Menu Zamknij

Zmiana

Zmiana

Idą zmiany…

Boję się zmian. Pozostawanie w okowach depresji, mimo licznych wad, miało jedną ogromną zaletę. Już znałam klimat towarzyszący depresji. Już wiedziałam, co mnie czeka w konkretnych sytuacjach — w jaki sposób będę reagować, co będę odczuwać. Jak bardzo będzie bolało, jak długo będę się zbierać, jak długo będę potem wyrzucać sobie swoją odmienność w postrzeganiu świata.

Jezus powiedział do swoich uczniów: „Będą znaki na słońcu, księżycu i gwiazdach, a na ziemi trwoga narodów bezradnych wobec szumu morza i jego nawałnicy. Ludzie mdleć będą ze strachu, w oczekiwaniu wydarzeń zagrażających ziemi. Albowiem moce niebios zostaną wstrząśnięte” (Łk 21, 25-26).

Obecnie przechodzę proces uczenia się życia na nowo. Na nowo — to znaczy z innym sposobem myślenia, z innymi priorytetami, w innych warunkach. Dzięki temu pracuję nieco więcej i trochę bardziej efektywnie niż rok temu, a samo funkcjonowanie w codzienności zaczyna być troszkę bardziej komfortowe.

Jednak wciąż jestem w drodze. Wciąż odczuwam grozę, gdy muszę zmierzyć się z tym, co nowe. Nabywanie umiejętności odpoczywania, nabierania dystansu do różnych spraw, zwykłego zachwytu nad codziennością. Nie uciekanie w kolejne mniej lub bardziej uzależniające aktywności. To wszystko jest dla mnie nowe, budzi moje obawy.

To wszystko jest elementem mojego osobistego końca świata…

***

  • Co jest Twoim osobistym końcem świata?
  • Jakie sytuacje wywołują w Tobie lęk?
  • Z czym obecnie się mierzysz?

***

Wtedy ujrzą Syna Człowieczego, przychodzącego na obłoku z wielką mocą i chwałą. A gdy się to dziać zacznie, nabierzcie ducha i podnieście głowy, ponieważ zbliża się wasze odkupienie (Łk 21, 27-28).

Zmiany mogą przerażać. Mają prawo przerażać. Podróż w nieznane — jak sama nazwa wskazuje — oznacza, że nie wiemy, co może nas spotkać. A niewiedza potrafi stać się pożywką dla lęku.

Pamiętam powrót z pewnej uroczystości, na którą jechałam wiele kilometrów. Był późny wieczór. Ja, zmęczona po kilku godzinach prowadzenia samochodu, najpierw na autostradzie, potem wiejskimi dróżkami. Walczyłam z sennością. GPS z kolei działał, jak chciał. Wiedziałam, że jestem gdzieś w Polsce, między Warszawą a Radomiem, ale gdzie?…

Tak też czuję się teraz. Wiem, że jestem między tym, co było dla mnie znane i bolesne, a tym, co będzie wymagające, ale satysfakcjonujące. Gdzieś między starym i nowym życiem. Ale gdzie dokładnie? Duchowy GPS zdaje się milczeć. Jestem zmęczona zmianami, zmęczona codzienną walką, której tak wiele osób nie rozumie.

W sytuacji, gdy dogasają zgliszcza mojego starego życia, a ja już wiem, że nie chcę wracać do punktu wyjścia, lęk potrafi urosnąć do monstrualnych rozmiarów. Wiem, czego nie chcę, ale co jest przede mną, czego chcę? To są pytania, na które próbuję sobie odpowiedzieć.

Mam świadomość, że to, co się dzieje, to nie jest koniec, ale początek czegoś nowego. Że to, co wywołuje we mnie lęk, moje osobiste kataklizmy w moim świecie, to tylko zapowiedź przyjścia Tego, Który chce działać w moim życiu.

***

  • Co dodaje Ci odwagi na Twojej drodze?
  • Co daje Ci nadzieję?
  • Co pomaga Ci wytrwać na obranej drodze?

***

Uważajcie na siebie, aby wasze serca nie były ociężałe wskutek obżarstwa, pijaństwa i trosk doczesnych, żeby ten dzień nie przypadł na was znienacka jak potrzask. Przyjdzie on bowiem na wszystkich, którzy mieszkają na całej ziemi. Czuwajcie więc i módlcie się w każdym czasie, abyście mogli uniknąć tego wszystkiego, co ma nastąpić, i stanąć przed Synem Człowieczym (Łk 21, 234-36).

Bóg chce przychodzić z uzdrowieniem. Chce pomagać. Jest jednak jeden problem — my nie zawsze to dostrzegamy, nie zawsze dajemy Mu działać.

Często powodowani lękiem uciekamy od Niego. Boimy się zmian, nowości, a czasem tego, że pójście za Bogiem wywróci nasz świat i wszystko będzie się odbywać zupełnie nie po naszej myśli.

W przypadku depresji trudno mówić o obżarstwie, choć czasem próbujemy pocieszyć się jedzeniem. Być może towarzyszy nam alkohol — szukamy znieczulenia, mimo iż wiemy, że po wytrzeźwieniu znowu będziemy odczuwać te same emocje, co wcześniej. Mam jednak wrażenie, że to, co najbardziej przygniata, to „troski doczesne”.

Troska o to, czy dam radę przeżyć kolejny dzień. Czy pójdę do pracy. Czy znów wygrają negatywne emocje, gdy ktoś zwróci mi uwagę, czy może tym razem uda mi się zachować dystans do usłyszanych słów. Czy będę w stanie zarobić na swoje utrzymanie? Czy może do końca życia będę musiała polegać na innych?

Czy ktoś dostrzeże mój ból i mi pomoże, czy znów będę sama/sam? Czy usłyszę słowo, które przyniesie mi ulgę, czy dalej będę męczyć się ze swoimi myślami, potrzebami, nie potrafiąc do końca zdefiniować, co się ze mną dzieje, unieść ciężaru choroby?

Jezus chce do Ciebie przyjść. Czy gdy zapuka pozwolisz Mu wejść do chaosu, który panuje w Twoim zmęczonym codziennymi zmaganiami sercu, czy będziesz raczej myśleć, jak wielki panuje w nim bałagan — i jak bardzo nie chcesz, by On to dostrzegł?…

On to widzi i dyskretnie wyciąga do Ciebie rękę — czy dasz się poprowadzić, choć kilka kroków, choć jeden krok?

***

  • W jaki sposób chciałabyś być uzdrowiona/chciałbyś być uzdrowiony?
  • Na ile potrafisz wyjść poza własne wyobrażenia? Dostrzec, co Bóg przygotował dla Ciebie?
  • Co na Twojej drodze stanowi obciążenie dla Twojego serca?

 

Pomoc do rozważania: