Komentarz – 5 maja 2018

Komentarz do czytań z dnia 5 maja 2018

Wcale nie jest tak trudno być we współczesnym świecie kimś, kogo świat ma w nienawiści…

„Gdybyście byli ze świata, świat by was kochał jako swoją własność. Ale ponieważ nie jesteście ze świata, bo Ja was wybrałem sobie ze świata, dlatego was świat nienawidzi.” (J 15, 19)

Nie trzeba wcale być głęboko wierzącym człowiekiem, by świat miał nas w nienawiści. Wystarczy się czymś wyróżniać. Być człowiekiem ponadprzeciętnym. Nie myślącym schematycznie. Wciąż szukającym swojej drogi. Albo z drugiej strony: zagubionym. Chorym. Cierpiącym. Każdy, kto nie mieści się w pewien odgórnie narzucony schemat jest w nienawiści. Wystarczy przechodzić przez życiowe trudności, by być w nienawiści. Każde potknięcie w moim i Twoim życiorysie zdaje się być widocznym z oddali znamieniem, którego nic nie zetrze.

Znamieniem które sprawia, że inni nas omijają.

Niech przyjdzie do Mnie ten, kto utrudzony
I przytłoczony codziennym ciężarem,
Bo tylko we Mnie znajdzie pokrzepienie
Na dalszą drogę.

Niech krzyż swój weźmie i podąża za Mną
Po wąskiej ścieżce ofiarnej miłości,
A moje jarzmo słodkie jest i lekkie
Dla wiernych Ojcu (z hymnu godziny czytań)

Zastanawiam się, jak w moich trudnościach zachować wiarę. Jak wytrwać, wiedząc, że i tak „jestem w nienawiści” tego świata? Że pewne moje doświadczenia sprawiają, że jest mi trudniej? Mam wrażenie, że swoją drogę wyszarpuję dżungli, która mnie otacza. Tnę kolejne pnącza, gałęzie, przedzieram się przez niebezpieczny las – i nie widzę końca tej drogi. Rozgoryczenie zdaje się wygrywać ze mną.

Drugie czytanie dzisiejszej godziny czytań to fragment kazania św. Augustyna. Tak bardzo mi potrzebny teraz. Kochany święty Augustyn, który przypomina, co jest ważne. Co robić, gdy wydaje się nam, po ludzku, że jest źle. Że znów na naszą głowę sypią się gromy, życie staje się ciężarem:

„Jeśli kto chce iść za Mną, niech zaprze samego siebie, weźmie krzyż swój i Mnie naśladuje”. Twarde wydaje się i trudne to, co Pan nakazał: Jeśli kto chce iść za Nim, winien się zaprzeć samego siebie. Lecz nie jest trudne ani twarde, skoro nakazuje Ten, który wspomaga i sam sprawia to, co nakazuje. (…) Cóż oznacza: „Niech weźmie krzyż swój”? Niech przyjmie to, co uciążliwe: tak właśnie niech Mnie naśladuje. (…) Jeśli chcesz iść za Mną, groźby, pochlebstwa czy jakiekolwiek przeciwności przemieniaj w krzyż; cierp, dźwigaj, nie upadaj. (…)

Niech więc poszczególne członki Kościoła idą za Chrystusem, każdy według swego stanu, miejsca i sposobu; niechaj zaprą samych siebie, to jest niechaj zbytnio nie polegają na sobie; niech wezmą krzyż swój, to jest, niech zniosą dla Chrystusa wszystko to, co im świat nałoży. Niechaj umiłują Tego, który jedynie nie zawodzi, który jedynie nie wprowadza w błąd, który jedynie nie błądzi; niechaj miłują Go, bo prawdą jest to, co obiecuje. Ale ponieważ nie daje natychmiast, stąd niekiedy wiara słabnie. Przetrzymaj, wytrzymaj, przetrwaj, zwłokę spokojnie przyjmij, a tak oto niesiesz swój krzyż. (za: brewiarz.pl)

Przetrzymaj – to się kiedyś skończy.

Wytrzymaj – na końcu jest większe dobro, którego teraz jeszcze nie widzisz.

Przetrwaj – już teraz Bóg chce działać w Twoim życiu, ale jeśli zamkniesz się w rozpaczy – nie zobaczysz tego!

Zwłokę spokojnie przyjmij – do pewnych darów, które wydają się nam niezbędne tu i teraz, potrzeba dojrzeć…