Menu Zamknij

Apel o abstynencję

Apel o abstynencję

Z zainteresowaniem przeczytałam apel Episkopatu dotyczący abstynencji — 100 dni z okazji rocznicy odzyskania Niepodległości. W związku z tym, że właśnie dziś rozpoczyna się wspomniany post – postanowiłam podzielić się refleksjami po lekturze.

Pewna podkrakowska miejscowość. Wracam z Mszy, około godziny ósmej. Przede mną idzie mężczyzna, na oko czterdziestoletni. A właściwie — zatacza się od środka ulicy do chodnika i z powrotem.

Pewna dzielnica jednego z większych miast w Polsce. Prawnik, po ciężkim dniu pracy, sięga po alkohol. Jutro będzie tak samo. Pojutrze również. Przez jakiś czas może nie pić — kiedy stawia sobie cel, zazwyczaj go osiąga. Jednak potem wraca do picia.

Studia zaoczne. Miłe spotkanie ludzi dorosłych, jednak w różnym wieku. Niemalże każdy przynosi inną „flaszkę”. Po kilku godzinach głowa staje się jakby lżejsza. On chce pójść z nią do łóżka. Ona – pijana, nie wie, jak zareagować. Cudem ucieka, choć zaczęło już być gorąco.

Każda historia jest inna. Każdy ma inny styl picia. Każdy sięga po alkohol z innych powodów. Choć główny jest zazwyczaj jeden — zagubienie.

***

Jako uczestnik szkoły letniej Centrum Myśli Jana Pawła II w tym roku miałam okazję przyjrzeć się głębiej tematowi przywództwa integralnego. Jedną z refleksji, którą miałam już wcześniej, ale która nabrała na tym wyjeździe mocy, jest myśl, że każdy z nas może być liderem. Każdy człowiek jest wezwany do wzrostu. Do tego, by bardziej stawać się sobą.

Dla mnie lider „integralny” w kontekście duchowym to człowiek, którego serce jest oddane Bogu. Dzięki temu może on być z ludźmi i dla ludzi, jednocześnie nie czując się coraz bardziej wypalony czy rozbity czyimś doświadczeniem cierpienia. To człowiek, który szuka inspiracji i inspiruje innych; ktoś, kto szuka jedności i pokoju, zarówno w życiu wewnętrznym, jak i wspólnotowym — niezależnie od tego, czy w danej chwili wspólnotą jest rodzina, pracownicy, znajomi czy ludzie spotkani na wyjeździe. Lider „integralny” to również ktoś świadomy siebie, swoich mocnych i słabych stron, oraz tego, dokąd podąża. Ktoś, kto swoją siłę czerpie z Boga. Spotyka Go w ciszy. W ciszy modlitwy, ale i w ciszy swojego serca, uspokojonego, mimo zewnętrznych rozproszeń.

Usunięcie konta na Facebooku uświadomiło mi, jak wielkim źródłem rozproszeń było dla mnie to medium. Rozproszeń rozumianych jako coś, co odrywa mnie od kontaktu z Bogiem, ze sobą samą i z drugim człowiekiem. Kontaktu głębokiego, pozwalającego na przeżywanie rzeczywistości w jedności z Bogiem. Kontaktu umożliwiającego mi zrozumienie siebie i dystans do siebie samej. Pozwalającego mi spotkać się z drugim człowiekiem i poznać jego historię; traktować go jak bliźniego, jak kogoś, kogo na mojej drodze stawia Bóg, a nie jako środek do celu.

Co może być rozproszeniem? Pierwsze do głowy przychodzą używki: alkohol, narkotyki, papierosy. Ale rozproszeniem może być wszystko, czego używanie wykracza poza wymiar umiaru. Telewizja, gry komputerowe, social media. Seks. Spotkania z innymi ludźmi. Imprezowanie. Czytanie książek. Wszystko, co z natury wydaje się być dobre, ale jest stosowane nie po to, by wzrastać, ale po to, by uciec.

