Menu Zamknij

Przejście do życia

Przejście do życia

Chrzest. Moment, gdy rodzice przynoszą nas do świątyni, by — na mocy sakramentu chrztu — włączyć nas do wspólnoty Kościoła. Od tego momentu stajemy się Dziećmi Bożymi, a ci, z którymi dane jest nam tu żyć (również rodzice) stają się naszymi braćmi i siostrami w wierze. Zostajemy oddani Bogu.

Powyższa myśl pojawiła się niedawno na jednym z kazań, które miałam okazję wysłuchać. I jest to myśl, która ostatnio we mnie mocno pracowała. Chrzest jest momentem przejścia. Zazwyczaj w tym czasie jako maluchy słodko śpimy albo krzyczymy, wymachujemy kończynami, śmiejemy się, nie zdając sobie sprawy z doniosłości całego zdarzenia. Dokonuje się jednak coś wielkiego, coś, czego okrywanie może stać się wyzwaniem na całe życie.

Jezus, choć ofiarowany wiele lat wcześniej w świątyni, zanim rozpocznie swoją działalność przyjmuje chrzest. Jest to moment przełomowy; moment, który wydaje się być zwyczajny, ale… poniekąd zmienia wszystko.

Jego przyjście na świat było narodzeniem się dla ludzi, a Jego chrzest był objawieniem się mocy Bożej. Najpierw Pan narodził się z Dziewicy, teraz zaś ukazuje się jako Syn Boży. Gdy się narodził, Maryja, Jego Matka, z miłością tuliła Go do serca; a przy chrzcie, gdy ukazuje się w Nim tajemna moc Boża, Bóg Ojciec mówi Mu o swej miłości: „Ten jest mój Syn umiłowany, w którym mam upodobanie. Jego słuchajcie” ( Z kazania św. Maksyma, biskupa Turynu, O świętym Objawieniu Pańskim, za: Liturgia Godzin, 11 stycznia).

Chrzest to nowy etap. To pewnego rodzaju śmierć dla wszystkiego, co było wcześniej. Nie jest to odrzucenie tego, co dotychczas, lecz wejście na nowy poziom. Podjęcie nowych zadań, do których przygotowanie trwało całe Jego dotychczasowe życie.

***

Uważajcie, patrzcie na zadziwiające i nowe wody potopu, większe i znamienitsze od tych z czasów Noego. Tam fale wód zgładziły ludzkość, tu woda chrztu, mocą ochrzczonego w niej Chrystusa, przywraca zmarłych do życia. Tam gołębica, niosąc w dziobie gałązkę oliwną, zapowiadała miłą woń Chrystusową, tu zaś Duch Święty przybywa pod postacią gołębicy i wskazuje miłosiernego Pana (Kazanie św. Proklusa, biskupa Konstantynopola, Kazanie 7 na Objawienie Pańskie, za: Liturgia Godzin, 9 stycznia).

Mija jedenaście miesięcy, odkąd podjęłam decyzję o zmianie życia. Najpierw szłam trochę po omacku, jedną nogą wciąż tkwiąc w tym, co stare. Wciąż byłam na Facebooku, wciąż wydawało mi się, że nic dobrego już mnie w życiu nie spotka. Wciąż kurczowo trzymałam się tego, co było mi znane. Depresyjne schematy. Praca, która może i daje trochę satysfakcji, ale jest dla mnie trudna i nieefektywna. Mechanizmy ucieczki. Lista jest długa…

…zaryzykowałam nie raz, ufając Bogu (że wie, co robi…). Ostatnio zrobiłam to decydując się na pojechanie na rekolekcje — Fundament. Dlatego też przez jakiś czas nie było ze mną kontaktu. Najpierw szykowałam się do rekolekcji, potem było trzęsienie ziemi na rekolekcjach, a potem… Jak u Hitchcocka. Napięcie rośnie.

Zepsuty jeszcze przed świętami komputer, popsuta komórka, brak czasu na to, by znaleźć coś sensownego w zamian. Moje umieranie dla kolejnych moich przekonań, dla poczucia, że ja muszę coś mieć. Że ja muszę być dostępna cały czas. Nieustająco sprawdzać maila i wciąż mieć podpiętą większość kont do komórki. Że muszę…

Próba znalezienia przestrzeni ciszy w moim życiu jest zdaje się kolejnym elementem mojego osobistego umierania. Umierania dla takiego pomysłu na życie, jaki mi proponują inni. Bóg prowadzi zupełnie odmienną drogą.

To, co wydawało mi się być falami niszczącego potopu, to wody Jordanu, w które zanurzam się — szukając Jego, szukając życia w Nim.

***

Wciąż jestem w drodze. Powoli odbudowuję kontakt z ludźmi, których poznałam przed nawróceniem, ale już na innych warunkach. W czasie rekolekcji wydarzyło się coś, co trudno opisać słowami. Może nawet nie warto próbować ująć to w słowa… To, co zdaje się ważniejsze teraz, to odkrywanie kolejnych owoców, które przychodzą.

Dynamika życia pokazuje, że podejmując trud zmian za każdym razem wchodzę w wody Jordanu, daję się oczyścić i napełnić nowym życiem. Życiem Boga. Za każdym razem coś umiera, by mogło się narodzić coś nowego. Coraz mniej boję się tego codziennego „umierania”, sprawia ono coraz mniej bólu. Staje się radością. Zostawiam coś za sobą, by odkryć coś jeszcze piękniejszego, coś potrzebnego na ten czas. Na dziś. Coraz częściej wychodzę poza strefę lęku… A może inaczej? Może jest tak, że tylko czasem w nią wchodzę, a obecnie po prostu żyję w przestrzeni Jego miłości?…

Czego się boisz? Co możesz stracić, zanurzając się w wody Jordanu?

A co możesz zyskać?

Dla tych, którzy to oglądali, były to cudowne wydarzenia, dla rozumiejących je są świętymi znakami. Bo gdy się uważnie nad nimi zastanowimy, wtedy wody ukażą nam obraz chrztu i odrodzenia. Zwyczajna woda otrzymuje inne przeznaczenie; zwykły żywioł nabiera innej mocy dzięki tajemniczej przemianie, która w niej się dokonała; w ten zaś sposób spełnia się w niej misterium powtórnych narodzin. Oto nagle woda się przemienia, aby mogła następnie przemieniać ludzi (Kazanie Faustusa, biskupa Riez, Kazanie 5 na Objawienie Pańskie, za: Liturgia Godzin, 12 stycznia).