Menu Zamknij

Zamknięcie

Zamknięcie

Czasem jest tak, że to nie my idziemy do groty w Subiaco. Czasem to sama cisza i odosobnienie, oddzielenie od drugiego człowieka przychodzi do nas. Staje się zadaniem. Czy podejmiesz się go?

***

W konfesjonale słyszę: zostaw przeszłość, skoncentruj się na tym, co tu i teraz. Gdy skarżę się komuś świeckiemu, słyszę: zaufaj Bogu, oddaj Mu to. Zanim zdążę opisać to, co się ze mną dzieje, jestem skutecznie gaszona. Powstaje mur. Odchodzę niepocieszona, z rozdarciem w sercu.

Terapia z jednej strony jest pomocna w uporządkowaniu świata z psychologicznej perspektywy, z drugiej jednak strony coraz częściej widzę, że moje lęki i niepokoje mają źródło duchowe. Coraz częściej to, co odczuwam, to duchowe strapienia. Jak rozmawiać o sferze ducha z psychologiem, który się na tym nie zna?

Tak bardzo brakuje mi duchowego prowadzenia, ale na ten moment rozmowa z kimś, kto mógłby mi duchowo pomóc jest niemożliwa. Czekam więc na tę rozmowę, wyczekuję jej mając nadzieję, że choć trochę uporządkuje moje myśli i doświadczenia.

***

Chodźcie i spór ze Mną wiedźcie! –
mówi Pan.
Choćby wasze grzechy były jak szkarłat,
jak śnieg wybieleją;
choćby czerwone jak purpura,
staną się jak wełna. (Iz 1, 18)

Grota Subiaco to też czas oczyszczenia i bezpośredniego sporu z Bogiem. To czas wejścia w inną rzeczywistość, rozpoczęcia drogi, na której zaczynasz podlegać innym prawom…

Może być tak, że ludzie dookoła Ciebie po prostu nie mają czasu się spotkać. Istnieje jednak pewne prawdopodobieństwo, że – podobnie jak ja – uciekasz od relacji z Bogiem. Unikasz szczerego kontaktu. Z lęku – co z tego może być, jak bardzo Bóg jeszcze zmieni moje życie? Jak wiele razy jeszcze będę przerażona czekać na rozwój zdarzeń? Ile jeszcze rzeczy muszę się nauczyć, by w moim życiu pojawiło się nieco więcej spokoju? W tej sytuacji zdarza się, że każda rozmowa z drugim człowiekiem staje się ciężarem; albo w ogóle nie ma przestrzeni do spotkania. Czasem właśnie przez takie wydarzenia Bóg mówi – przestań uciekać do innych, zacznij rozmawiać ze Mną!

Mówi się o miłości Boga, o tym, że czeka na grzesznika, ale mało kiedy słyszę w tym kontekście o tym, co może przeżywać człowiek w bezpośrednim spotkaniu z Bogiem. Gdy zaczyna rozumieć, że nie jest właścicielem swojego życia, lecz jego zarządcą. Gdy doświadcza wielkości Boga i Jego cudów w codzienności. Gdy spotyka Go twarzą w twarz na modlitwie. Gdy rozprawi się z przeszłością, zaniósłszy grzechy w spowiedzi. Gdy podejmie decyzje, że nie chce żyć bez Boga i decyzję tę podejmuje na nowo każdego dnia. Gdy rozeznaje swoje powołanie, Bóg zaczyna mówić… I pojawia się strach. Lęk. Niedowierzanie.

Jak Bóg może chcieć wejść w dialog z człowiekiem? Z kimś, kto przyczynił się do Jego śmierci? Z kimś, kto wciąż, mimo nawrócenia, codziennie wbija gwoździe, krzyżując Go w sobie przez grzech? Ogrom miłości zachwyca, ale i przeraża. Nieumiejętność odpowiedzi na tę miłość sprawia duchowy ból.

