Samotność pustych talerzy

Samotność pustych talerzy

Moja rodzina wchodzi w taki czas, że jeszcze nie ma wnuków najmłodszego pokolenia, powoli zaś na drugą stronę przechodzą przedstawiciele najstarszego…

To nie jest kwestia jednego roku. Odchodzenie, „wymiana pokoleń”, następuje powoli. Szpila samotności wbija się w serca rodziny; gdy zaś ból przemija, zostają tylko dobre wspomnienia i gdzieniegdzie uroniona łza. A potem… potem pustoszeje kolejne miejsce przy stole.

A nadzieja znów wstąpi w nas.
Nieobecnych pojawią sie cienie.

Dziś punktem wyjścia nie jest kolęda, lecz tekst piosenki. Przywołujący w myślach czytającego (bądź słuchającego) twarze tych, którzy odeszli. Jednak tuż po smutnej konstatacji pojawia się wezwanie do… wiary.

Daj nam wiarę, że to ma sens.
Że nie trzeba żałować przyjaciół.
Że gdziekolwiek są – dobrze im jest,
Bo są z nami choć w innej postaci.
I przekonaj, że tak ma być,
Że po głosach tych wciąż drży powietrze.
Że odeszli po to by żyć,
I tym razem będą żyć wiecznie.

Czas pogodzić się z ludzką kondycją…

Przez ten tekst przebija – przynajmniej dla mnie – wielki stoicyzm wobec cierpienia i wiara w życie wieczne. Jest jak jest – zdaje się mówić autor – a skoro tak jest, po co się martwić? Po co rozdrapywać rany?…

Uwierzymy kolejny raz,
W jeszcze jedno Boże Narodzenie.
I choć przygasł świąteczny gwar,
Bo zabrakło znów czyjegoś głosu,
Przyjdź tu do nas i z nami trwaj,
Wbrew tak zwanej ironii losu. (za: tekstowo.pl)