Na ratunek

Na ratunek

Już się dziś wypełniają
proroctwa i ustają,

Dawida z Izaijaszem,
gdy Panna z Messyaszem
Z Betleemskiej stolicy,
ucieka na oślicy,
Chcąc nas pojednać z Bogiem
w takim upadku srogim.
Na te chwalebne gody,
idąc w obce narody.
Z Józefem i Maryją,
Jezu czołem ci biją
Adamowi synowie
maluścy i ojcowie,
I z córeczkami matka,
poklęknąwszy przed Jasłka. (za: Wikipedia)

Adwent to czas oczekiwania na POMOC. Pomoc z nieba. I wiemy, że ta pomoc nadeszła – Syn Boży stał się człowiekiem. Jednocześnie jednak próbujemy wczuć się w klimat tamtych czasów, oczekiwania tamtej nocy.

Jest zatem w Adwencie naszych czasów ludzkie zmęczenie egzystencją, ale i nadzieja na zmianę. Wiele grzechu, ale i oczekiwanie odkupienia. My już wiemy, ale ludzie przed wiekami nie wiedzieli. Żyli w ciemności, szukając po omacku tego, co dobre.

My też szukamy światła. Dajemy temu wyraz idąc na roraty i zapalając świeczkę w lampionie. Są jednak trzy warunki, po spełnieniu których możemy dopiero zobaczyć to ŚWIATŁO rzeczywiste, a nie tylko symboliczne.

Po pierwsze – musimy wyrazić swoje „TAK”. Nawet najcichsze. Nawet, jeśli wyszeptane, gdy leżymy psychicznie powaleni.

Po drugie – trzeba czasu. Jezus nie od razu był zbawcą, nie od razu nauczał. Przyszedł jako dziecko.

Po trzecie – i najważniejsze – trzeba mieć oczy szeroko otwarte.

Nie wystarczy Boża chęć niesienia pomocy. Potrzeba naszej chęci jej przyjęcia.

A potem? WDZIĘCZNOŚCI 🙂