Menu Zamknij

Zauważyć Boga

Zauważyć Boga

Ta wola Boża, która pisze księgę ludzkich przeznaczeń, jest wolą, która za rzucony ku niej kamień odpłaca chlebem.

Dużo leci kamieni w stronę Boga, oj dużo. Też je rzucam, szczególnie, gdy zbliża się kolejny rezonans bądź wizyta w szpitalu. Po prawie dwóch latach już jest lepiej, acz na samym początku choroby potrafiłam w czasie modlitwy obficie wyrzucać w niebo kamienie raniących słów, obwiniając Boga o wszystko. O nieudane życie, o to, że już do tej pory nie było cudownie, a tu jeszcze znienacka pojawia się u mnie nowotwór. I kolejne nieprzyjemne badania. Branie leków. Efekty uboczne. Potem choroba i śmierć Dziadka, która znacząco wpłynęła na całą naszą rodzinę, moja przeprowadzka do Babci… Trochę się tego nazbierało.

W życiu każdego z nas jest wiele wydarzeń, o które chcemy oskarżyć Boga. Bardzo często towarzyszy nam również poczucie, iż wtedy, gdy akurat najbardziej Go potrzebujemy, Jego nie ma. Pytamy, gdzie był, gdy umierała bliska nam osoba, gdy zachorowaliśmy, nie zdaliśmy egzaminu… Pomijamy fakt, iż często ponosimy konsekwencje swoich własnych czynów bądź zła wyrządzanego przez innych ludzi. Równie często nie jesteśmy duchowo przygotowani do życiowych trudności i wyzwań, ponieważ zwyczajnie nie żyjemy Bogiem, tylko tym, co daje nam świat. Boga zauważamy, jak wali się budowana przez nas misterna konstrukcja, nasz własny mikrokosmos.

Spójrzmy na te wydarzenia, które nas bolą, nie pozwalają spokojnie spać, które sprawiają, że nam się wydaje, iż Boga nie ma, z perspektywy uczniów Jezusa.

W pewnym momencie nieznany przechodzień mówi do dwóch uczniów Chrystusa na drodze do Emaus: „Trzeba było, aby Syn Człowieczy cierpiał”. Trzeba było, aby się wypełniły Pisma. Prorocy to wszystko przepowiedzieli. I to „trzeba było” otwiera nas na tajemnicę Boga.

Ich Mistrz umarł na krzyżu. Uczniowie są jak zagubione owce. Myślą, że już wszystko skończone, że zostali sami. A przecież nie mogło tak być, skoro

(…) wszystko, co się stało, zostało zapisane w Bożej księdze przeznaczeń. Bóg przewidział to wszystko. Bóg to wszystko zaplanował. Nie było w tym wszystkim żadnego przypadku. Włos z głowy człowiekowi nie spada bez woli Boga. „Cenniejsi jesteście niż wróble”. I dlatego wszystko było przewidziane.

Trudno uwierzyć w to, że nic nie umyka uwadze Boga, że ma On nad wszystkim pieczę, że nic nie dzieje się bez Jego wiedzy. I nic nie dzieje się bez przyczyny. Jesteśmy cenni w oczach Boga, a to znaczy, że dba On o nas zawsze. Nawet, gdy nam się wydaje, że jest inaczej. Choć bardzo trudno w to uwierzyć. Szczególnie, gdy na naszą głowę walą się kolejne ciosy.

Tutaj pojawia się kwestia rozdźwięku pomiędzy tym, co my uznajemy za dobre dla nas (i pomiędzy naszym mikrokosmosem, który sobie budujemy), a tym, co Bóg uważa za korzystne dla naszego duchowego rozwoju, dla rozwoju naszej relacji z Nim.

Wola Boga jest wolą, która rządząc światem, wszystko kieruje ku dobremu. (…) Czymże jest ta wola Boga? Wola Boga jest pragnieniem dobra.

Dobra przez duże „D”. Dobra na sposób i wzór Boży. My (niestety…) nie rozumiemy często Bożych ścieżek i zamierzeń. Dlatego tak istotne jest zaufanie Bogu. Nasza ludzka wiedza i mądrość, nawet największa, nie jest w stanie dorosnąć do pięt tej Bożej. Przepaść jest ogromna. Dlatego też na przykład ojciec Leon Knabit często powtarza: „Umrzyj, to się dowiesz”. Po śmierci, kiedy zjednoczymy się z Bogiem, zrozumiemy Jego dobro i Jego zamiary. Teraz pozostaje nam zaufać, że On wie co robi i czerpać ze zdroju Jego łask.

