Menu Zamknij

Wytrwać

Wytrwać

Abba Ammonas mówił, że czterdzieści lat przebywał w Sketis prosząc Boga dniem i nocą, by dał mu moc do pokonania gniewu.

To się nazywa cierpliwość, nieprawdaż?

Czterdzieści lat modlitwy. Bóg nie jest maszynką do spełniania naszych widzimisię – to raczej wiemy. Przy okazji jednak często myślimy, że jak ładnie poprosimy o coś zbożnego to to dostaniemy. W końcu staramy się rozeznać wolę Bożą i modlimy się o to, co naprawdę jest nam potrzebne!

A to nie w otrzymaniu tego, czego w naszym mniemaniu potrzebujemy leży istota rzeczy. I jest to jedna z trudniejszych rzeczy, którą próbuję ostatnio pojąć, a która myślę jest równie trudna dla wielu innych osób wierzących. Istota rzeczy leży w wiernym byciu przy Bogu.

Przyjrzyjmy się historii pewnego brata, który żyjąc samotnie „doznawał niepokoju”. Wybrał się zatem do abba Teodora z Ferme i opowiedział o problemie. Ten polecił mu dołączyć do wspólnoty. Jednak to nie zmieniło sytuacji brata. Wrócił on zatem do abba Teodora i powiedział mu o tym.

Starzec rzekł na to: ‘Jeśli ani żyjąc samotnie, ani we wspólnocie z innymi nie zaznajesz pokoju, to dlaczego chciałeś być mnichem? Czy nie po to, abyś znosił utrapienia? Powiedz mi, ile lat nosisz to odzienie?’ ‘Osiem’, odpowiedział. Starzec rzekł: ‘Jestem mnichem od siedemdziesięciu lat, a ani przez jeden dzień nie zaznałem pokoju, a ty chcesz go osiągnąć w ósmym roku?’

Nikt nie lubi czuć smutku, niepokoju. I to codziennie. Żyjemy zresztą w czasach, które promują dążenie do radości życia. Oczywiście odpowiednio pojętej. Jednak kiedy nagle okazuje się, że nie jesteśmy piękni, albo młodzi, albo bogaci, albo zdrowi, to – w myśl promowanej radości życia – nie mamy się już czym cieszyć więc chyba zostaje tylko wybrać gustowny nagrobek.

Psychologia mówi o nieco innej radości życia. Jeśli prowadzimy niesatysfakcjonujące życie, możemy zawsze to zmienić, zmieniając siebie, wpływając na otoczenie, czy zmieniając postrzeganie sytuacji. Wszystko da się zrobić, trzeba tylko nieco wysiłku i wsparcia eksperta.

Bywa jednak, że dążenie do szczęścia hamują trudne życiowe sytuacje. Jeśli ktoś jest nieuleczalnie chory to w momencie, gdy dowiaduje się o tym staje przed koniecznością kompletnej reorganizacji życia. Długotrwałe leczenie również potrafi dać człowiekowi w kość. Z jednego powodu – długo trwa. I sprawia, że dawne wyobrażenia o radości życia trzeba dostosować do sytuacji.

We wspomnianej opowieści spotykamy mnicha, który osiem lat czuje niepokój. Prawdopodobnie ma różne pokusy i toczy duchową walkę. Abba robi to już od siedemdziesięciu (!) lat. I dzieli się swoim doświadczeniem, które jest podobne, tylko dłuższe.

Życie nie będzie inne, zdaje się mówić ta przypowieść. Jeśli czekamy na to, że świat nagle przestanie produkować nadmierną ilość CO2, rządy różnych państw zaczną dbać o obywatela, nazistowskie bojówki same się rozwiążą, a zwrot podatku wpłynie szybko na konto – to raczej się tego nie doczekamy. Pokusy też będą się pojawiać. To wszystko jest konsekwencją życia na świecie, w którym toczy się duchowa wojna o każdą duszyczkę.

Można zżymać się na to, że świat jest taki, jaki jest, można próbować dążyć do wspaniałego życia w modelu konsumpcyjnym, można zmieniać myślenie o sytuacjach, które nas spotykają. Nade wszystko jednak należy TRWAĆ. Przy Bogu. Trzeba to jednak robić sensownie. Jak?

Ciąg dalszy nastąpi.

(Cytaty pochodzą z tomu 2 Apoftegmatów Ojców Pustyni: kolekcji systematycznej, który ukazał się w serii „Źródła monastyczne”).

Tekst ukazał się na stronie Młodzi Parafianie.

Fot.: księżyc w pełni pewnego wrześniowego wieczoru (2012)