Menu Zamknij

2 grudnia 2012

Adwent

W pierwszą niedzielę Adwentu słyszymy mocne przypomnienie: nie możemy do końca zapuścić korzeni tutaj i poczuć się jak u siebie w domu. Dlatego, że nasz dom jest gdzie indziej, u boku Boga Ojca. Tutaj jesteśmy tylko gośćmi.

„Uważajcie na siebie, aby wasze serca nie były ociężałe wskutek obżarstwa, pijaństwa i trosk doczesnych, żeby ten dzień nie przypadł na was znienacka, jak potrzask. Przyjdzie on bowiem na wszystkich, którzy mieszkają na całej ziemi. Czuwajcie więc i módlcie się w każdym czasie, abyście mogli uniknąć tego wszystkiego, co ma nastąpić, i stanąć przed Synem Człowieczym».” (Łk 21, 34-36)

Obżarstwo i pijaństwo – to wydaje nam się jasne. Konsumpcjonizm może oddalić znacząco od Boga. Zaspokojenie podstawowych potrzeb sprawia, że zaczynamy gonić – za „życiowym sreberkiem”, tym co błyszczy i co może nas zabawić. Albo czym my możemy się zabawić.

Co jednak mają do tematu troski doczesne? Powiem z własnego doświadczenia, że zanurzenie we własnym bólu, w poczuciu niesprawiedliwości świata, złości pomaga, ale tylko w takim stopniu, w jakim jest potrzebne do bycia człowiekiem. Bez uczuć i przemyśleń nie możemy być w pełni ludzcy, jednak za długie zatrzymywanie się na tym, co boli sprawia, że zaczynamy oddzielać się od Boga. Budujemy mur z własnego bólu a Jego pytamy: czemu to spotkało nas?

Jak można poradzić sobie z tymi dwoma sytuacjami, stanami ducha? Należy czuwać i modlić się. Czuwać, czyli uważać, by ból czy zwodnicze piękno tego co przemija nie odsunęły nas od Boga. Siłę do tego i kontakt z Najważniejszym zapewni modlitwa. Nie może jednak zabraknąć refleksji – to właśnie dzięki osobistym przemyśleniom i konfrontacji naszej postawy z postawą tych, których uznajemy za autorytet możemy krok po kroku wyjść z obu pułapek.