Menu Zamknij

Na drodze do człowieczeństwa

Na drodze do człowieczeństwa

Bycie człowiekiem wcale nie jest tak proste, jak nam się wydaje. Człowieczeństwo to nie stan faktyczny, lecz zadanie do wypełnienia.

„Człowiek, który zdobędzie się na ofiarę z własnego życia dla Boga i ludzi, stanie się prawdziwym człowiekiem. W ten sposób ujawnia nam Chrystus podstawowe prawo rozwoju człowieczeństwa w człowieku: aby być sobą, trzeba stracić siebie.” (s. 114)

Mówi się, że aby samemu lepiej się poczuć w trudnej sytuacji, należy wyjść z pomocą do drugiego człowieka. Odwrócenie uwagi od siebie i własnych problemów często pomaga ruszyć z miejsca, wyjść z łóżka, daje motywację, by COŚ zrobić.

Nie jest to jednak tylko metoda na lepsze samopoczucie. Myślę, że wielu z nas intuicyjnie czuje, że życie nie polega na robieniu rzeczy tylko dla siebie. Jeśli tak jest, to prowadzimy bardzo smutną egzystencję. A zwykle można o tym się przekonać, gdy nie mamy z kim podzielić się radością tego, co robimy. Nie tyle nie potrafimy przekazać tego, co się dzieje w naszym wnętrzu, co po prostu nie ma nikogo, kto chciałby o naszej radości posłuchać.

„Wyjście” poza siebie, własne pragnienia, oczekiwania, spojrzenie na świat początkowo będzie trudne. Po jakimś czasie dostrzeżemy jednak, że bez tego w naszym sercu byłoby jakoś pusto. W końcu ile można myśleć o sobie? Kiedyś po prostu musi pojawić się jakaś inna myśl. Jakaś tęsknota za czymś innym. Ta iskierka, rozpalona, może doprowadzić do bardzo owocnego życia.

W końcu, jak pisze dalej ksiądz profesor:

„Gdybyśmy jeszcze głębiej wniknęli w treść tego prawa, okazałoby się, że streszcza ono po prostu samą istotę prawdziwej miłości.” (s. 114)

Ucieczka

Każdy z nas ma na swoim życiowym koncie trudne doświadczenia. Ma bądź będzie miał. Te doświadczenia potrafią przyczynić się do naszego duchowego wzrostu bądź nas złamać.

„Człowiek ma w sobie jakiś zadzior. Dostał w życiu mocne uderzenie. Jakiś świat mu się na głowę zawalił. I chciałby ten człowiek uciec od siebie. Przynajmniej przez chwilę nie być sobą” (s. 115)

Tischner pisze te słowa w kontekście alkoholizmu, czy ogólniej – ucieczki od życia poprzez znieczulenie procentami.

Znam to aż za dobrze. Już od ładnych paru lat – dokładnie odkąd pojawił się u mnie nowotwór – mam w sobie głębokie pragnienie… schlania się. Chcę sięgnąć po alkohol, by mnie rozweselił, by mi dał możliwość odpoczynku od siebie, ucieczki od problemów. „Pech” chciał, że od paru lat nie mogę pić alkoholu – ze względu na chorobę, brane leki, wreszcie to, że muszę mieć odpowiednie wyniki prób wątrobowych.

Nie jest to jednak dla mnie łatwe. Szczególnie, gdy spotykam się ze znajomymi, chciałabym zaznać tego uczucia bycia po dwóch – trzech piwach. Po prostu, zwyczajnie, z niewielką pomocą zdystansować się do życia.

Przez pole minowe…

Takich pułapek czyhających na człowieka jest więcej. Telewizor, komputer, zakupy, seks – wiele rzeczy może stać się dla nas znieczulaczem. Czymś, co nam szkodzi, choć jako narzędzie jest neutralne. Czymś, co odciąga od konfrontacji ze sobą, która poprzedza wyjście do innych bądź idzie z nim w parze. Czemu? Ponieważ trudno jest dawać, gdy samemu nie ma się nic! Jeśli jesteśmy pustymi naczyniami, jak możemy napełnić je komuś innemu?

Konfrontacja ze sobą, praca nad sobą są niezbędne, by stawać się człowiekiem. Poznanie siebie, z którego wynika rozwój, daje efekty pod postacią ludzi świadomych siebie, działających mimo licznych przeszkód. Osiągających cele, o których wielu z nas marzy, nie potrafiąc samemu określić własne pragnienia i dążyć do ich realizacji.

(Cytaty pochodzą z książki „Nadzieja czeka na słowo”, która ukazała się nakładem wydawnictwa Znak).