Menu Zamknij

Warszawskie Subiaco

Warszawskie Subiaco

Święty Benedykt ukrył się w grocie, uciekając przed światem, przed jego pokusami. Szukając Boga. I ja też się skryłam, choć znów jestem w mieście…

W dzisiejszych czasach nie potrzeba wiele, by uciec od „tego świata”. Wcale nie trzeba wyjeżdżać w Bieszczady, by niemalże zniknąć dla ludzi. Wystarczą trzy rzeczy: wyłączenie telewizora, ograniczenie lektury newsów w sieci i usunięcie kont na portalach społecznościowych.

***

Cisza. Błogosławiona cisza, już od trzech miesięcy. Czasem mnie korci, by wrócić na Facebooka. Ostatnio jestem również wolna od konta na Instagramie. Zbyt często zaglądałam. Zrezygnowałam więc z czegoś, co zatrzymywało mnie na drodze. Cisza nabrała głębi.

Jestem wolna od podejmowania dziesiątek decyzji. Czy lubię ten wpis na tyle, by dać lajka? Czy wolę obejrzeć filmik, czy zobaczyć co jest na tablicy u znajomych? Czy już wiem, czy pójdę na spotkanie tu, czy może tam? A może wybiorę jeszcze inne? Co dodać na stronę, by wciągnąć innych użytkowników w tę samą grę, w którą ja gram od lat?

Podobnie z telewizją i ogólnie byciem na bieżąco. Staram się wiedzieć, co się dzieje, ale odkąd wyłączyłam telewizor przestałam być niewolnikiem aktualności. Nie muszę już widzieć najnowszych bramek Lewandowskiego (o ile strzela), nie śledzę meczy reprezentacji. Nawet ukochana kiedyś siatkówka jakoś mnie nie kręci. O serialach, oglądanych niegdyś godzinami, już nie wspomnę. Cisza.

I w eterze cisza. Kiedyś służyłam komórce do obsługi powiadomień. Teraz komórka służy mi do komunikacji z tymi, z którymi jeszcze mam jakiś kontakt. Cisza, wszędzie cisza. Spotkania raz na jakiś czas…

Błogosławiona cisza w środku miasta, w której słychać wreszcie Boga.

***

Na nowo odkrywam, jak uspokojenie serca i wejście w ciszę pozwala usłyszeć, co mówi Stwórca. Kiedyś wydawało mi się, że Bóg milczy, teraz wiem, że czekał, aż zobaczę, że inne słowa mnie nie sycą. Nie sycą mnie zmiany statusów na FB, nie sycą nagłówki na portalach. Nie syci mnie już szum informacyjny. Nie sycę się serialowymi opowieściami.

Obudził się we mnie głód Boga, który mnie zaskakuje, chwilami przeraża, a nieustannie – zadziwia.

Mając kontakt z Pismem Świętym codziennie dziwię się, że mogłam do tej pory żyć. Że funkcjonowałam, choć byłam tak wygłodniała… Nie potrafię się nasycić lekturą. Już mi się wydaje, że następnego dnia nie znajdę czasu, że nie będzie już kolejnego dnia z Biblią – ale jednak wracam. Jeszcze jeden dzień. Choćby mi się nie chciało. Choćby wydawało mi się, że nie jestem głodna Jego słów – sięgam. I głód wraca. Nasycony, na chwilę znika, by pojawić się znów.

Głód słów, których tyle lat nie czytałam, nie słuchałam, nie rozważałam. I nie broniłam się nimi przed pokusami i zniechęceniem…

***

Cisza to nie tylko spokój czy radość spotkania z Bogiem. To również zmagania. Ze światem, ze Złym i z sobą samą.

Ze światem; z jego wymaganiami, z którymi się mierzę, z którymi się zaprzyjaźniam lub które odrzucam. Praca, kontakt z drugim człowiekiem, „bywanie” – to są rzeczy poniekąd ważne. Ważne jest, by znać reguły, które rządzą światem i umieć je wykorzystać do budowania Królestwa Niebieskiego w sobie i innych. Jest jednak granica, którą bardzo często przekraczam.

To granica przywiązania serca i umysłu. Granica, za którą zaczynam za bardzo wierzyć we własne siły. Za którą bardziej wierzę sobie niż Bogu. Momenty, gdy mówię: ale Boże, przecież muszę to zrobić, musi być tak i tak! A On na to: nie musi, zobacz sama. Kolejne lekcje pokory, które pokazują, jak mało Mu jeszcze ufam.

Zmagania ze Złym, który kusi, a któremu próbuję odpowiadać jak święty Ignacy: „O nędzniku! Czy możesz mi obiecać choćby jedną godzinę życia?” (Autobiografia, 20). A pokusy uderzają w słabe punkty… „Wróć na Facebooka, znów Cię dostrzegą! Chcesz być zauważona i doceniona, prawda? Wypowiedz się, powiedz, że zrobisz to lepiej, przecież wiesz że tak jest! Walcz o tę pracę, musisz ją mieć, musisz, za wszelką cenę!… Przecież chcesz tego, to zrób to, skoro TY tego chcesz!”

Znów – jest granica między znajomością siebie, swoich potrzeb, a uleganiem temu, co wydaje się dobre. W ciszy uczę się, gdzie przebiega ta granica.

