Menu Zamknij

20 marca 2019

Dziennik pokładowy

No więc ci, co wiedzą, martwią się trochę. Trochę, nie bardziej, bo… Bo nie wiedzą, co się dzieje.

Rollercoaster na życzenie

Zmiana w psychologii to coś, co kształtujemy, na co zazwyczaj mamy wpływ. Po drugiej stronie barykady są czynniki zewnętrzne, które mogą przyspieszyć zmianę bądź ją opóźnić – w zależności od tego, czy są czynnikami budzącymi do działania, wzmacniającymi nasze zasoby czy czynnikami, które będą jak kotwica spowalniać nas bądź całkowicie zatrzymają w miejscu. Tyle teoretyzowania na bazie moich obserwacji.

W mądrych książkach wyczytałam, że w sytuacji stresowej poczucie kontroli pozwala poczuć się lepiej, sprawniej poradzić sobie z trudnościami. I rzeczywiście, mam pewne poczucie kontroli – nad tym, jak zareaguję na kolejną nieprzewidywalną dla mnie sytuację. Choć bardziej czuję, że to nie kontrola nad reakcją, lecz nadanie kierunku reakcji. Kierunek jest następujący – co powinnam zrobić? Do czego zaprasza mnie Bóg? Z odpowiedzi wynikają, choć nie zawsze, dalsze działania. Nie zawsze, ponieważ często mi się nie chce.

Drugą ważną sprawą są zasoby. Tak, czuję, że je mam. Przez lata czułam się pusta wewnątrz, teraz jest inaczej. Ale… ale to poczucie wypływa z modlitwy, nie z psychologicznej zmiany! Z modlitwy, która konfrontuje mnie z inną rzeczywistością i każe spojrzeć inaczej na moje życie. Mogę dalej udawać, że nie ma w nim Boga, albo dostrzec Jego obecność i opiekę. Przyjęcie pierwszej perspektywy to dla mnie pogrążenie się w chaosie i bezsensie. Byłam tam już. Przyjmując tę drugą, wpadłam w wir zdarzeń, z którymi radzę sobie dlatego, że poddałam się zmianie.

Nie – zainicjowałam zmianę. Poddałam się zmianie proponowanej przez Boga. Czuję, jak od ponad roku mózg rozgrzewa mi się do czerwoności. Kwestionowanie schematów, wprowadzanie nowych rozwiązań, ewaluacja, kolejne wyzwanie dla myśli, działanie, ocena. Przez ileś miesięcy uczyłam się, dopiero teraz z perspektywy czasu widzę, do czego Bóg mnie prowadził.

Ale wcześniej to był rollercoaster. Prawdziwa górska kolejka, na moje własne życzenie.

Przecież nie musiałam wracać.

Operacja na otwartej głowie

Teraz zmagam się z ciszą. Z ciszą informacyjną – uczę się wybierać książki zamiast portali. Z ciszą dosłowną – nie mam nawet ochoty słuchać muzyki. Szukam też ciszy w mówieniu, choć z tym bywa różnie. Z jednej strony kotłuje się we mnie, chcę wykrzyczeć ból, który siedzi w środku. Z drugiej – wiem, że krzyk jest bez sensu. To tylko niepotrzebna utrata sił, może nawet nakręcanie się. Trzeba spokoju w działaniu.

Przyszedł moment, w którym nie wiem już, kim jestem. Nie do końca rozumiem, co się dzieje. Może nawet więcej nie rozumiem niż rozumiem. Moje psychologiczne zamki z piasku są niewystarczające w obliczu spotkania z Bogiem. Może są po prostu jak stara skóra węża, za mała, gdy wąż urośnie? Nie można w niej wciąż pełzać. Trzeba ją zrzucić…

Okrywanie świadomości bycia stworzonym przez Boga, bycia pięknym w Jego oczach może przyjąć dwa wymiary. Jeden – powierzchowny, gdy deklaratywnie przyjmujemy – ot, tak jest. Wynika z tego dalsze życie po swojemu, z szansą na zmianę, jeśli ta myśl do nas wraca. Drugi – głębszy, gdy dajemy się porwać konsekwencjom tej świadomości. To nie jest zwykła wiadomość. Jeśli dopuścimy jej doniosłe znaczenie do naszego serca, nie potrafimy pozostać takimi, jakimi nam się wydaje, że jesteśmy. Szukamy gorączkowo tego, kim jesteśmy naprawdę.

