Menu Zamknij

Uciekając od ludzi

Uciekając od ludzi

„Kto przebywa w samotności i trwa w pokoju ducha, uwalnia się od potrójnej walki, to znaczy o opanowanie słuchu, mowy i wzroku. Będzie prowadził tylko jedną walkę – o opanowanie serca”.

Od początku Wielkiego Postu przeżywam swojego rodzaju odosobnienie. Wylogowanie się z FB sprawiło, że znacząco mniej czasu spędzam na krótszych i dłuższych internetowych rozmowach. Nie oznacza to jednak, że zupełnie odcięłam się od kontaktu przez sieć – co ostatnio zaowocowało u mnie refleksją nad tym, w jaki sposób rozmawiać, by uniknąć zranień. A właściwie – w jaki sposób uporządkować kwestie relacji?

Jest to dość trudny temat. Czasem bardzo potrzebuję „otworzyć swoje serce” przed kimś. Kimś, kto mnie wysłucha i przyjmie taką, jaką jestem. Z samego faktu dziecięctwa Bożego mogłabym porozmawiać z Bogiem – natomiast nie jest to wcale proste. Modlitwa, rozmowa z Nim to coś, czego wciąż się uczę. Podobnie, jak bezgranicznego zaufania. Poza tym – czasem po prostu, najzwyczajniej w świecie, szukam kontaktu z drugim człowiekiem.

Wiele prób jest próbami z góry skazanymi na porażkę. Wiele osób w moim otoczeniu nie doświadczyło depresji bądź takich jak moje problemów zdrowotnych. Nie mogę zatem z nimi porozmawiać o swoich obawach czy lękach, ponieważ zazwyczaj słyszę „dobre rady” – co sprawia z kolei, że zaczynam się denerwować. Kolejna sprawa to moje niespodziewane nawrócenie i to, że w gruncie rzeczy niewiele osób, z którymi mam częstszy kontakt na co dzień dzieli ważne dla mnie wartości. Nie chcąc wchodzić w polemikę na odległość, zamykam się w sobie.

Zauważyłam przez to, że rzeczywiście: bycie w samotności sprawia, że mniej walczę na wspomnianych w pierwszej opowieści trzech obszarach. Słuch, mowa, wzrok. Jeśli nie mam okazji do zgrzeszenia w tym obszarze, czy to obmową, czy jakimś przemyconym kłamstwem – to nie grzeszę. Zostaje walka z sercem, które jednak tęskni do kontaktu. Do tego, by spotkać się, ale i do tego, by w czasie rozmowy szukać u drugiego człowieka współczucia, litości, użalenia się nade mną – czegoś, co samo w sobie nie jest złe. Jednak postawione na pierwszym miejscu sprawia, że rozmowa przestaje być rozmową, a staje się przestrzenią do manipulacji – do grzechu.

Podejrzewam jednak, że życie w odosobnieniu mi nie grozi. Zatem to „błogosławieństwo samotności” również się skończy. Pytanie brzmi – jak wykorzystam ten pozostały czas postu, odcięcia się od ludzi? Na ile nauczę się, zmagając się z sercem, nie ulegać pokusie wykorzystania słuchu, mowy i wzroku do czynienia zła. Kluczem będzie tu zakorzenienie w Bogu i Jego sprawach. Jeśli uczepię się wystarczająco mocno Boga – nawet będąc między ludźmi będę bliżej Boga niż nich.

Wtedy zapewne możliwe będzie to, co usłyszał Abba Arseniusz:

„Arseniuszu, uciekaj [od ludzi], wycisz się wewnętrznie. Są to bowiem korzenie bezgrzeszności”.

***

Dostaję propozycje spotkań, ale czasem uciekam. Zdarza się, że rzeczywiście jestem chora (jak ostatnio) i nie mam sił na życie towarzyskie. Często jednak obawiam się tych spotkań. Podobnie, jak rozmów w sieci od których próbuję uciekać, gdy czuję, że niewiele brakuje a zacznę pisać, co myślę… szczególnie o udzielaniu rad bądź krytykowaniu w sytuacji, gdy zupełnie nie wie się, co się dzieje w życiu drugiego człowieka. Brakuje mi skupienia, o którym mówił Abba Nil:

„Kto miłuje skupienie, trwa niewzruszony wśród pocisków nieprzyjaciela. Kto zaś obcuje z wieloma ludźmi, często bywa zraniony”.

Potrzeba dojrzałej relacji, by w sytuacji kryzysowej drugi człowiek był obok nas. Po prostu był. Poprowadził, gdy nie wiemy dokąd iść, albo zwyczajnie towarzyszył. Dojrzałe relacje z kolei wymagają nakładu czasu i zaangażowania. Wybór wydaje się być jeden – rozpraszanie się na wiele relacji, w których nie pojawi się głębsza więź, bądź nadanie pewnym relacjom priorytetu – i mozolne budowanie, które jednak ma szansę wydać owoce.

Mam 1167 znajomych na Facebooku. Ok. 90% osób spotkałam osobiście na pewnym etapie swojego życia. Jednak gdy wylogowałam się z sieci, okazało się, że utrzymuję kontakt z 4-5 osobami. I mam wrażenie, że rację miał Abba Ewagriusz mówiąc:

„Nie utrzymuj kontaktu z wieloma ludźmi, by w twej duszy nie powstał niepokój i by zamieszanie nie wtargnęło w skupione życie”.

Cudownie jest spędzać czas w większym gronie – wyjść na piwo czy do kina. Przekomarzać się i śmiać się ze wszystkiego. Nie ma w tym nic złego, o ile… zachowamy umiar. Obserwując większe społeczności widzę, że gdy przychodzi czas próby zazwyczaj tylko niewielka część z tego szerokiego grona ma chęć trwania przy boku cierpiącego. Czy wiara w to, że mamy „na zawołanie” wielu znajomych i możemy na nich zawsze polegać nie jest oszukiwaniem siebie? Szukaniem mocy w sobie, w innym człowieku – zamiast w Bogu?

***

„Idź i zamieszkaj w swej celi, a ta nauczy cię wszystkiego”

Szukanie dojrzałości w relacjach zaczyna się w odosobnieniu. W momencie, gdy poznajemy siebie, gdy nawiązujemy relację z Bogiem. Gdy nadajemy głębi tej najważniejszej relacji. To On jest pierwszy. „Unikanie ludzi” w tym kontekście staje się poleganiem na Nim, na Jego łasce, Jego sile. Bóg czasem przemawia do nas przez drugiego człowieka, przez interakcje, relacje – niemniej, to On jest na pierwszym miejscu. A jeśli nie jest… Myślę, że wtedy właśnie prawdziwe są słowa Abby Mojżesza:

„Człowiek, który unika ludzi, podobny jest do dojrzałego grona winnego. Kto zaś utrzymuje kontakty z ludźmi, jest niczym grono niedojrzałe”.

 

Cytaty pochodzą z II tomu Apoftegmatów Ojców Pustyni, Wyd. Benedyktynów Tyniec, s. 85 i 88.