Zacząć na nowo

Zacząć na nowo

Do napisania tego tekstu zbierałam się przez ponad sześć tygodni. Jeszcze przed Wigilią Paschalną przeczytałam świetne kazanie księdza Tischnera ze zbioru „Wiara ze słuchania” – skierowane prosto do mnie.

Okazało się jednak, że łatwiej mi było w trudnym czasie pisać przemyślenia o cierpieniu. Teraz, gdy próba „zelżała”, nie potrafię się odciąć od tego, co było. I zacząć na nowo.

Kluczem do zrozumienia dzisiejszego tekstu jest słowo „zmartwychwstanie”. Nie mogę zatem dłużej zwlekać – mamy jeszcze czas wielkanocny. Za tydzień w niedzielę świętować już będziemy wniebowstąpienie. Nadejdzie kolejny etap w liturgii, ale i w życiu, a przede wszystkim w rozważaniach.

Kazanie powiedziane w Wielkanoc 26 kwietnia 1986 roku ksiądz Tischner rozpoczął od opisania pokrótce treści czytań z Ewangelii, które miały towarzyszyć wiernym w najbliższych tygodniach w niedziele.

To bardzo ciekawe opowiadania. Najpierw będą zdumienie, lęk, niepokój, a nawet przerażenie. Ile razy Chrystus będzie przekraczał próg Wieczernika, ile razy będzie się spotykał z uczniami, zawsze musi im powiedzieć „Pokój wam”, albo: „Nie bójcie się”, ponieważ ludzie ci po prostu się bali: bali się świata, bali się siebie, bali się nawet tego Jezusa Chrystusa, który przez zamknięte drzwi wchodził do Wieczernika. Bali się.

Czego boi się człowiek, kiedy cierpi? Boi się, że cierpienie będzie trwało, że będzie tylko gorzej, że ludzie go opuszczą. Ale jest coś, co wywołuje najwięcej niepokoju – świadomość zbliżających się zmian.

Cierpienie wydaje się być stałe, niezmienne. Kiedy byłam w swoich ciemnościach wydawało mi się, że już zawsze tak będzie. A tu nagle w ciągu trzech tygodni moje życie nabrało tempa, nagle zmieniło się nie do poznania.

Zmiana wyrywa z marazmu i zwykle wymaga ustosunkowania się do niej. A to niesie strach. Strach, że sobie nie poradzę, że i tak nic się nie uda. Potem pojawia się myśl, że może próba zmierzenia się ze zmianami to był zły pomysł, że może lepiej było tkwić w tym, co stare i znane, a nie iść w stronę nowego i nieznanego. Że może swoimi decyzjami ranię innych, którym – tak, jak mi, choć nie chcę się do tego przed sobą przyznać – pasuje status quo. W końcu zmiany są niewygodne i dla zmieniającego się, i dla otoczenia.

Okazuje się jednak, że nie da się już dłużej iść w zaparte. Została poruszona pierwsza kostka domina. Mogę albo sama wybierać, co zrobić dalej i robić to samej, albo patrzeć, jak kolejne kostki upadają. Zatrzymać się i po kolei, swoim tempem zmieniać życie, albo dać się ponieść prądowi zmian, będąc obojętną na to, co się dzieje, nie mogąc uczestniczyć świadomie w zachodzących zmianach.

Apostołowie, zobaczywszy zmartwychwstałego Jezusa, przeszli przemianę. To było przeżycie, które nie pozwoliło im wrócić do tego, co „stare”, kim byli i co robili. Jezus zmartwychwstał i wszystko zyskało pewną świeżość, nowość, choć na oko wciąż było tym samym. Wszystko stało się na swój sposób nowe. Dla mnie też już nie ma powrotu do „starego”.

Na początku jednak wydawało się, że po śmierci Jezusa wszystko „wróci do normy”. Tischner pisze o tym, iż ukrzyżowanie było dla Apostołów doświadczeniem utraty wiaro w Boga. Oto był, czynił cuda, nauczał, a teraz umarł.

Wracali poprzez doświadczenie pustego grobu.

Temat Boga na razie „odkładam” na bok. Myślę, że kiedyś porozmawiam z Nim szczerze na ten temat, pewnie też później podzielę się kilkoma refleksjami z tych naszych rozmów. Na razie jednak nie ma czasu na zastanawianie się nad przeszłością. Domino poszło w ruch, kolejne klocki padają. Trzeba zająć się konkretem, codziennością, tym, co tu i teraz: relacjami. Z sobą, z innymi ludźmi.

Ale oprócz wiary w Boga ukrzyżowanie zniszczyło w nich jeszcze inną wiarę: wiarę w człowieka. (…) Czy mogła się nie rozsypać [wiara, przyp. NŚ]? Oto lud w Niedzielę Palmową woła: „Hosanna Synowi Dawidowemu!” A już kilka dni później, w Wielki Piątek, ten sam lud będzie wołał: „Ukrzyżuj Go!” (…) Jeden z apostołów zdradził. (…) Inny apostoł zaparł się Chrystusa na dziedzińcu arcykapłana. A więc zniszczona w nich została także wiara w apostołów.

