Duchowa walka

Duchowa walka

Trwanie jest biernym poddaniem się sytuacji i ostatecznością. Jeśli brakuje nam sił do walki – trwajmy przy Bogu. Ale jeśli mamy te siły – walczmy! Tym bardziej, że dopiero kiedy ustosunkujemy się do pokus, które nami targają, możemy duchowo wzrastać.

Ważne jest, by w trudnych sytuacjach życiowych nie zatracić ducha walki i nie poddawać się.

Trwanie jednak ma w sobie dużo z PRZETRWANIA. Próby przetrwania czegoś, co nieprzyjemne, byle minęło. A wtedy – w domyśle – wszystko zakończy się hollywoodzkim happy endem. Próby przetrwania w dziedzinie duchowości są niebezpieczne, ponieważ niosą za sobą ryzyko nie wykorzystania darowanego nam okresu próby.

„Abba Pojmen opowiadał o abba Janie Karle, że prosił Boga i Bóg usunął od niego wszystkie namiętności. Stał się bezpieczny. Przyszedł do pewnego starca i rzekł: „Oto jestem spokojny i nie muszę prowadzić żadnej walki”. Starzec rzekł na to: „Idź i proś Boga, by dopuścił na ciebie walkę, ponieważ dusza czyni postępy w trudzie”. A kiedy wróciły do niego utrapienia, nie modlił się już, by one ustały, lecz mówił: „Panie, daj mi wytrwałość, bym zniósł te udręki”.”

Myślimy często, że jak przeczytamy Pismo Święte i pójdziemy w niedzielę na Mszę to już jesteśmy na dobrej drodze. Częściowo tak. Ale tylko częściowo, ponieważ teorię Słowa Bożego należy przekładać na codzienną praktykę. Potem ta praktyka, te codzienne zmagania w drobnych sprawach mogą się okazać zbawienne w większym trudzie i w większych zmaganiach.

U mnie akurat było tak, że circa about dziesięć miesięcy po nawróceniu moje życie się zatrzęsło w posadach. Gdyby nie wcześniejszy trud nawrócenia, prawdopodobnie nie byłabym zupełnie na to przygotowana. A tak od ponad dwóch lat toczę duchową walkę.

Wielokrotnie w tym czasie prosiłam Boga, by to wszystko szybko się skończyło. Bym w cudowny sposób została uratowana przed polską służbą zdrowia i traumatycznymi wizytami. Wciąż wywołuje to we mnie wiele negatywnych emocji, ale już nie proszę, by się skończyło, tylko o to, bym dotrwała do końca i to owocnie. Bym odnalazła sens.

Święty Paweł pisał, że moc w słabości się doskonali. Coś w tym jest. O tyle, że jeżeli podejmiemy duchową walkę to będziemy się doskonalić dzięki codziennemu uporowi w dążeniu do celu. Do przeżycia cierpienia, trudności w konstruktywny, a przede wszystkim Boży sposób. Bez czasu pustyni nie ma owoców. Ba! Nie będąc na pustyni przejadamy już zdobyte owoce. Dlatego też abba Jan Karzeł poprosił Boga o to, by znów dopuścił do niego utrapienia.

„Abba Pojmen powiedział, że moc mnicha uwidacznia się w pokusach.”

Moc każdego uwidacznia się w pokusach, czy ogólnie w trudnych chwilach. A to jest nierozłącznie związane z tym, co sprawia, że jesteśmy ludźmi, czyli ciągłym wychodzeniem poza granice nas, aby być lepszym, dla innych i dla siebie. Dążeniem do Bożego ideału.

Na koniec ciekawa myśl, która pokazuje, że warto podjąć trud codziennego doskonalenia się kroczek po kroczku. Nie czekajmy do kryzysu tylko róbmy to na co dzień. Codzienność potrafi dać wiele drobnych, ale jakże pomocnych i zdecydowanie przyjemniejszych narzędzi w doskonaleniu się. Nie potrzeba do tego śmierci bliskiej osoby, nowotworu czy innych „atrakcji”.

„Abba Matoes mówił, że woli pracę lekką, lecz ciągłą niż ciężką, lecz szybko się kończącą.”

O!

(Cytaty pochodzą z tomu 2 Apoftegmatów Ojców Pustyni: kolekcji systematycznej, który ukazał się w serii „Źródła monastyczne”).