A przynajmniej ja szukam. Widzę, że jest coś więcej, ale nie wiem co. Nie znam drogi. Nikt mi nie mówi – to zrób teraz tak. Albo – ten sposób na pewno pomoże ci przetrwać. To droga odkrywania i kłującej niepewności. Choć na poziomie rozumowym znam cel, na poziomie serca czuję się zagubiona w nieskończoności. Ale może właśnie o to chodzi, zagubić się w Jego nieskończonej miłości, dawać się odnajdywać?…

Jak różne są te myśli od czystej psychologii, której długo byłam wierna.

Operacja na otwartej głowie trwa. Mimo trudności, nie brakuje otwartości.

Po owocach poznacie

Święty Paweł opisuje, jakie są owoce ducha: miłość, radość, pokój, cierpliwość, uprzejmość, dobroć, wierność, łagodność, opanowanie. (por. Ga 5, 22-23). Moje owoce to: rosnąca pewność siebie, poczucie godności, wytrwałość w zmaganiach z codziennością, nadzieja na lepsze jutro. I walka. Owocem jest walka człowieka, który się poddał; zmaganie i decyzyjność osoby która pozwoliła, by inni decydowali za nią.

Idzie wiosna. W zeszłym roku marzyłam, żeby się nie obudzić po kolejnych szpitalnych zabiegach. W tym roku widzę, że dalsze uporczywe narzekanie byłoby nietaktem wobec Stwórcy, tak więc narzekam nieco mniej i działam, na miarę możliwości. Ale nie swoich.

Moje możliwości skończyły się w lutym zeszłego roku, w kaplicy, gdy, jak Hiob, w rozpaczy przeklinałam dzień swoich narodzin. Od tamtego czasu działam wbrew sobie, wbrew swoim odczuciom, a często i wbrew opiniom ludzi, za których wskazaniami wcześniej ślepo podążałam.

Jakże prawdziwe stają się słowa o zapieraniu się samego siebie!… Gdy wszystko w środku wyje, by wrócić do łóżka, a jednak zamiast schować się pod kołdrę, do czego mam prawo; zamiast iść za sugestią i pójść po leki, co również jest jakąś opcją; idę zmagać się z dyskomfortem (delikatnie mówiąc) codzienności.

To nie jest już czas na leki, na poprawienie nastroju, na podtrzymanie mnie przy życiu. To jest czas walki. Konkretnej walki.

Marana tha. Przyjdź, Panie.

***

„Błogosławiony Pan – Opoka moja,
On moje ręce zaprawia do walki,
moje palce do wojny.
On mocą2 dla mnie i warownią moją,
osłoną moją i moim wybawcą,
moją tarczą i Tym, któremu ufam,
Ten, który mi poddaje ludy.” (Ps 144, 1-2)

Nie trzeba szukać władzy nad innymi. Największe zwycięstwo, największa władza leży w zasięgu ręki. To władza nad sobą samym – nad podejmowanymi decyzjami, nad nadawaniem życiu kierunku.

Ale ta władza ma sens tylko i wyłącznie wtedy, gdy jest nadana przez Boga i uwzględnia Jego pierwszeństwo…

Bądź moim głosem w social media!
Share on Facebook
Facebook
Tweet about this on Twitter
Twitter
Share on Tumblr
Tumblr
Share on LinkedIn
Linkedin
Email this to someone
email
Pin on Pinterest
Pinterest