Poznać prawdę

Poznać prawdę

Nie raz zapewne mieliśmy już okazję usłyszeć zdanie: „Poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli” (J 8,32). Stało się ono niemalże sloganem, który systematycznie wraca do uszu katolika jak bumerang. Jak jednak słowa te zabrzmiałyby w języku „psychologicznym”?

Trudno jest określić, gdzie leży prawda, jeśli rozważamy kondycję psychiczną człowieka. Kiedy cierpi np. z powodu depresji, zwykle popada w tak zwany realizm depresyjny. Upraszczając – widzi świat w bardziej analityczny niż emocjonalny sposób i widzenie to sprawia mu w pewien sposób cierpienie. Przestają również wtedy działać trzy podstawowe błędy poznawcze.

To właśnie dzięki nim przeceniamy swoje zalety, pomniejszamy zaś wady; zyskujemy poczucie kontroli nad wydarzeniami, choć wiele z nich wydarza się przypadkiem; wydaje nam się, że jesteśmy mniej podatni na negatywne zdarzenia niż inni. Takie postrzeganie świata poprawia nasze codzienne samopoczucie.

W depresji – według teorii Becka, która najbardziej do mnie przemawia – pojawia się negatywne myślenie o sobie, świecie, przyszłości. Na tyle negatywne, że (tu już zaczyna się wątek poznawczo – behawioralny) człowiek zapętla się w tym myśleniu.

Gdzie zatem jest prawda o człowieku? Można by było rzec, że jest gdzieś pomiędzy depresją a normalnością, ale zapominamy wtedy o licznych innych czynnikach, które na człowieka wpływają – wychowanie; sytuacja rodzinna, zawodowa, zdrowotna; status społeczny; geny itd.. Jak tu się odnaleźć?

Ciekawe zdanie przeczytałam w książce Cade’a i O’ Hanlona (Stopem po terapii krótkoterminowej):  „Rzeczywistość jest tym, co uznajemy za prawdziwe” (autorzy cytują za niejakim Zukavem). Jako przykład wpływu postrzegania świata na tworzenie rzeczywistości wewnętrznej panowie podają eksperyment Rosenthala i współpracowników, w którym po wykonaniu „specjalnych” testów uczniom wytypowano tych najlepszych i wskazano nauczycielom jako mających potencjał. Uczniowie wytypowani tak naprawdę byli dobrani losowo wśród tych, którzy wypełnili ankietę…

Po roku okazało się, że w testach „zdolne” dzieci wypadły lepiej niż reszta klasy. Nauczyciele  byli przekonani, że są oni wyjątkowi, choć byli tacy sami jak ich koledzy i koleżanki. Jednak myślenie nauczyciela wpłynęło na jego postawę, zatem m.in. ilość poświęconej uwagi i cierpliwości dla danego ucznia.

Zatem uproszczony wniosek jest jeden – to my sami, nie zawsze na podstawie jasnych cz prawdziwych przesłanek, kreujemy rzeczywistość, w której się poruszamy. Skoro tak, to co może być czynnikiem, dzięki któremu prawda nas wyzwoli?

Są prawdy wiary, w które mamy wierzyć. Ale Kościół nie każe nam iść drogą benedyktyńską, franciszkańską, karmić się duchowością karmelu czy św. Faustyny. Zatem podstawy są jednolite, ale jest też pewna dowolność w ramach wyznawania wiary. Podobnie trudno by szukać uniwersalnego wzoru świętości (porównaj – asceza św. Benedykta i słabość do kremówek Jana Pawła II 😉 ). Są oczywiście pewne wspólne cechy, ale święci – Bogu dziękować! – nie są identyczni.

Dlatego odnoszę wrażenie, że teologiczną otwartość na prawdę można by zdefiniować (poza aspektem wiary w przesłanie Jezusa) jako otwartość na zmianę. Zmianę, której inicjatorem jest Bóg, a która wchodzi w nasze sztywne schematy poznawcze, nawołuje do ich modyfikacji.  Trudno zresztą sobie wyobrazić, byśmy przy takiej ilości zniekształceń mieli do prawdy o nas samych sami siebie prowadzić – chyba że jak ewangeliczni ślepcy…

Ślepy ślepego jednak daleko nie zaprowadzi. Jeżeli oprzemy się na Bogu, na zaufaniu do Niego, z pewnością poprowadzi nas tak jak trzeba, w odpowiednich chwilach życia otwierając nam oczy na kolejne jego ciekawe aspekty.

Istnieje szansa, że w miarę upływu lat spojrzymy na przypadek odruchowo jak na Bożą interwencję i pozbędziemy się innych poznawczych zniekształceń. Pytanie jednak, czy do zbawienia rzeczywiście jest nap potrzebne usunięcie ich wszystkich? Czy wiara musi wiązać się z ciągłym opłakiwaniem ludzkiej kondycji? Czy może jednak z byciem prowadzonym przez Boga przez różne życiowe okoliczności z całym dobrodziejstwem biologicznego i społecznego inwentarza? To już temat do rozwinięcia w innym dziale 😉