Ofiara z czasu

Ofiara z czasu

Jałmużna.  Zwykle kojarzy się ona z ofiarą pieniężną. Słynne drobne na tacę, nieco grubsze wręczane w kancelarii przy zamawianiu intencji mszalnej bądź w czasie załatwiania formalności. Ewentualnie opłatą za Caritasowe świeczki bądź zrzutką do puszki na cele misyjne.

Odnoszę jednak wrażenie, że często gest wyzbycia się pewnej sumy pieniędzy na cele kościelne uspokaja nasze śpiące sumienie. Obowiązek wobec Kościoła wypełniony, można do kolejnej zbiórki bądź niedzielnej tacy spać spokojnie.

Jednym z rodzajów jałmużny, który można w najbliższym czasie praktykować jest jałmużna z… czasu.

Czas to… pieniądz?

Przywykliśmy do myślenia o czasie w kategoriach zasobów. Praca zarobkowa, inwestycja w naukę, zdobywanie nowych znajomości – wiele czynności przestało być czynnościami samymi w sobie. Do pracy chodzi się nie tylko po to, by zarobić na chleb, lecz również, by awansować i zarabiać więcej. Ciągłe dokształcanie ma zapewnić nam odpowiednie kompetencje do utrzymania się na rynku pracy i do dalszej wspinaczki po szczeblach kariery.

Również odpoczynek przestał służyć wyłącznie relaksowi. Ma zapewnić nam większą efektywność w pracy. A gdy odbywa się w ramach wyjazdów korporacyjnych w teorii przynajmniej buduje więzi między pracownikami. Nawet pasje nie ostały się wpływowi konsumpcjonizmu – w końcu CV dobrze jest uatrakcyjnić, nieprawdaż?…

Gdzieś w tym naszym zabieganiu ginie drugi człowiek. Nie zawsze z powodu naszego egoizmu – zdarza się, że chęć godnego życia zmusza nas do wytężonej pracy, do rezygnacji z pewnych aktywności na rzecz osiągnięcia celu. Czy jednak zawsze warto tak robić?

Daj komuś siebie

Pieniądze przydają się, gdy chcemy coś zakupić. Nie możemy jednak nimi kupić miłości, szczęścia, pokoju serca, uśmiechu drugiej osoby, wypływającego z jej wnętrza. Walutą, która jest w tym rozliczeniu bezcenna, jest czas poświęcony danej osobie.

Sposobów jest wiele. Kolacja z ukochaną, partyjka szachów z dziadkami, niespodziewane odwiedziny chorej koleżanki, posprzątanie domu, aby rodzice mogli odpocząć, wspólny spacer, gotowanie, lepienie z gliny bądź masy solnej z młodszą siostrą… Pomysłów jest wiele!

Najcenniejsze w tym jest to, że dajemy dar z siebie. Nie z tego, co można zarobić, lecz z tego, co nie ma ceny. Miliony nie zastąpią troski rodziców o dziecko i odwrotnie. Nie przydadzą się, gdy ktoś będzie potrzebował obecności bliskiej osoby, by się wypłakać. Nawet najlepszy psycholog jest nikim w porównaniu z matką przytulającą swoje dwudziestotrzyletnie, dorosłe już, ale wciąż dziecko, gdy nie ma ono siły mierzyć się z życiem…

Uwolnijcie więc wyobraźnię. Jałmużna jest nierozerwalnie związana z miłosierdziem, a miłosierdzie – z miłością. W końcu we wszystkim, co robimy, ostatecznie liczy się właśnie MIŁOŚĆ.