Komentarz – 4 maja 2018

Komentarz do czytań - 4 maja 2018

Kiedy rozmawiam z przyjacielem, zazwyczaj słucham z uwagą. Staram się zrozumieć jego punkt widzenia. Zakładam, że chce mi przekazać coś ważnego.

Przyjaciel to ktoś, kto mówi mi to, co uważa za dobre, rozsądne, słuszne. To ktoś, kto chce dla mnie najlepiej. Czasem mówi coś, co w pierwszym momencie wydaje się być niesprawiedliwe i raniące. Może nawet często, jeśli widzi, że kusi mnie by popełnić jakąś głupotę, której konsekwencje on widzi, a ja – skoncentrowana na sobie i swoich pragnieniach – nie bardzo.

Dziś w Ewangelii padają słowa: „Wy jesteście przyjaciółmi moimi, jeżeli czynicie to, co wam przykazuję. Już was nie nazywam sługami, bo sługa nie wie, co czyni pan jego, ale nazwałem was przyjaciółmi, albowiem oznajmiłem wam wszystko, co usłyszałem od Ojca mego” (J 15, 14-15). Ja i Ty jesteśmy zaproszeni do relacji przyjaźni. Przyjaźni, której podstawą działania jest wzajemne zaufanie. Ufam, że Jezus chce dla mnie jak najlepiej. On ufa, że ja posłucham. Że spróbuję przezwyciężyć swoje lęki, swoje ego (które chce przeforsować pewne pomysły) i że rozważę to, co On mówi do mnie.

„Jeżeli czynicie to, co wam przykazuję” (por. J 15, 14). Wielu ludzi denerwują przykazania. Mnie kiedyś też irytowała ich mnogość. To, że na każdym kroku jest jakaś zasada, której „muszę” się trzymać. Jej niewypełnienie oznaczało spowiedź. Przypomina to trochę zabawę w kotka i myszkę. Tu mi wejść nie wolno, a tam jeszcze mogę iść tą ścieżką, w końcu według zasad „jeszcze nie grzeszę”.

Pierwsze czytanie daje pewną podpowiedź. „Postanowiliśmy bowiem, Duch Święty i my, nie nakładać na was żadnego ciężaru oprócz tego, co konieczne” (Dz 15, 28). Pytania o granice, za którymi odchodzimy od wiary są w rzeczywistości pytaniami o to, gdzie odchodzę od relacji, od przyjaźni. Kościół na przestrzeni wieków, w obliczu licznych ludzkich słabości, szukał odpowiedzi – tworząc znany nam zbiór pewnych norm, zasad.

Pozostając przy normach, patrząc wyłącznie z perspektywy przykazań łatwo jest zapomnieć, że w tym wszystkim najważniejsza jest miłość: „To jest moje przykazanie, abyście się wzajemnie miłowali, tak jak Ja was umiłowałem” (J 15, 12). Miłość, czyli – relacja. Najpierw z Nim. Relacja. Najpierw jest słowo o miłości, potem o zachowywaniu przykazań.

Dziś zostaję z pytaniem: czy przypadkiem moje próby wierności przykazaniom, rozliczne pytania, gdzie przebiega granica między byciem z Jezusem a odsunięciem od Niego (ze względu na grzech) nie zaczynają wypierać Boga z mojego życia? Czy nie gubię wymiaru relacji, w której Bóg chce mnie uczyć miłości na rzecz „bycia w porządku”? Wierność przykazaniom jest ważna – ale nie jest na pierwszym miejscu.