Wywołać uśmiech

Wywołać uśmiech

Jałmużna to inaczej – miłosierdzie. Ma ono określony cel: wywołać uśmiech na twarzy człowieka, któremu tę jałmużnę ofiarujemy.

Jakiś czas temu miałam przyjemność zaskoczyć pomocną ręką pewną starszą panią. Moja pomoc trwała dosłownie kilka minut i ograniczyła się do niesienia pakunku o dość nieporęcznych wymiarach.

Inną Panią Starszą, to jest moją osobistą Babunię, zaskakuję ostatnio, dając jej czas. Ja – odludek, siadam z nią do posiłku, choć wcześniej nie bardzo potrafiłam się przełamać, chcąc uciec w samotność (w poszukiwaniu rozwiązań, których tam i tak nie było…).

Zaskoczeń takich jest więcej, choć łączy je jedno – uśmiech.

Tak niewiele trzeba…

Ostatnie dni mijały mi pod znakiem szykowania paczek dla potrzebującej rodziny. Pranie, prasowanie, trochę cerowania. Starałam się przygotować dary tak, by widać było, że są dawane z miłości i z miłością.

Jeszcze w piątek wieczorem, w przeddzień wizyty u rodziny wiedziała o jednej osobie, która miała mi pomóc w znoszeniu paczek. Następnego dnia stawiło się… sześciu chłopaków! Transport z drugiego piętra (i to wcale nie przez okno…) do samochodu trwał kilka minut.

Wspomniani Panowie dali mi swój czas i siły. Otrzymali w zamian uśmiech. Ja, po zawiezieniu darów, również otrzymałam uśmiech.

Poświęcenie odrobiny czasu wolnego, oddanie swoich umiejętności czy sił – naprawdę niewiele trzeba, by zrobić coś dobrego. Od tego zaś już niedaleko do dostrzeżenia w bliźnim Chrystusa.

Mnieście uczynili

Jałmużna – czyli miłosierdzie. Działanie, które wywołuje uśmiech, a ostatecznie jest wyrazem miłości.

Dostrzegając drugiego człowieka z jego potrzebami, biedą, brakami, którym możemy zaradzić, wychodzimy z naszego świata. Wznosimy się ponad nasz egoizm, ale i ponad nasze plany, na przykład pomysły na spędzenie dnia. Dobro osobiste ustępuje dobru, którym obdarzamy innych.

A konkretnie – Jezusa. Jego obraz jest w sercach tych, którym pomagamy. Jest również w naszych sercach – jako, że i my otrzymujemy pomoc w różnych sytuacjach. Zarówno my, jak i Ci, którym pomagamy, jesteśmy związani z Jezusem, który mówi: to, co uczyniliście jednemu z braci moich najmniejszych Mnieście uczynili.

Kręgi miłości

Najpiękniejsze w dawaniu jest to, że dary przenikają się wzajemnie. Moja prośba o pomoc – o zbiórkę ubrań zaowocowała tym, że kilka osób dało coś z siebie – czas i chęć przetrzepania szafy, a w efekcie dary rzeczowe.

W darczyńcach obudziła się radość dawania, poczucie bycia potrzebnym na tym świecie. Mnie ucieszyła niesamowita hojność. Również przy wnoszeniu i znoszeniu paczek widać było tę wymianę. Panowie dali czas i siły, otrzymali uśmiech – ale nie tylko. Również poczucie bycia częścią większego dzieła. Radość z pomagania, ze zrobienia czegoś bezinteresownie.

Rodzina otrzymała paczki, lecz to, co u niej nie zostanie, przekazane zostanie innym potrzebującym w okolicy. To piękne i przedziwne, jak ktoś, kto sam potrzebuje wsparcia chce wspierać innych. To budujące.

Tak właśnie mnoży się MIŁOŚĆ.