Menu Zamknij

Kiedy dusza dotyka piękna

Kiedy dusza dotyka piękna

Ostatnio bardzo zajmuje mnie temat piękna. Ogólnie lubię podziwiać piękno przyrody, sytuacji, uczuć. Ciągnie mnie ku temu, co czyste, co wznosi duszę człowieka.

Często to „coś” pomaga tej duszy ulecieć ku Bogu, choć człowiek może nie zdawać sobie sprawy z tego, że dąży ku Niemu. Ciche piękno, niepozorne, a jednak ukazuje cząstkę nieskończoności. Nieskończonego.

Od niedawna patrzę na piękno również z innego punktu widzenia – z punktu widzenia duszy, która zaczyna odkrywać pierwiastek artystyczny. Dużo rysuję, a mój pierwszy obraz czeka na wykończenie w pracowni znajomego artysty, a zarazem mojego mistrza i przewodnika po świecie sztuki.

Dlatego też postanowiłam sięgnąć do dawno już nie widzianego (nie czytanego…) Tischnera. W konkursie organizowanym przez wydawnictwo Znak wygrałam trzy jego książki, co również mnie zmotywowało do powrotu. Zatem jest: „Alfabet Tischnera”. I hasło, które mnie interesuje: Artysta.

Dar dany i zadany

„Bóg stworzył świat, jego prawdę, ale artysta robi z tego świata i z tej prawdy dar dla ludzi”. (s. 14)

Jaki to jest dar? Piękno tego świata, które umyka w codzienności. Kto myśli o tym, jak pięknie zachodzi słońce, gdy wraca zmęczony po ciężkim dniu pracy do domu? Kto dostrzega grę barw na liściach bluszczu, kiedy martwi się czymś? Kto zauważa różnokolorowe kwiaty na mijanych skwerach, jadąc autobusem?

To wszystko przepływa obok naszych Bardzo Ważnych Myśli, w których są pieniądze, praca, rachunki do zapłacenia, troska o to, jaki obiad dziś ugotować… One są ważne, ale nie najważniejsze. A my żyjemy tak, jakby tylko to się liczyło…

I tu jest miejsce dla artysty. Osoby, która ma bardzo ważne zadanie:

„(…) otwierać oczy i uszy! Artysta dokonuje jakby drugiego stworzenia świata. Bóg stworzył świat dla siebie, a artysta stwarza świat dla ludzi, dla nas. Artysta pokazuje prawdę świata, bez artysty ludzie chodziliby po świecie jak we śnie” (s. 13n)

Świat, który w naszym codziennym zapędzeniu zdaje się być szary, nagle nabiera barw. Pastele, farny olejne, kreski węgla w kolorze czarnym bądź sepii; ołówek. Proste narzędzia, ale potrafią wrócić oczom widza zdolność postrzegania kolorów. Obrus w kuchni znów jest w zielono – żółtą kratkę, drzewa za oknem znów są zielone. Aż znowu zatopimy się w świecie problemów, z którego znów wyciągnie nas wzruszenie na widok jakiegoś dzieła czy w trakcie lektury… O ile nasze serca nie zamienią się w kamień, o ile my nie zapętlimy się w myśleniu o złu, które jest na świecie.

W poszukiwaniu piękna

„Artysta każe ludziom przystanąć, zadziwić się światu, zadumać, zachwycić, zapłakać nad cudzym nieszczęściem, uradować się cudzym szczęściem, myśleć nie tylko o sobie” (s. 14)

Można rzec, że artyści są ulepieni z nieco innej gliny. Mają ponadprzeciętną wrażliwość. Ale tylko Ci artyści prawdziwi, z powołania. Nie rzemieślnicy, którzy mienią się artystami tylko i wyłącznie dlatego, że skończyli ASP. Bycie artystą wyznacza stan duszy, a nie dyplom. Czemu? Ponieważ:

„artyści żyją przez piękno i umierają przez piękno.” (s. 14)

Oni nie udają, że tworzą. Nie udają, że żyją. To, co robią, naznaczone jest kontaktem z nieskończonością, absolutem. Żyją tym, co robią, a przez to również po części spalają się. Są jak piękne motyle, które żyją krótko… A jeśli żyją oni dłużej, to mają wiele żyć. Żyją życiem swoim, innych… Życiem bogatszym od wielu innych w przeżycia, w doznania natury estetycznej.

Czym jest z kolei piękno?

„(…) jest jak światło, które do nas przychodzi z drugiej strony świata. (…) Dzięki artyście jest ono wiekuiste”.

Aby sięgnąć do tego piękna i móc je utrwalić tak, by wywoływało poruszenia serca, rzeczywiście trzeba być wrażliwym obserwatorem świata. Otwierać się na rzeczywistość, na to co dobre i złe, jednocześnie umieć przetworzyć to w coś wzniosłego, pięknego. Dla mnie to, co kieruje myśli ku brzydocie, nie jest sztuką. Jest jej parodią, próbą odwrócenia spojrzenia od tego, co buduje, do tego, co zaspokaja prymitywne instynkty. Zamiast serca żywego, współodczuwającego, produkuje serca zatwardziałe, oswojone z obliczem zła, które nie zważają na piękno, jest ono dla nich coraz mniej widoczne.

I wreszcie piękno:

„jest po to, ‚żeby zachwycało’, żeby podnosiło duszę człowieka, żeby ze zwykłych zjadaczy chleba aniołów czyniło. (…) piękno j e s t wolne. Ono jest wolne, nie przywiązane do niczego, jest wiekuiste. I dlatego, kiedy człowiek się pięknem nakarmi, to mu skrzydła do duszy przyrastają. I czuje w duszy swojej wolność” (s.14n)

Kruchość motyla

Ze względu na tę swoją wrażliwość artyści nie mają łatwego życia. Widzą więcej, czują mocniej. Zło przeżywają podwójnie, podobnie jak piękno podwójnie ich zachwyca. Dusza artysty jest stworzona z materiału bardzo solidnego i zarazem kruchego. Przetrwa wiele, ale będzie cierpieć w głębi swojej istoty.

Moja dusza zagrzebała się na jakiś czas w kamiennym ukryciu. Jednak kontakt z artystą w jakiś sposób mnie otworzył, a spotkanie z A. powiększyło jeszcze bardziej tę szczelinę. Znów więc mogę tworzyć, dostrzegać piękno, ale i cierpieć więcej. Po to, by tworzyć coś – mam nadzieję – pięknego. Tworzyć drogowskazy. Okruchy piękna, które mogą wpłynąć na smutne ludzkie myśli.

Jednak bycie artystą jest na swój sposób niebezpieczne…

„Artyści, wielcy budowniczowie drogowskazów, staną więc przed Bogiem na Sądzie Ostatecznym ubodzy, nadzy, bez wielkich czynów, bez wielkich naukowych myśli. I kto wtedy za artystami przemówi?” (s. 13)

Ten, kto dostrzeże tworzone przez nich piękno i skorzysta z ich drogowskazów, chciałoby się odpowiedzieć…