Menu Zamknij

Znaleźć swoją miarę

Znaleźć swoją miarę

Kiedy choroba przejmuje ster życia, naszym głównym zadaniem czy powołaniem staje się zmaganie z chorobą i podjęcie próby wyjścia z niej.

Kiedy dopada nas przeziębienie czy grypa zazwyczaj staramy się jak najszybciej uporać z chorobą, czy to domowymi sposobami, czy z pomocą leków. Przy chorobach poważniejszych, przewlekłych wyjście z niej nie trwa dniami, lecz tygodniami, miesiącami, czasem nawet latami.

Łatwo jest opaść z sił. Szczególnie, gdy cel wydaje się być odległy, wręcz nieosiągalny. Gdy kolejne dni dłużą się, zamieniając się w coraz większy koszmar. Szpital, wizyta u lekarza, znowu szpital. Niekończące się zmiany leków. Albo próba odstawienia, która kończy się poznaniem „goryczy porażki”. Sami nie damy rady…

***

Gdy Jan nauczał nad Jordanem, pytały go tłumy: „Cóż mamy czynić?” (Łk 3,10).

Chyba każdy w swoim sercu mierzy się z pytaniami o sens życia, o możliwość wyzdrowienia, o to, w jaki sposób to życie „nie w pełni”przeżyć — mimo wszystko satysfakcjonująco.

Nie istnieje jedna, uniwersalna recepta na przeżywanie choroby. Im więcej lat mija od momentu mojej diagnozy tym bardziej dochodzę do wniosku, że proces odnajdywania siebie w sytuacji choroby czy proces zdrowienia oznacza długą drogę pełną zmian. Dostosowania codziennego funkcjonowania do możliwości. Nauki pokory na tej drodze. Szukania rozwiązań. Wykuwania własnej drogi. Czasem każdy kolejny krok wydaje się być krokiem w ciemność…

***

  • W jaki sposób postrzegasz swoją drogę?
  • Gdzie szukasz inspiracji do jej przebycia?
  • Jak odnajdujesz się w swojej rzeczywistości?

***

On im odpowiadał: „Kto ma dwie suknie, niech jedną da temu, który nie ma; a kto ma żywność, niech tak samo czyni”. Przychodzili także celnicy, żeby przyjąć chrzest, i pytali Go: „Nauczycielu, co mamy czynić?”. O nim odpowiadał: „Nie pobierajcie nic więcej ponad to, ile wam wyznaczono”. Pytali go też i żołnierze: „A my, co mamy czynić?”. On im odpowiadał: „Nad nikim się nie znęcajcie i nikogo nie uciskajcie, lecz poprzestawajcie na swoim żołdzie”. (Łk 3, 11-14).

Dzielić się tym, co się ma z potrzebującymi. Sumiennie i uczciwie wykonywać swoje obowiązki. Być dobrym dla drugiego człowieka. Tak proste, a zarazem tak trudne.

Teraz, gdy wychodzę z depresji, zmieniają się moje zadania i obowiązki. Stawiam sobie kolejne cele. Już nie boję się wyjść na zakupy, porozmawiać z obcym człowiekiem, pójść do pracy — choć nigdy nie wiem, co może się wydarzyć i muszę reagować na bieżąco. Moim zadaniem jest oswajać się z lękiem. Powoli, na miarę swoich możliwości.

Kiedyś moim głównym zadaniem było branie leków. Po prostu. Nienawidziłam tego szczerze. Dwa razy dziennie. W pewnym momencie — trzy razy dziennie. Codziennie. Niewielka poprawa, pogorszenie. Wizyta u lekarza. Zmiana dawki. Znowu. Niewielka poprawa, pogorszenie.

Każda tabletka przypominała o tym, że nie mogę żyć tak, jak wielu moich znajomych na studiach. Oni imprezowali, szukali pracy lub pracowali, budowali relacje. Dopiero teraz powoli godzę się z tym, że moja droga była inna. Że w tamtym czasie moim zadaniem było po prostu przetrwać. Brać kolejne dawki leków. Nie poddać się…

W tamtym czasie największym dobrem, które mogłam uczynić dla siebie, było bycie wyrozumiałą. Nie umiałam tego. Dorzucałam sobie dodatkowe ciężary, zachęcana przez innych — wreszcie bierzesz się w garść!…

…tylko konsekwencje ponosiłam sama.

***

  • Co tworzy Twoją rzeczywistość?
  • Jakie są Twoje zadania na ten moment?
  • Jaki dobry uczynek możesz wykonać w ramach swojej rzeczywistości?

***

Gdy więc lud oczekiwał z napięciem i wszyscy snuli domysły w sercach co do Jana, czy nie jest on Mesjaszem, on tak przemówił do wszystkich: „Ja was chrzczę wodą; lecz idzie mocniejszy ode mnie, któremu nie jestem godzien rozwiązać rzemyka u sandałów. On chrzcić was będzie Duchem Świętym i ogniem. Ma On wiejadło w ręku dla oczyszczenia swego omłotu: pszenicę zbierze do spichrza, a plewy spali w ogniu nieugaszonym”. Wiele też innych napomnień dawał ludowi i głosił dobrą nowinę (Łk 3,15-18).

To dopiero początek długiej drogi. Mogę nie rozumieć sensu choroby, Ty pewnie również go nie znajdziesz. Wciąż jednak mogę ją traktować jako narzędzie kaźni albo narzędzie, które może mi posłużyć na drodze do zbawienia…

Zrób krok w stronę przeformułowania swojego doświadczenia. To, co trudne i bolesne, może wydać piękny owoc. Spróbuj choć trochę zmienić sposób myślenia lub działania. To będzie Twój chrzest wodą.

Zaczyna się od drobnych rzeczy, które wydają się nie dawać owocu. Dopóki jakiś czas później nie okaże się, że Bóg udzielił nam swojego Ducha. Przyszedł, choć wydawało się nam, że Go nie ma…

***

  • W jaki sposób myślisz o swoim doświadczeniu?
  • W jaki sposób możesz na nie spojrzeć?
  • Co może się stać Twoim narzędziem zmiany?
Bądź moim głosem w social media!
Share on Facebook
Facebook
Tweet about this on Twitter
Twitter
Share on Tumblr
Tumblr
Share on LinkedIn
Linkedin
Email this to someone
email
Pin on Pinterest
Pinterest