Zakochana! W Tischnerze

Zakochana w Tischnerze

Nie mogę się oprzeć urokowi słów księdza Tischnera. Są one trudne, zgadzam się. Jednak trudność w odbiorze powoduje nie wszechobecny, hermetyczny „kościółkowy” język, a głębia przemyśleń. Ksiądz Profesor pisze jak jest, jak dobrze by było, żeby było, i dlaczego akurat tak powinno być.

Dwa pierwsze punkty znajdziemy w prawie każdym kazaniu, czy rozmowie z duchownym. Tego trzeciego zwykle brak. A właśnie to uzasadnienie jest najciekawsze i wnosi najwięcej do zrozumienia, na ile można, spraw wiary.

Nie potrafię żyć tylko tym, co mi ktoś każe przyjąć w imię bycia dobrym katolikiem. Co to za wiara i co to za katolicyzm, którego efektem jest tylko życie czymś, co zostało z góry narzucone? Trudno mi jest funkcjonować na zasadzie bezkrytycznego przyjęcia wszystkiego, co mówią kościelne autorytety. Potrzebuję głębszych poszukiwań, zrozumienia tła konkretnych słów czy ogólnie nauczania.

Dla mnie wiara bez poszukiwań, zadawania pytań, doświadczania rzeczywistości, konfrontacji teorii z praktyką nie jest dojrzałą wiarą i może łatwo poprowadzić na manowce. Aby była dojrzała, powinna – według mojego jej rozumienia – być walką, mierzeniem się z Bogiem i ze sobą samym, na kształt Abrahama walczącego z Aniołem. Ale żeby móc walczyć, potrzeba poznawać coraz lepiej sprawy Boże i nie bać się w swoich rozważaniach poszukiwań na granicy tego, co zrozumiałe i co jest tajemnicą Boga. To właśnie znajduję u Tischnera: szukanie drugiego, trzeciego dna, tego, co zasypane jest stertą wyświechtanych formułek. Do dojrzałej wiary potrzeba również głębi. „Głębia przyzywa głębię hukiem wodospadów” pisze Psalmista. Bez próby lepszego poznania Boga nie zbliżymy się do Niego.

Nie nawołuję tutaj broń Boże do herezji. Zanim rozpoczęłam swoje poszukiwania przyjęłam „ramy” nauczania Kościoła, starając się żyć według zalecanych przezeń zasad. Jednak co innego jest żyć tymi zasadami „bo tak każą”, a co innego szukać ich uzasadnienia i zrozumienia, zastanawiać się nad nimi, prowadzić intelektualne poszukiwania, nie zapominając jednak o mądrości Kościoła, która nie pozwala zejść na manowce.

Zapraszam do pójścia ze mną tą drogą. Drogą poszukiwań, na którą nieco światła rzucą słowa księdza profesora, w które chcę się wczytać i je rozważać, a niekiedy i z nimi polemizować. Chcę się z Wami, drodzy Czytelnicy, podzielić tym, co piękne, co daje do myślenia, co duchowo rozwija, przy okazji odwołując się do swoich przemyśleń i przeżyć. Mam nadzieję, że uda mi się to trudne zadanie.

Tekst został opublikowany w grudniu 2011 roku na blogu switprzyherbacie.wordpress.com.