Szalone dziennikarstwo

Szalone dziennikarstwo

Dużo czasu minęło, odkąd ostatnio napisałam tekst z cyklu „przemyślenia”. Moje, osobiste, dotyczące po prostu życia, a nie książek, filmów, nagrań. Ale i powód jest ważny. Odkryłam coś, dzięki czemu moja praca jako dziennikarki jest tak fascynująca.

Może się wydawać, że świat pędzi coraz szybciej i szybciej, a zatem dziennikarz nie ma czasu na zatrzymanie się. Kiedy widzę znajomych radiowców w akcji zauważam, że niemalże wszystko robione jest na wczoraj, pod presją czasu. I choć czerpią oni satysfakcję z wykonywania zawodu (a przynajmniej na to wygląda), czegoś mi w tym brakuje.

Zatrzymania się.

To jest coś, co odkryłam dziś w trakcie nagrania. Jeszcze nie goni mnie czas. Jeszcze mogę po prostu poplotkować po nagraniu z rozmówcą, a nie szybko się żegnać (bo trzeba zmontować dźwięki…).

Kolejna kwestia – nie mam narzuconej ich długości. To nie jest tak, że z 40 minut rozmowy muszę wyciąć trzy „setki”. Nie. Mogę wrzucić całą rozmowę dla tych, którzy podobnie jak ja cenią sobie zatrzymanie na chwilę. Oderwanie się od codzienności, spojrzenie z innej perspektywy.

To sprawia, że widzę, że moje dziennikarstwo jest na swój sposób szalone. Staram się nie iść w kierunku mainstreamu, w którym musi być wszystko, od razu, to, co obecne jest na fali. Wydaje mi się, że ten cel osiągam. Jest w nim czas na poznawanie świata od podszewki, na czytanie książek i wgryzanie się w temat. Na tak zwaną eksplorację. Smakowanie świata, smakowanie życia.

I to właśnie chcę nieść dalej.

Co ciekawe, ostatnio bardzo rzadko oglądam wiadomości. Nie mam na nie czasu. Prawie nie słucham radia. Żyję w dziwnym świecie, w którym – o dziwo – można przeżyć bez newsów. Coraz częściej wyłączam FB… Mam czas na bardzo różne aktywności. Ostatni weekend spędziłam na nauce rozpalania ognia czy budowania schronienia w lesie. Jest coraz więcej spokoju w tym, co robię, choć terminy gonią.

To, co robię, jest w swej istocie przepełnione duchem benedyktyńskim. Koncentruję się na danej chwili, na jednym zadaniu, na tym, by coś zrobić dobrze, najlepiej, jak na daną chwilę potrafię. Kiedy coś zaczynam, poświęcam się tej czynności, nie myślę o tym, co będzie jutro. Przynajmniej staram się. Jest czas na pracę, jest czas na planowanie. I przede wszystkim jest czas na ten szalony, dziwny, wręcz obcy temu światu pokój i spokój w wykonywaniu codziennych prac. Również w pracy dziennikarskiej.