To, co niepotrzebne…

To, co niepotrzebne

Aż wstyd się przyznać. Ale taka jest prawda. W trzech dużych pudłach są rzeczy, bez których spokojnie od dawna mogłam się obejść. Głównie ubrania – i to porządne…

Bluzki, bluzeczki, spódnice, nawet jakieś sukienki. Piżamy. Dużo tego. Rzeczy, z których dawno temu wyrosłam. Albo leżały, ponieważ miałam do nich jakiś sentyment. Jaki? Już nie wiem…

Lata „zawalały” moją szafę. Wszystko to, ponieważ:

  1. wierzyłam, że może jeszcze kiedyś schudnę
  2. miałam sentyment – kiedyś je lubiłam
  3. kupił je ktoś mi bliski bądź dostałam w prezencie, nie wypadało oddać
  4. zwyczajnie o nich zapomniałam

O depresji nie wspomnę.

Po odstawieniu hormonów na jesieni 2012 roku moja sylwetka nagle nabrała… bardziej kobiecych kształtów. Ilość ubrań, w które mogłam się zmieścić, znów się stosunkowo skurczyła…

Myśl realnie!

Mogłabym trzymać te ubrania w szafie. W końcu nigdy nie wiem, czy na przykład moja siostra cioteczna nie będzie w nich dobrze wyglądać za kilka lat? A może ja schudnę? Może je przerobię tak, że będą teraz dobre na mnie? A może…

Gdybać można w nieskończoność. Do momentu, gdy szafa pęka w szwach. Gdy w czasie wiosennych porządków okazuje się, że ubrania zaraz dosłownie wylecą z szafy i zawalą nas.

Zasady selekcji ubrań są różne. Ja wyszłam z założenia, że

  1. jeżeli nie nosiłam czegoś przez ostatnie dwa lata to raczej tego już nigdy nie założę (no chyba że pasuje na mnie idealnie, lubię ten ciuch i zwyczajnie mi się w szafie zawieruszył).
  2. jeżeli jakiś ciuch na mnie nie pasuje to NAPRAWDĘ nie musi leżeć w szafie (tym bardziej, jeśli ostatnio nosiłam go w szkole podstawowej…).
  3. Jeżeli nie lubię jakiegoś fatałaszka – jest nieudanym prezentem, bądź po prostu czuję się w nim niekomfortowo – to też się go pozbywam.

Dało to efekty pod postacią powyższych pudeł.

Nie wszystkich ubrań się pozbyłam – z jednej przyczyny. Nie mam chwilowo pieniędzy na zakup chociażby kurtki na wiosnę, więc wciskam się w tę, którą mam. Jednak jak tylko uda mi się zdobyć porządną kurtkę i tę przekażę dalej.

Wielkopostna JAŁMUŻNA

Nie warto trzymać w domu tego, z czego nie korzystamy i raczej już nie skorzystamy. Do paczek tych moja siostra cioteczna dorzuciła różne gry i puzzle. Są też materiały biurowe, których kiedyś kupiło się aż nadto…

Można tworzyć paczki na święta – to wspaniały pomysł. Czasem jednak warto popatrzeć, czy aby przypadkiem nie możemy pomóc w „okresie zwykłym” tak zwyczajnie, robiąc u siebie porządki.

Wielki Post jest dobrym momentem na takie „porządki”, nie tylko dlatego, że wiosna się zaczęła. Głównie po to, by otworzyć się na innych – i zobaczyć, jak wiele rzeczy, które posiadamy, w gruncie rzeczy nie jest nam potrzebnych do życia…

Uwaga! Warto zawsze oddawać takie rzeczy komuś z naszego otoczenia o kim wiemy, że takiej pomocy potrzebuje. Tym bardziej że zdarza się, że ubrania, które oddajemy na cel szczytny lądują… w second – handach.

I tak te pudła już w sobotę pojadą poza Warszawę do znajomej rodziny. A ja już nie będę się wstydzić – przynajmniej nie dlatego, że u mnie na półce leżą ubrania, które mogą przydać się komuś innemu 🙂

One thought on “To, co niepotrzebne…”

  1. Powiernik napisał(a):

    Zgadzam sie że lepiej samemu znaleźć potrzebujące osoby, niż polegać na ‚zorganizowanej dobroczynności’ – zdecydowanie tak. I dotyczy to nie tylko ubrań ale i przekazywania datków.

Comments are closed.