Gdyby to było takie proste każdy by skorzystał z tej możliwości. Jednak już samo zaufanie stanowi problem: jak zaufać komuś, kogo nie widzimy, a czyje interwencje są często tak dyskretne, że trudno jest w nich zauważyć Palec Boży? Kolejna sprawa: bez mocnej wiary człowiek nie uwierzy nawet w cud, który dokonał się na jego oczach. Zatem aby zaczerpnąć od Boga należy wierzyć, ufać, mieć nadzieję, modlić się… Jest coś, co przeszkadza w tym procesie budowania relacji ze Stwórcą: „serce leniwe”.

Serce leniwe to takie serce, które przechodzi obok prawdy i nie zauważa jej. (…) Serce leniwe jest sercem zatopionym, pogrzebanym w prochu ziemi. Jest tak głęboko zainteresowane tym, co ziemskie, że nie widzi spraw ani prawd najbardziej oczywistych. Zatroskane o to, co będzie jutro, co się stanie za chwilę, co będzie ze mną na ulicy, w domu, co będzie na moim polu, co będzie dzisiaj na obiad. Ciągle gdzie indziej, ciągle nie tam, gdzie trzeba. Serce leniwe.

Obiło mi się kiedyś o uszy, iż jednym z sygnałów, iż z mnichem dzieje się coś nie tak jest fakt, że interesuje się ponad miarę tym, co będzie na obiad… oznacza to, że troskę o sprawy duchowe przesłoniły te przyziemne, że ociężała dusza nie jest w stanie wznieść się na duchowe wyżyny i drepce w okolicy kuchni, gdy mnich wykonuje swoje obowiązki. Zamiast być z nim tam, gdzie on jest, albo bujać z Bogiem w obłokach na modlitwie.

Oczywiście, to ważne, co będzie na obiad, czy w domu jest coś na obiad, czy ktoś zarobił na zakupy pozwalające zjeść obiad. Nie chodzi o to, by wyrzec się spraw przyziemnych, ale by znaleźć umiar. By w tym codziennym kieracie pozostać wrażliwym na działanie Boże. Bóg nie narzuca się, ale działa po cichu, trzeba zatem być uważnym i nie próbować go zagłuszać, tylko dać tej Bożej cichej obecności wyrosnąć i zaowocować. Wyrywać chwasty codzienności, próbującej zagłuszyć jeszcze słabe Boże ziarno.

To przezwyciężanie leniwości serca dać może wspaniałe owoce. Bo oto serce leniwe już nie patrzy tylko na zmartwienia, widzi szerszą perspektywę codzienności. Tym owocem jest

(…) prawda o Bogu, który jest obecny przy człowieku, który towarzyszy człowiekowi w każdej minucie jego życia i na każdym odcinku jego życiowej drogi. „Oczy ich były zasłonięte” i nie widzieli tego, kto szedł obok nich. Oczy zasłonięte smutkiem, przytłoczone troskami tej ziemi nie mogą odkryć tego, co jest najbliższe.

Trudy życia budzą w nas często wiele emocji i są powodem licznych myśli kłębiących się w głowie. Jednak kiedy minie trochę czasu, emocje ulegną wyciszeniu, myśli będą bardziej uładzone, zauważymy, że Ktoś jest cały czas obok, a tylko na chwilę straciliśmy go z oczu. Albo On na chwilę się usunął, by dać nam przestrzeń do przeżycia trudności i zauważenia, że On nam jest potrzebny. A może chciał, byśmy pokazali, że nam na Nim zależy? Udowodnili sobie, a nie Jemu, ponieważ On to wie. A my zapominamy. Niezależnie od powodów, dla których odczuwamy pustkę w miejscu, gdzie czekamy obecności Stwórcy, rację ma ksiądz profesor pisząc:

Bo Bóg nie jest od człowieka daleko. W Nim jesteśmy, w Nim żyjemy, w Nim ruszamy się. Jest bliżej nas niż my samych siebie. Szukamy Go gdzieś daleko od siebie, wśród tajemnic wszechświata, w starych księgach, odległych wydarzeniach historii. Tymczasem naprawdę jest inaczej: Bóg jest bliżej nas niż my samych siebie.

Można patrzeć wyłącznie na trudy. A można zauważyć Boga. Można widzieć swoje osamotnienie, a można dojrzeć obecność i łaski od Stwórcy. I zaufać, że naprawdę się troszczy o nas. Wybór należy do patrzącego.

Cytaty pochodzą z kazania „Bóg jest blisko” wygłoszonego przez ks. Tischnera w Poniedziałek Wielkanocny, 7 kwietnia 1980 roku, opublikowanego w książce „Wiara ze słuchania”, Kraków 2009.