I wreszcie ja sama. Upierająca się przy swoich wizjach własnego życia i tego, co dla mnie najlepsze. W ciszy swojego Subiaco uczę się, że wcale nie wiem najlepiej. Że najlepsze, co mogę zrobić, to odnajdywać się w kolejnych stawianych mi przez Boga wyzwaniach. I modlić się. Dużo się modlić…

***

Niewiele relacji obecnie podtrzymuję. Zazwyczaj unikam gadania, wolę działać. Jednak z drugiej strony… nie potrafię już, jak kiedyś, z ogromną swobodą zwierzać się kolejnym osobom. To, co się ze mną dzieje jest… tak trudne dla mnie w przeżywaniu, tak odmienne od doświadczenia wielu osób, że szukanie zrozumienia mija się z celem.

To są sprawy, które próbuję zachować i rozważyć w sercu. Zapytać o radę kogoś bardziej zaprawionego w bojach. A przede wszystkim – zanurzyć się w zmaganiu, od którego tak długo uciekałam.
W zmaganiu z samym Bogiem… W relacji z Nim.

Jest istotna różnica w przeżywaniu wiary we wspólnocie i wiary samodzielnie. Jednym z zadań wspólnoty jest wzajemne umacnianie w wierze. Łatwo jednak zacząć chować się za obecnością innych ludzi i pobożnymi rozmowami. Za praktykami religijnymi.

Trudno jest przyznać przed sobą, że Bóg chce ze mną relacji osobistej – i zacząć w tej relacji rozmawiać. Tak… bezpośrednio. I nie raz na tydzień, ale codziennie. Kilka razy dziennie. Aż wreszcie być w niemalże nieustannym dialogu.

W czasie ciszy, gdy telefon milczy, gdy umysł odciął się od szumu medialnego, gdy z powodu życiowych wydarzeń jestem większość czasu sama – stoję w sytuacji wyboru. Albo wejdę znów w szum i zagubię się, albo wejdę w ciszę zmagań.

Ciszę, w której mogę odkryć Boga, ale i odkryć prawdę o sobie. W której widzę dobro i zło, które we mnie jest. W której wchodzę w dialog ze Stwórcą, będąc z Nim twarzą w twarz. Bez pośredników. Bez zasłaniania się obowiązkami czy innych wymówek. On i ja.

I jest to dialog tak niezwykły, że trudno mi jest o nim cokolwiek powiedzieć. Jest inny od rozmów z ludźmi. Moja skończoność spotyka się z Jego nieskończonością; moje pomysły – z Jego wolą. Mogę albo uparcie trwać przy swoim, albo spróbować zaufać. Dać się przemienić temu, który kocha mnie bardziej niż ja siebie. Który chce dla mnie dobra o wiele bardziej niż ja dla siebie. Którego obraz w sobie noszę, choć tyle razy już go podarłam i podeptałam. A jednak jest we mnie, wciąż odnawiany Jego łaską.

***

Niejeden mnich Romanus zagląda do mojej groty, jedynie z Bożej woli. Są dni, kiedy szarpię się – i nikt nie odpowiada na moje wiadomości. Są dni, gdy potrzebuję kontaktu i wtedy ludzie „nagle” sami się znajdują. Są dni, kiedy wydaje mi się, że muszę z kimś porozmawiać, a Bóg mówi – poczekaj… Najpierw porozmawiaj ze Mną. Nie uciekaj ode mnie.

***

Czego mnie teraz uczy cisza groty? Rezygnacji z własnej woli. Z moich pomysłów na życie. Z moich chęci… W zmaganiach dostrzegam, jak mocno moje serce jest przywiązane do wielu spraw. Jak bardzo chcę czegoś, a nie zwracam uwagi na to, do czego zaprasza mnie Bóg. Jak bardzo chcę żyć na własnych warunkach…

Czynić własną wolę zabrania nam Pismo Święte słowami: Powstrzymaj się od twoich pożądań (Syr 18,30). Podobnie też prosimy Boga w modlitwie, by Jego wola w nas się wypełniała. Słusznie nas zatem uczą, byśmy nie czynili naszej woli (RB 7, 19-21a).

Wyrzekanie się swojej woli staje się elementem oczyszczenia. Mądre wyrzekanie się. I tej granicy się uczę – w którym momencie zaczynam tworzyć znów własną wizję życia? W którym momencie zaczynam stawiać ludzi czy działania, aktywności wyżej niż Boga? W jakim momencie uciekam od Boga, byle nie być z Nim w dialogu?

W którym momencie znowu odrzucam krzyż codzienności, który mam nieść?…

***

Centrum Warszawy, XXI wiek. Środek tygodnia pracy, burzliwego i pełnego różnych trudności. A jednak cisza. Poznawanie Boga w zmaganiach codzienności, a jednak w odosobnieniu, jak święty Benedykt. Wsłuchiwanie się…

Szukanie odpowiedzi na pytania, których w życiu wcześniejszym nawet sobie nie zadawałam. A teraz w ciszy widzę, że są one najważniejsze. Kluczowe, by dobrze przeżyć to życie.

Cisza groty w Subiaco przekracza czas i przestrzeń i jest ze mną dziś, tu i teraz. Z radościami i zmaganiami. Przede wszystkim zaś – z Bożą obecnością.