Komentarz – 7 maja 2018

Komentarz do czytań - 7 maja 2018

Dziś w głowie rezonuje zdanie: „To wam powiedziałem, abyście się nie załamali w wierze.” (J 16,1)

Rezonuje w nieco innym kontekście niż sugeruje Ewangelia.

Panie, do Ciebie się uciekam,
niech nigdy nie doznam zawodu,
wybaw mnie w sprawiedliwości Twojej.
Nakłoń ku mnie Twego ucha,
pośpiesz, aby mnie ocalić!
Bądź dla mnie skałą schronienia,
warownią, która ocala.
Ty bowiem jesteś moją skałą i twierdzą,
kieruj mną i prowadź przez wzgląd na swe imię.
Wydobądź z sieci zastawionej na mnie,
bo Ty jesteś moją ucieczką.
W ręce Twoje powierzam ducha mego,
Ty mnie odkupisz, Panie, wierny Boże. (Ps 31, za: brewiarz.pl)

Psalmodię godziny czytań rozpoczynają powyższe słowa. Słowa mocne, ufne. Słowa kogoś, kto zdaje się nie dopuszczać do siebie myśli, że Bóg może zostawić kogoś „na pastwę losu”. A może psalmista w ten sposób próbuje słowami „zaklinać” rzeczywistość? Może specjalnie stara się być pewnym siebie – by ukryć swój niepokój, swoje zmagania o zachowanie wiary w trudnościach? Nie wiemy, w jakim nastroju był, kreśląc te słowa. Jakie emocje mogły mu towarzyszyć. Jednego można być pewnym – chciał przekazać ważną dla niego prawdę.

Myśl, że to do Boga należy się uciekać – na Nim polegać. Nieważne, co się dzieje dookoła.

W dzisiejszej Ewangelii słyszymy ostrzeżenie. Załamanie w wierze nastąpi. Nie wiemy kiedy, nie wiemy, jak. Nie wiemy, co będzie bodźcem, choć mniej więcej wiemy, czego możemy się spodziewać. Jednak każdy na różne sytuacje reaguje inaczej. Co będzie tą kroplą, która przeleje czarę naszej goryczy?

Gdybym miała stworzyć listę swoich „odejść” od Boga, jej fragment wyglądałby następująco:

  • odeszłam, ponieważ ksiądz powiedział mi coś, co zabolało – z czym się nie zgadzałam, ale zamiast zastanowić się, czemu zabolało, wolałam uciec
  • odeszłam, ponieważ łatwiej było iść w grzech niż zastanowić się, jakie potrzeby i jakie lęki kryją się za moją ucieczką w grzech
  • odeszłam, ponieważ bałam się, że relacja z Bogiem oznaczać będzie nieustające cierpienie
  • odeszłam, ponieważ stawiałam na pierwszym miejscu przykazania i własną niemożność ich przestrzegania, a swój grzech uznawałam za większy od Bożego miłosierdzia
  • odeszłam, ponieważ moje życie nie układało się tak, jak chciałam
  • odeszłam, ponieważ modliłam się i nie dostawałam tego, o co się modliłam, a jak dostawałam, to dar ten był cierpki w smaku i okazywał się ostatecznie miałki i nieważny

Dopiero po latach zauważyłam, że wiele z tych odejść spowodowanych było moją niechęcią do pracy nad sobą, do konfrontacji z własnymi lękami, obawami, a przede wszystkim – brakiem relacji przyjaźni z Bogiem. Wierzyłam, ale dość powierzchownie.

Jezus wie, że moja wiara jest słaba. On chce umacniać. Ciebie i mnie. Chce nas prowadzić. Wie, że będziemy czasem uciekać. W grzech. Albo po prostu odsuwać się od Niego w obojętność, chować się za praktykami religijnymi – trochę jak Adam kryjący się w krzakach.

On WIE. I poniekąd godzi się na to, pamiętając o naszej wolnej woli. A jednocześnie nie godzi się do końca i cały czas szuka nas, abyśmy jak najszybciej mogli do Niego wrócić.

Także gdy odejdziesz – a zarówno Ty, jak i ja odejdziemy jeszcze nie raz – pamiętaj:

Dzieci moje, piszę wam to dlatego, żebyście nie grzeszyli. Jeśliby nawet ktoś zgrzeszył, mamy Rzecznika wobec Ojca – Jezusa Chrystusa sprawiedliwego. On bowiem jest ofiarą przebłagalną za nasze grzechy, i nie tylko za nasze, lecz również za grzechy całego świata. (1 J 2, 1-2, za: brewiarz.pl)

Można odejść. Można upaść nie raz. Najważniejsze jest jednak to, by wrócić. Wytrwać w wierze – wytrwać w powracaniu.