Ile razy ludzie dookoła Ciebie byli kiedy chciałaś / chciałeś iść na imprezę, a ile razy, kiedy przeżywałaś / przeżywałeś smutek, trudności, jakiś kryzys? „Prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie”. Mądre powiedzenie.

Doświadczenia Wielkiego Tygodnia mówią: nie. Ludziom także wierzyć nie można.

Są dwa rodzaje ludzi – ci, którzy tkwią w głupotach i wolą w nich tkwić, niż zwrócić się ku drugiej osobie. Oraz ci, którzy przeżyli w życiu swoje i potrafią wyjść do drugiego, porozmawiać, być. Po prostu być. Tych drugich jest mniej niż pierwszych, choć bywa i tak, że niektórzy, których dotknęły trudności zamykają się w sobie, a Ci, których udziałem jest spokojne życie potrafią wesprzeć.

O wiele prościej, o wiele łatwiej było tym ludziom uwierzyć w Boga, niż z powrotem uwierzyć w człowieka. A tej wiary w człowieka było im trzeba, bo mieli wrócić do świata. Mieli wrócić do ludzi, mieli wrócić do człowieka, żeby człowiekowi nieść Dobrą Nowinę. Mieli wrócić do tego tłumu, który krzyczał: „Ukrzyżuj!”.

Pomimo złych doświadczeń w relacjach z ludźmi, można do nich wrócić. Pomimo żalu, złości. Wystarczy dać sobie czas, zdystansować się. Wybaczyć krzywdy. Jesteśmy krzywdzeni i sami jesteśmy krzywdzicielami. Tłum krzyczał „Ukrzyżuj!”, a święty Piotr się zaparł. Każdy z nas może być potencjalnym oprawcą, ale może też być świadkiem kochającego Boga, który mimo upadków podnosi się z pomocą Bożej łaski.

Zadanie wierzących jest jasne: iść do ludzi, może nie z tekstem Ewangelii, ale z uśmiechem, dobrym słowem, pomocną dłonią. Nie raz się nie udaje, ale często się udaje. Do ludzi, którzy są wobec nas w porządku, ale i do tych, którzy w naszym mniemaniu nas opuścili. Nie rozumieli. Ewangelia w praktyce to wybaczanie, to umiejętność bycia ponad przeszłością i próba dalszego budowania relacji. Jak druga strona nie chce, nie musi. Warto jednak podejmować próby – i mieć tego świadomość. Może kiedyś ta „Ewangelia w praktyce” wyda owoc?

Przede wszystkim jednak chodzi o to, by samemu przeżyć i zostawić za sobą żal. Żal tylko sprawia, że człowiek chce się użalać nad sobą, jaki to on jest biedny. Owszem, był biedny, ale teraz nie musi trwać w tej biedzie. Może wyjść i szukać dalej, dalej nieść innym dobro. I też otrzymywać w zamian. Ale do tego trzeba dojrzeć, żal musi nieco się zmniejszyć.

Ale po co? Nie lepiej zostać w swoim status quo? Obawiam się, że to niemożliwe. Można, ale nie ma to sensu. Jeśli już ma się możliwość wystartować, jeśli opadły kajdany, które krępowały każdy ruch – trzeba jak najszybciej wyruszyć w drogę, nie stać wciąż w miejscu!

Dlaczego? To jest lepsze pytanie.

Bo człowiek jest istotą, która zmartwychwstaje. Zmartwychwstaje nie tylko na końcu życia, ale zmartwychwstaje także w ciągu całego swojego życia. Zmartwychwstawanie towarzyszy człowiekowi co dzień, co godzina. Człowiek zawsze zmartwychwstaje z prochów, z popiołów, budzi się do nowego życia.

Życie przyciąga. Jakie by nie było, jest lepsze, gdy jest w ciągłym ruchu ku nadziei, niż w marazmie i żalu. Dlatego warto coś z tym życiem zrobić. Dlatego, że mamy ten dar zmartwychwstawania, budzenia się na nowo, podnoszenia z popiołów i zgliszczy. Wciąż zostaje pytanie: po co?

Budząc się do nowego życia, przybliża to Zmartwychwstanie, którym kiedyś, przed wiekami, poprzedzając człowieka, zmartwychwstał Chrystus.

W każdej chwili mamy szansę odwrócić się od tego, co było i zacząć od nowa. W każdej sekundzie możemy choć cząstką siebie zmartwychwstać, zbliżając się do Jezusa. Oczywiście, jest to poprzedzone czasem oczyszczenia, czasem umierania. Ale mimo wszystko z każdego upadku, z każdej trudnej sytuacji, możemy powstać. Nieważne, ile szans przegapiliśmy, albo ile szans „zabrał nam los”, ze zgliszczy, które widzimy, możemy się podnieść. To właśnie te decyzje zbliżają nas do Boga.

To co, zaczniesz na nowo? Ja zaczynam. Znowu. Nie liczę już, który raz. Ale warto.

Cytaty pochodzą z kazania „Wiara w Boga, wiara w człowieka” wygłoszonego przez ks. Tischnera na Wielkanoc, 26 kwietnia 1986 roku, opublikowanego w książce „Wiara ze słuchania”, wyd. Znak, Kraków 2009. Tekst został pierwotnie opublikowany w maju 2012 roku na stronie switprzyherbacie.wordpress.com.