Menu Zamknij

Rachunek sumienia z obrony życia

Rachunek sumienia z obrony życia

Może dziś weźmiesz udział w białym proteście. Może wrzucisz swoje zdjęcie „na biało”. Może napiszesz w mediach społecznościowych, że jesteś za obroną życia, od momentu poczęcia…

Rachunek sumienia. Ochrona życia jest ochroną od momentu poczęcia do chwili naturalnej śmierci… Dużo i głośno mówi się o samej aborcji. A co dalej? A co wcześniej?…

Już na wstępie zaznaczę: nie zajmuję się zasadnością zmiany prawa. Nie piszę o nauczaniu Kościoła, ponieważ chyba wszyscy zaangażowani w sprawę je znają. Patrzę na to, co widzę jako człowiek, który kiedyś też potrzebował wiele pomocy, ale długo zmagał się sam. Człowiek, który towarzyszył już nie raz „do samego końca”, gdy choroba, a czasem starość wygrywała, bądź próbował działać, by tego „końca” nie było… Słuchacz rozlicznych kazań. A z wykształcenia psycholog – ten, który spotyka się coraz częściej ze zwykłymi, codziennymi, często niedostrzeganymi ludzkimi dramatami.

 

Początek:

Ile razy rozmawiałaś / rozmawiałeś z młodymi osobami, które są w Twoim otoczeniu, o odpowiedzialności? Za siebie, jako dojrzewającego, dorosłego człowieka. Za swoje decyzje – zarówno te zawodowe, jak i te w życiu prywatnym. Nie o samym seksie, o tym, „że nie wolno przed ślubem”. Ale o tym, że do zbudowania relacji potrzeba czasu. Że nie warto z niczym się spieszyć. Ile razy rozmawiałaś / rozmawiałeś o szacunku do siebie jako człowieka? O tym, że to człowiek jest odpowiedzialny za siebie i za to, by zadbać o swoje potrzeby (w szerszej perspektywie – w oparciu o Chrystusa), a przerzucanie na drugą stronę relacji oczekiwania, że zaspokoi nasze wszystkie pragnienia jest dość brzemienne w skutkach?

Widząc, że u młodego człowieka źle się dzieje w domu – ile razy interweniowałeś? Ile razy zapewniłaś o tym, że jesteś obok? Towarzyszyłaś? Byłeś, gdy rodzice zadawali zranienia które sprawiały potem, że sumienie młodego człowieka mogło mówić jedno, ale wygrywała potrzeba bliskości, potrzeba bycia z kimś, kto akceptuje Cię takim / taką jaką jesteś? Albo – chęć ucieczki? Ile wiesz o drugim człowieku, do którego właśnie wołasz, by chronił poczęte życie? Ile wiesz o jego sytuacji rodzinnej, materialnej?

Dziecko:

Ile razy wspierałeś / wspierałaś domy dziecka? Inne organizacje charytatywne, które zajmują się wspieraniem dzieci i rodziców dzieci z różnymi problemami zdrowotnymi? Ile razy interesowałaś / interesowałeś się osobami w rodzinie i poza, które zmagały się z chorobą dziecka? Byłeś / byłaś obok? Wspierałeś / wspierałaś? Finansowo? Obecnością?

Samotne matki, samotni ojcowie – znasz takich? Pomagasz? Rodzinom wielodzietnym, które ledwo wiążą koniec z końcem? Albo rodzinom, w których zdarzyła się tragedia, a rodzice dzielą czas między dziecko będące w szpitalu i to zdrowe? Ile razy byłeś / byłaś przy dziecku, ale i przy rodzicu, gdy rodzicielstwo stało się „krzyżem”?…

Dorosłość:

A czy byłaś / byłeś przy dorosłym człowieku? Tym, który zmaga się z chorobą ciała bądź duszy? Człowieku niepełnosprawnym? Cierpiącym na chorobę psychiczną? Człowieku, który nie widzi sensu życia, chce się zabić? Kiedy towarzyszenie Cię „męczyło”? Ile razy uznałaś / uznałeś, że to nie Twoja sprawa? Że każdy „niesie własny krzyż”? Ile razy nie zrobiłaś / nie zrobiłeś nic, choć czasem wystarczyło być po prostu życzliwym, nawiązać rozmowę, odwiedzić? Trwać?

A czy pomogłaś / pomogłeś ofierze jakiejś katastrofy naturalnej / innego zdarzenia losowego? Gdy Twoi sąsiedzi stracili dach nad głową, ponieważ spłonęło im mieszkanie? Albo mieli zalane mieszkanie i przez wiele dni próbowali je uporządkować? Czy pomogłeś / pomogłaś im? Czy byłaś / byłeś nie dzień, dwa, trzy ale kilka miesięcy, może lat później?

Ile razy nakarmiłeś głodnego, napoiłaś spragnionego? Pomoc osobom bezdomnym to jedno. A ile razy zaoferowałaś się komuś kogo znasz? Zaprosiłaś / zaprosiłeś? Tak, by ktoś osamotniony nie jadł sam?

Starość / śmierć:

Pomagasz osobom starszym? Ustępujesz miejsca, pomagasz przejść z miejsca na miejsce? Robisz zakupy? Kiedy ktoś zachoruje – opiekujesz się nim czy „odstawiasz” na święta do szpitala, byle problem był dalej? Może nawet nie wiesz, jak wielu starszych ludzi jest zostawianych w szpitalu, by „nie zawadzać” w święta… A jeśli mieszkasz z osobą starszą na co dzień – w jaki sposób się z nią komunikujesz? Czy okazujesz cierpliwość, szacunek? Wyrozumiałość?

W jaki sposób towarzyszysz ludziom, którzy są na granicy życia i śmierci? Udajesz, że są zdrowi, czy starasz się być obok? Wysłuchać obaw? Pomóc w załatwieniu zaległych spraw? Wspierasz rodzinę? Przewijałeś / przewijałaś kiedyś dorosłego człowieka, który już nie był w stanie zająć się sobą? Pomagałaś / pomagałeś go myć? Czy traktowałaś / traktowałeś do końca z szacunkiem? Czy szanowałaś / szanowałeś jego potrzeby?

***

Te wszystkie pytania można chyba podsumować jednym – czy RZECZYWIŚCIE pomagasz nieść „brzemię” życia, życia, które nie jest doskonałe, na każdym jego etapie – zarówno temu, który ma to życie, jak i tym, którzy mu w tym życiu towarzyszą?…

 

Sobie i Wam przypominam jedno znaczące zdanie – „kto jest bez winy, niech pierwszy rzuci kamieniem”… Dlatego też, choć dziś założyłam na siebie „coś białego”, robię ten rachunek sumienia stwierdzając, że jeszcze dużo brakuje mi, by REALNIE bronić życia… Na każdym jego etapie.