemy nawet być w stanie pójść za ciosem i podejmować kolejne wyzwania, ale nie jesteśmy w stanie zrobić wszystkiego. Zrealizować wszystkiego. Potrzeba doświadczenia własnego upadku, słabości, by zobaczyć, że doświadczane dobro – nawet to co wydawało się być naszą osobistą siłą – pochodzi od Boga.

Pierwszy, odkrywany przeze mnie wymiar postu to całkowita rezygnacja z pewnych rzeczy. Usunięcie kont w mediach społecznościowych, rezygnacja z szermierki czy z bardziej intensywnego kontaktu ze znajomymi – to wszystko służy stworzeniu konkretnej przestrzeni pustki. W codziennym zabieganiu nie miałabym czasu na zastanowienie się, dokąd zmierzam. Co w ogóle jest celem w moim życiu? Do czego jestem powołana? Aby poszukać odpowiedzi na te pytania trzeba wiele spraw mniej ważnych odłożyć na bok.

To „ogołocenie” pozwala otworzyć się na drugi odkrywany przeze mnie wymiar postu – posłuszeństwo. Szukanie woli, ale nie swojej, tylko Bożej. Nie zamieniłam się w bezmyślnego zombie, wręcz przeciwnie. Uczę się rozeznawania, zaufania do Boga, odkrywania Jego obecności w codzienności, ale i zaufania do siebie i drugiego człowieka, który pomaga mi w tym procesie.

Czuję, że ostatni rok to czas odkrywania nieprzebranych skarbów. Skarbów, które były dla mnie ukryte w moim zabieganiu. Będąc myślami przy pracy, szermierce, a potem również sprawach zdrowotnych, chcąc jak najszybciej wrócić do uprawiania sportu, do tego „jak było kiedyś” – utartych schematów, nie myślałam o tym, dokąd idę. Cel był obojętny, ważne było, żeby iść. Być w ciągłym ruchu i nie myśleć za dużo.

Przemiana serca

Posty podejmowane z powodu tradycji, nawyku czy chęci udowodnienia sobie i innym czegoś są tylko przygotowaniem do czegoś większego. Do duchowego wzrostu, gdy pewnego dnia usłyszymy wezwanie, rozpoznamy je i damy się poprowadzić Bogu zupełnie innymi ścieżkami niż dotychczas.

Gdy półtora roku temu okazało się, że z powodów zdrowotnych muszę na jakiś czas zawiesić treningi czułam się tak, jakby zawalił mi się świat. Wcześniej dość szybko radziłam sobie z trudnościami czy kontuzjami. Tym razem było inaczej. Moje „odejście” wciąż trwa, a nieśmiałe próby powrotu wciąż są bezowocne. Jednak mam w sobie zgodę na ten brak i na kolejne niepowodzenia. Widzę, że zupełnie co innego jest teraz moim zadaniem. Do szermierki jeszcze zdążę wrócić…

Tym bardziej, że jestem trochę jak żołnierz po zbyt wielu bitwach, który wraca do domu i nie potrafi odnaleźć się w zwyczajnej codzienności. Mogłam uwierzyć innym, którzy nie przeżyli tego, co ja i żyć dalej, udając, że nic się nie stało. Wybrałam drogę dłuższą i trudniejszą – wejścia w przeszłe doświadczenia, przepracowania ich, a przede wszystkim – przyjrzenia się im w Bożej obecności. Takie podejście zupełnie zmienia spojrzenie na życie…

Częściej się uśmiecham. Mniej boję się życia. A przede wszystkim po tych kilkunastu miesiącach czuję, że jestem na dobrej drodze, a prowadzi mnie najlepszy Przewodnik i Mentor na świecie. Rozpoczęłam przygodę życia – choć jeszcze nie wiem, na czym ona polega to wiem, że coraz częściej po prostu cieszę się, że żyję.

Jak myślisz, co może się wydarzyć gdy Ty wejdziesz w przestrzeń postu?

Bądź moim głosem w social media!
Share on Facebook
Facebook
Tweet about this on Twitter
Twitter
Share on Tumblr
Tumblr
Share on LinkedIn
Linkedin
Email this to someone
email
Pin on Pinterest
Pinterest