Menu Zamknij

Dojść do głosu

Dojść do głosu

Ostatnio dużo mówię na modlitwie. Jest we mnie dużo bólu, niezgody na to, co się dzieje w moim życiu.

Dale Carnegie w jednej ze swoich książek postawił następującą tezę: dopóki nie damy innym poczucia, że zostali wysłuchani, że ich usłyszeliśmy, nie będziemy w stanie dotrzeć ze swoimi słowami. Może właśnie tak jest teraz u mnie? Jest czas, gdy więcej mówię. Gdy potrzebuję wyrzucić z siebie swoje obawy, przemyślenia. Czas, gdy Bóg słucha…

…i czas gdy — dzięki temu, że na modlitwie Bóg słucha — ja słucham siebie.

***

Jezus powrócił w mocy Ducha do Galilei, a wieść o Nim rozeszła się po całej okolicy. On zaś nauczał w ich synagogach, wysławiany przez wszystkich. Przyszedł również do Nazaretu, gdzie się wychował. (Łk 4, 14-16)

Pierwsza rzecz, która przyszła mi do głowy, to to, że czasem szukamy mądrości daleko. U tych, którzy wydają się być wspaniali, ale nie znamy ich w codzienności. Nie „ścierając się” pod jednym dachem z kimś łatwo jest uznać wyższość jego moralnych cnót. Nie pracując z kimś, łatwo jest pomyśleć, że byłby wspaniałym szefem czy współpracownikiem. Nie przeżywając z kimś kryzysu łatwo pomyśleć, że byłby przyjacielem idealnym…

Ale pójdę inną drogą. Drogą słuchania.

W dzień szabatu udał się swoim zwyczajem do synagogi i powstał, aby czytać. Podano Mu księgę proroka Izajasza. Rozwinąwszy księgę natrafił na miejsce, gdzie było napisane: «Duch Pański spoczywa na Mnie, ponieważ Mnie namaścił i posłał Mnie, abym ubogim niósł dobrą nowinę, więźniom głosił wolność, a niewidomym przejrzenie; abym uciśnionych odsyłał wolnych, abym obwoływał rok łaski od Pana». Zwinąwszy księgę oddał słudze i usiadł; a oczy wszystkich w synagodze były w Nim utkwione. Począł więc mówić do nich: «Dziś spełniły się te słowa Pisma, któreście słyszeli». (Łk 4, 16-21)

Można powiedzieć, że w jakimś stopniu znam już Jezusa. Choć ostatni rok obfitował w zupełnie inne wydarzenia niż dotychczas, choć miałam okazję doświadczyć Jego obecności w zupełnie inny sposób — to jednak moje zmagania z Bogiem i wiarą trwają łącznie od momentu pierwszego powrotu, na czas przygotowania do bierzmowania. To długa, wyboista droga poznawania Boga i siebie w relacji z Nim oraz w momentach, gdy tę relację gwałtownie zrywałam i szłam dalej, udając, że On mnie nie obchodzi.

A jednak dziś czuję, jakbym znowu wchodziła na nowo w tę relację. Znów słyszę Jezusa mówiącego: Bóg posłał Mnie. Również do Ciebie.

Słyszę, choć chyba jeszcze nie jestem gotowa na słuchanie. Jak słuchacze Jezusa, którzy najpierw zadziwiają się jego słowami, których być może zachwyca jako porywający kaznodzieja — ale gdy zaczyna mówić rzeczy dla nich trudne czy nie do przyjęcia na ten moment, to chcą go zabić. Ot, logika człowieka, który słucha dopóki Bóg nie stawia przed nim wymagań, nie konfrontuje go z rzeczami trudnymi.

Początki są cholernie trudne. To, co jest na początku, to zobaczenie, że uciekam od walki. Że czasem wolę się zagrzebać w swojej niemocy i tłumaczyć: „to przez depresję”. Mam prawo do odpoczynku, mam też prawo do tego, by się poddawać. Ale mam obowiązek, gdy tylko zbiorę siły, wstawać i walczyć dalej. A z tym bywa różnie.

Mój początek to również zmagania z myślami. Dostrzeżenie, że posiadam już i wiedzę, i doświadczenie, by zacząć wygrywać z tym, co przychodzi do mojej głowy. Co mówi — jesteś do niczego. Nie masz prawa istnieć. Inni ludzie nie dostrzegają cię, olewają. A skoro mam tę wiedzę, doświadczenie, a przede wszystkim — Bożą łaskę, to co stoi na przeszkodzie, by zacząć żyć inaczej?

Jezus przychodzi z dobrą nowiną, że może być inaczej w moim życiu. Głosi wolność więźniom, również tym uwięzionym w więzieniu umysłu, jak ja. Mówi, że mogę odzyskać wzrok, zobaczyć to, czego nie dostrzegałam do tej pory. Że mogę być wolna — odzyskać wolność w podejmowaniu wyborów, nie patrzeć na innych ludzi, lecz na to, co jest w moim sercu i do czego On mnie zaprasza. Że Bóg może zdjąć ten ciężar, który niosę, ciężar przeszłości, która tak często do mnie wraca i gnębi mnie — za moim przyzwoleniem…

Czy dam Jezusowi dojść do głosu, choć wiem, że zaraz powie coś, co wywoła we mnie dużo emocji, bo dotknie mnie do głębi?

Czy posłucham?

I czy spróbuję pójść za Nim?…