Nawet jeśli w jakiś sposób zaakceptuje się nieskończoną miłość Boga sam dialog nie jest prosty. Z jednej strony są moje słowa, na które On czeka. Moja szczerość wobec Niego i wobec siebie samej. I tej szczerości uczę się. Czasem mówiąc Mu o sprawach trudnych, czasem po prostu dzieląc się radością i zachwytem nad pięknem świata, który stworzył. Z drugiej jednak jest słuchanie, do którego nie nawykłam – słuchanie Boga, odnajdywanie Jego woli i posłuszne podążanie za nią. Czasami. Częściej zmaganie się. Tak, jestem osobą twardego karku…

***

Czasem to odosobnienie bardziej niż grotę w Subiaco przypomina celę w dominikańskim klasztorze w Manresie – miejscu, gdzie święty Ignacy toczył duchową walkę. Życiowo bliżej mi do Ignacego, który wiele lat żył po swojemu. Podobnie jak ja. I podobnie jak ja teraz, po nawróceniu uczył się słuchania Boga i podążania za Nim – czegoś, czego nie robił wcześniej…

Spotkanie z Bogiem ma wymiar przemieniający. Jeśli spotykam Boga twarzą w twarz, nie potrafię nie dać się uwieść, nie dać się poprowadzić. Szukam zmiany, nie chcę żyć tak, jak dotychczas…

Uwiodłeś mnie, Panie, a ja pozwoliłem się uwieść;
ujarzmiłeś mnie i przemogłeś. (Jr 20, 7)

Lęk nie znika; zdarza się, że rośnie. Po pierwsze, podsycany przez Złego. Gdy człowiek zaczyna dążyć ku dobremu, jak mówi św. Ignacy, Zły, który do tej pory raczej „uspokajał” błądzące sumienie zaczyna człowieka niepokoić. Po drugie, podtrzymywany przez nieznane. Do tej pory było planowanie, przewidywanie, stawianie zamków z piasku, które dawały pociechę. Teraz jest… pustka. Ciemna droga, którą Bóg oświetla dwa kroki w przód.

Dla kogoś zupełnie nienawykłego do takiego życia przestawienie się na tory nowego życia w Chrystusie wcale nie jest takie proste…

Jest jednak owocne.

***

Cierpię biedę i od młodości stoję na progu śmierci,
dźwigałem Twoją grozę i osłabłem.
Przewalił się nade mną płomień Twego gniewu
i złamały mnie Twoje groźby.
Zewsząd mnie otoczyły jak fale powodzi
i topią mnie w jednym momencie.
Odsunąłeś ode mnie przyjaciół i towarzyszy,
tylko ciemności mieszkają ze mną. (Ps 88)

Każdy z nas jest wezwany, by nieść swój krzyż. Zdarza się, że cierpienie trwa wiele lat, że końca trudności nie widać, a ludzie dookoła nie rozumieją naszego stanu. Zazwyczaj jest to droga do załamania nerwowego.

Jest tylko jeden przypadek, kiedy można przetrwać. Wręcz – rozkwitać. To sytuacja, w której na tej drodze spotyka się Boga. I zaczyna się iść z Nim. Można nie być tego świadomym przez wiele lat, a można tę drogę przeżywać z Nim. Bóg prowadzi różnymi ścieżkami, nawet tych „opornych”.

Wtedy ciemności, o których pisze psalmista, stają się preludium do najpiękniejszego wschodu słońca. Odsunięcie się ludzi daje przestrzeń, w której – może po raz pierwszy? – możemy spotkać Boga. Fale może i dalej się przewalają nad nami, ale cudem przestają nam robić krzywdę.

Cisza groty Subiaco to też czas „łamania”. Ludzkiej pychy, wiary, że osiągniemy wszystko sami. Przekonania, że nie można żyć inaczej. Ale też niszczenia tych naszych bożków ze srebra i złota, które sami sobie stawiamy. Dla mnie takim bożkiem był Facebook. I nie ma. Spłonął, wraz z innymi…

***

Nic dziwnego, że cisza potrafi przerażać. Boga można usłyszeć dopiero w ciszy i jeśli jest to spotkanie, na które odpowiemy działaniem, to…

… czasem budzę się, patrzę w lustro i nie poznaję siebie. Ciało może i to samo.

Ale spojrzenie inne…