Uciec od Boga, choć często nie potrafimy tego zauważyć czy się do tego przyznać. Uciec od siebie — od swoich emocji, od zagubienia, od wspomnień, od czasem znienawidzonej teraźniejszości. Uciec od innych — wrogości, zawiści, braku zaufania, wzajemnego szkodzenia sobie, porównywania się i wiecznego niezadowolenia.

***

Wezwanie do stu dni abstynencji wydaje mi się być szlachetną inicjatywą kierowaną do tych, którzy podążają za Bogiem i chcą podjąć pewnego rodzaju post, aby do wysiłku modlitewnego dołączyć jeszcze ofiarę z czegoś, co obiektywnie patrząc w umiarkowanych ilościach może sprawiać przyjemność. Być może dla niektórych osób uzależnionych będzie to bodziec do przyjrzenia się sobie, swoim nawykom i zadania sobie pytania — na ile alkohol jest mi potrzebny w życiu? Jaką rolę spełnia? Być może znajdzie się kilka osób, dla których będzie to przełomowy eksperyment.

Pytanie brzmi — jaki jest powód picia i co może pojawić się w zamian?

***

Na oko czterdziestoletni mężczyzna może zmagać się z poczuciem beznadziei z powodu braku pracy. Być może nie potrafi już wyjść z sytuacji, która wydaje mu się nie mieć wyjścia. To, czego być może potrzebuje, to wyciągnięcia do niego ręki — zaoferowania mu pracy, pomocy we wdrożeniu się w nią na nowo i w redukcji ilości spożywanego alkoholu. Alkoholu będącego chwilowym lekiem na bezradność, a właściwie — trucizną.

Dobrze zarabiający prawnik może mieć poczucie pustki, którą alkohol ma zapełnić. Osiągnął już wiele, ale czuje, że dochodzi do ściany, i nie wie, co dalej. Dotychczasowe działania okupił ogromnym wysiłkiem. Napięcie związane z pracą uwalniał kolejnymi drinkami. Przeszedł długą drogę i w dziedzinie prawa, i w poznawaniu kolejnych, mocniejszych trunków. Nie potrafi zajrzeć w głąb siebie — to „niemęskie”. Woli żyć w ułudzie i podtrzymywać ją alkoholem.

I ta dziewczyna. Nierozważna. Ale jej nierozwaga może mieć źródło w poszukiwaniu miłości. Zrozumienia. Kontaktu z drugim człowiekiem. W sposób nieostrożny i niewłaściwy — w piciu z mimo wszystko obcymi ludźmi; w pójściu do kolegi, który „chce tylko coś pokazać”. Zaproszenie ma jednak ukryty motyw, którego ona nie zauważa, oszołomiona zbyt dużą ilością alkoholu.

***

Za każdą historią pojawia się rezygnacja z walki o to, co w życiu ważne — zdefiniowane dla każdego człowieka w inny sposób. Ogólnie rzecz ujmując — zagubienie w drodze do Boga, w odkrywaniu siebie i swojego powołania.

Brakuje mi tego spojrzenia w apelu biskupów. Spojrzenia nie tylko z perspektywy historycznej, narodowej, lecz także z perspektywy jednego człowieka, który być może siedzi w ostatniej ławce i nie rozumie, jak można rozwiązać problem braku trzeźwości narodu. Zna jednak swoją słabość, swój osobisty ból, niesie „codzienny krzyż”, pod którego ciężarem upada, być może każdego kolejnego dnia. Który mimo wszystko przychodzi do kościoła i szuka słowa nadziei.

Abstynencja jest piękna, ale jest czymś niepełnym dopóki nie pojawi się odpowiedź na pytanie: co w zamian? Brakuje mi zachęty do przyjrzenia się sobie, własnym potrzebom. Własnym działaniom. Własnym zniewoleniom, które mogą wykraczać daleko poza alkohol, a siać równie dużo spustoszenia.

W ramach osobistej zachęty proponuję post. Ale niekoniecznie od alkoholu. Od tego, co widzisz, że Ciebie zniewala. Pomyśl, co możesz, co chcesz zostawić na sto dni? I najważniejsze — co ma pojawić się w zamian?