Uczynił wszystko nowe

Pusty grób.

Brama Miłosierdzia jednego z wrocławskich kościołów. Wiedziałam, że jeśli przekroczę te wrota, wiele się w moim życiu zmieni. Czułam to.

Spacerowałam z Łotrzykiem. Pokazał mi cząstkę Wrocławia. Taką, że chcę wrócić i poznać to miasto lepiej. Znów zobaczyć miasto z perspektywy Mostku Pokutnic. Przejść się ulicami wybrukowanymi kocimi łbami. Zajrzeć do sklepu z czekoladą i napić się tam gorącej czekolady.

Przede wszystkim zaś odnaleźć kościół, w którym rozpoczęło się coś nowego.

***

Od momentu, gdy trzy lata temu zdiagnozowano u mnie depresję nawracającą moje drogi z Bogiem rozeszły się. On był, ale na obrzeżach mojego życia wypełnionego cierpieniem. Czas zmagania z nowotworem przetrwałam, tkwiąc wiernie przy Nim. Depresja to zmieniła.

Długo zadawałam sobie pytanie, dlaczego ja. Czemu po nowotworze znowu obrywam? Znowu biorę leki? Przez ostatnie pięć i pół roku nie brałam żadnych leków tylko przez trzy miesiące… Czemu nie mogę się podnieść i działać, choć bardzo tego chcę? Czemu tracę kolejne miesiące, a potem – lata życia, zmagając się z czymś, co mnie przerasta?

To „czemu” i „dlaczego” odbijało się cały czas echem. Nie rozumiałam… A tak bardzo chciałam to zrozumieć… Czemu świat nie ma kolorów… Czemu tylko złość potrafi mnie wybudzić do działania, ale na bardzo krótko…

Czemu… czemu…

Dlaczego…

Do tej pory nie wiem, ale najwyraźniej tak miało być. Teraz nie mam już czasu ani głowy do zadawania takich pytań. Jest we mnie więcej siły, dlatego też koncentruję się na tym, by jak najszybciej zostawić za sobą depresję i to, co z nią związane. By zacząć żyć.

***

Kilka tygodni temu zakochałam się, znowu bez wzajemności. Stwierdziłam, że muszę to zmienić. Zaczęłam się modlić Nowenną Pompejańską, o to, byśmy się z nim zeszli. Szybko jednak zmieniłam intencję… I zaczęła się burza.

Kiedy modlę się tą nowenną i mam „tę właściwą” intencję zaczynają dziać się cuda. Nagle wyjaśniają się dziesiątki spraw, które przez jakiś czas były zagmatwane. Pojawiają się nowi ludzie w moim życiu, czasem gwałtownie znikają. Tym razem przeżyłam burzę, która mam nadzieję już się kończy. No i zdołałam poznać Łotrzyka…

Łotrzyk jest ateistą. To zabawne, jak nagle – widząc jego całkiem udane życie – zapragnęłam więzi z Bogiem. Zobaczyłam, czego mi w takim właśnie życiu, które wydawało mi się bardzo kuszące, brakuje. Poznałam swoje granice, za które nie chcę wychodzić i na nowo odkryłam, co jest dla mnie w życiu ważne. Mieliśmy ze sobą dość intensywny kontakt przez dwa tygodnie, niemniej były to dla mnie niezłe rekolekcje. Akurat jak przystało na czas Wielkiego Postu…

Nowenny mam jeszcze przed sobą 28 dni. Jutro rozpoczynam część dziękczynną. Trochę się boję, co będzie dalej – w końcu do tej pory było co najmniej wybuchowo. Z drugiej jednak strony… Nic się nie dzieje bez przyczyny.

Doświadczenia ostatnich dni są zbyt świeże, bym mogła o nich pisać. Z kilkoma osobami kontakt urwał mi się zupełnie, w atmosferze wrogości. Przelałam dużo łez, przechodząc w przeciągu trzech tygodni ze stanu, w którym zależało mi na wielu rzeczach do stanu specyficznej nonszalancji, w której mam wciąż marzenia i cele, niemniej robię swoje i nie martwię się o resztę.

Reszta należy do Boga, a ja mogę Mu zaufać bądź nie.

Wybrałam opcję zaufania. Na tę drugą zwyczajnie mnie nie stać emocjonalnie.

***

Świętujemy dziś zmartwychwstanie Jezusa. U mnie w sumie niewiele to zmienia. Wciąż trwa mój Wielki Post, który się rozpoczął 25 sierpnia 2010 roku. Ostatni rok przyniósł zmiany – od lutego zeszłego roku mój stan poprawia się z tygodnia na tydzień, z drobnymi załamaniami formy po drodze. Jednak nawet gdy jest gorzej jest lepiej, niż było te trzy lata temu. Poza tym, każde załamanie przeżywam już inaczej. Szybciej wracam do działania, choć jest ciężko.

A teraz wreszcie, po trzech latach, jestem w stanie czytać książki. To sprawia, że już nic mi nie będzie straszne. Wróciłam do pisania, wróciłam do czytania. Dwa wielkie dary, otrzymane w tym roku. Niedawno.

Może to jest właśnie to zmartwychwstanie? Małe zmartwychwstanie na ten rok. W oczekiwaniu na to większe, kiedy to ja będę panować nad chorobą, nie choroba nade mną.

***

Wrocławski kościół, Brama Miłosierdzia. Dziękuję, Łotrzyku, że mnie tam zaprowadziłeś. Zobacz – stałeś się narzędziem w ręku Boga. Jeśli miałabym wskazać jeden czynnik który sprawił, że nasze drogi się rozeszły, jakieś jedno zdarzenie – to wskazałabym właśnie ten moment, gdy przeszłam przez tamte wrota.

I rzekł Zasiadający na tronie:
«Oto czynię wszystko nowe». (Ap 21,5)

 

 

Źródło zdjęcia: hoyasmeg via Foter.com / CC BY