Menu Zamknij

Zapalam w myślach świeczkę

Zapalam w myślach świeczkę

Rafał, który odszedł w 2009 roku, przegrawszy walkę z białaczką. Kolega ze studiów, Krzysiek, który z kolei przeszedł na drugą stronę w 2011 po tym, jak wpadł pod tramwaj. Dziadek – w 2012. I w tym roku – Asia, której kości od wielu lat trawił nowotwór złośliwy.

Liczba tych, których znałam, a którzy są po drugiej stronie rośnie. Co roku. To proces normalny, jednak u mnie wywołujący (a jakże!) pogłębioną refleksję. Tym bardziej, że nie zapomina się tak łatwo o przeszłości, w której do śmierci własnej było bardzo blisko.

Odejście innych ludzi pozostawia ból i pustkę. Szczególnie, gdy osoba należy do rodziny bądź stała się bliska. Jak Asia dla mnie. Byłam jedną z ostatnich osób, które widziały ją na tym świecie. Też walczyła z rakiem. I zostanie w moim sercu pamięć o niej, o uśmiechu, woli walki.

Pamięć i zapalanie zniczy to jedno. A płomień, który jest w umyśle – to drugie. Można chodzić na groby raz czy dwa razy do roku i tam zostawiać smutek. A można spojrzeć na swoje życie z perspektywy nieuchronnego końca. I podjąć próbę zmian.

Ostatnio wiele osób obchodziło Halloween. Ciekawe, ale właśnie tego dnia spotkałam się ze znajomymi i świętowałam… przyjęcie do grona Karol Wojtyła Fellows.

Mam takie poczucie, że „święto” to, a chyba właściwie ta zabawa, ma nam pomóc poradzić sobie z lękiem przed śmiercią. Ośmieszenie życia pozagrobowego poprzez trupie czaszki, pająki łażące po ścianie i chodzące zombie? To powinno działać. I działa. Dla wielu młodych ludzi coraz ważniejszym wymiarem przełomu października i listopada staje się wydrążona dynia, a nie myśl o tym, co zrobić, by dobrze przeżyć życie.

Można mieć dość. Każde większe święto zdaje się być punktem wyjścia do refleksji. Nie lepiej się pobawić?

Ostatnio przeczytałam bardzo ciekawe zdanie autorstwa papieża Franciszka. Mówi o tym, że młodzi żyją w teraźniejszości, pozbawieni szansy na to, by budować przyszłość. Słowa te, padające w kontekście kryzysu ekonomicznego, dobrze ilustrują poruszony przeze mnie problem. To zabawa uśmierza ból, nie ścieranie się z własnymi słabościami…

Jednak zetknąwszy się ze śmiercią, ze świadomością własnej śmiertelności trudno jest dalej bawić się. Ośmieszać śmierć. Chce się działać, by godnie się do niej przygotować, do czego Was zachęcam.

Bądź moim głosem w social media!
Share on Facebook
Facebook
Tweet about this on Twitter
Twitter
Share on Tumblr
Tumblr
Share on LinkedIn
Linkedin
Email this to someone
email
Pin on Pinterest
Pinterest