Zmęczenie

Zmęczenie

Dziś wpis inny. O bezradności. O zmęczeniu. O zagubieniu.

***

Czekam na szpital. Na to, kiedy ostatecznie ruszy cała machina. Badania, które muszę zrobić, a potem pobyt. Czekam. Coraz bardziej – jak na wyrok. Trochę jak na śmierć. W końcu z każdym pobytem coś we mnie umiera.

Czasem umierają oczekiwania, czasem konkretne marzenia. Czasem – nadzieja. Za każdym razem wychodzę inna, zmieniona. Ostatnio – dziękująca, że jednak się wybudziłam.

Każdy pobyt jest jak rekolekcje.

***

Nie tylko szpital jest jak rekolekcje. Również praca. Jej poszukiwanie, a przede wszystkim – ciągła nauka teraz.

Wciąż pracuję na własnej działalności. Wciąż walczę. Opłacam sobie ZUS, choć nie jest mi łatwo. Jestem zmęczona.

Chciałabym mieć czas, by spokojnie się poskładać. By odsunąć od siebie te troski, które mi towarzyszą, by uporać się z depresją, z myśleniem o sobie, które paraliżuje moje działania.

***

Są pytania – kiedy książka? Czekam!

A  ja nie mam siły. Przypominać się, prosić. Wciąż zbyt szybko się zniechęcam do działania. Wciąż napisanie jednego maila wydaje się być czymś ponad siły. Jest o wiele lepiej, niż było kiedyś. Ale wciąż – jestem w tyle. Wciąż wiele kroków za innymi. Gdy ktoś narzeka na swoją pracę mam ochotę krzyczeć – błogosław Boga, że masz pracę! A sama zaciskam zęby i cieszę się, że jeszcze w tym miesiącu nie muszę zamykać działalności. Czyli – kolejny miesiąc do przodu. Kolejny miesiąc, gdy w rozdarciu między pracą, zdrowiem które szwankuje, edukacją, ogarnianiem coraz większej ilości spraw w domu mogę jeszcze zająć się sobą, swoją głową, wychodzeniem z depresji.

Kolejny darowany czas, by cierpliwie składać kolejne kawałki.

***

Ostatnio nawet urlop stał się rekolekcjami. Czasem rozdzierania i zszywania. Bolało. Nie odpoczęłam. Odchorowałam potem w domu.

Relacje z ludźmi to też rekolekcje. Ciągła nauka. Depresja choć wycofała się fizycznie, wycisnęła ogromne piętno, które próbuję zmazać każdego dnia. I jest coraz mniejsze. Ale wciąż jest duże. Tylko dobrze się maskuję.

Albo po prostu ludzie, których spotykam, nie widzą tego bólu, który wychodzi ze mnie.

***

Nie wołam już o pomoc. Czasem tylko napiszę jakiegoś smsa, czasem się wyżalę. Niosę swój krzyż we względnej ciszy. Choć czasem piszę – jak tu i teraz.

Tak bardzo chciałabym nie czuć się osamotniona. Czasem potrzebuję, by po prostu mnie pocieszyć, czasem, by wysłuchać. By zrozumieć, jak ciężko jest, gdy odhacza się długą listę spraw, które się zawaliło, i czuje się odpowiedzialność. Własną. Widzi się wpływ choroby i widzi się, jak bardzo sponiewierała. Jak wiele błędnych decyzji popełniłam, których konsekwencje dopadają mnie teraz.

W ostatnich dniach przejrzałam kilkanaście tysięcy maili. Kilka lat nie zaglądania na skrzynkę mailową. Na każdym kroku wszystko przypomina mi o depresji. Gdy znowu boję się wyjść z domu, by załatwić coś w urzędzie. Gdy znowu papiery czekają na wypełnienie. Gdy ogarniam serwer i widzę, jak wiele ciekawych projektów zaczynałam i nie miałam siły ich skończyć – a teraz tylko zapisuję część danych i kasuję je.

***

Czasami jeszcze padające „wszystko będzie dobrze” doprowadza mnie do szału.

***

Trener denerwuje się, że nie trenuję. Dostaję delikatny ochrzan.

A ja mam łzy w oczach. Po prostu nie mam siły przychodzić na treningi. Od marca. Zastanawiałam się, czy nie rzucić szermierki w kąt, ale jednak nie. Zagryzam zęby i pojawiam się, choć nie tak często jak bym chciała.

Buduję w sobie na nowo chęć trenowania. Nie dla kogoś, ale dla siebie.

Nie jest łatwo.

Nigdy, nigdzie, z niczym.

Czekam, aż wreszcie będzie trochę łatwiej. Choć czekam bez przekonania. Nie jest od ośmiu lat, może nie być kolejne osiem. Trzeba walczyć. Dobrze, że przynajmniej jest wreszcie chęć walki.

***

Za nieco ponad tydzień kasuję konto na FB. Czekam na to. Kolejne wyzwolenie. Tym razem od ciężaru, który spowalniał moją drogę.

Zasłyszana opinia: „czy Cię poj*bało?”.

Jeśli chęć zajęcia się swoim życiem, jego odbudową, na moich warunkach, bez ułudy wsparcia i kontaktu to „poj*banie”, to tak, „poj*bało” mnie.

***

Mój warunek jest jeden. Chrystus ma być na pierwszym miejscu.

Nie wiem, jak to zrobię. To nie jest moje zmartwienie. Decyzja została podjęta.

Reszta to notatki na marginesie.

***

Żyję dzięki Bożej łasce. Gdyby nie On, nie miałabym sił.

Bóg pozwala mi poznać ludzi, których modlitwie po części zawdzięczam nawrócenie. Dziękuję Wam.

***

Ostatnia prosta porządkowania pewnych spraw i zaczynam na nowo. Zamykam stary etap życia, rozpoczynam nowy.

Pomódlcie się, proszę.

***

A do tych, co chcą się spotkać…

Proszę. O cierpliwość.

Nie mam siły i nie mam czasu. Sił od lat. Czasu od stosunkowo niedawna, od momentu gdy na początku 2017 roku zaczęłam walczyć o wyjście z choroby. To nie jest proces na jeden dzień. Każdy ma inną drogę. Moja jak widać trochę trwa. A jeśli do wyboru mam zrobić pranie albo spotkać się z kimś, kto ma do mnie żal, że nie mam czasu, wybiorę pranie. Zakupy. Czasem – odpoczynek. Zazwyczaj dalszą walkę z kolejnymi sprawami z przeszłości. Bym sama mogła złapać oddech.

Jeśli chcesz, bądź obok. Kiedy będę gotowa, przyjdę.