W poszukiwaniu zapasu tynktury

Recenzje książek

Katarzyna Kruszewska pracuje w CBŚ. Jej stanowiskiem pracy jest superkomputer, który dzięki odpowiedniemu oprogramowaniu i dostępowi do baz danych, jest w stanie namierzyć przestępcę oraz jego wspólników nawet po latach od popełnienia zbrodni z dokładnością niemalże 100%. O jego istnieniu wie tylko kilka osób w całym kraju.

Jednak utalentowana panna Kruszewska po godzinach wykorzystuje sprzęt do nieco innych, niż statutowe, celów. Szuka kuzynki. Zadanie jednak nie jest proste, ponieważ do dyspozycji ma głównie źródła historyczne. Kuzynka ma bagatela czterysta lat, a poszukiwania ułatwia tylko jeden drobny szczegół – jej aparycja przez ten czas pozostała niezmieniona.

Tak rozpoczyna się powieść „Kuzynki” Andrzeja Pilipiuka, opowiadająca o spotkaniu kobiet, które wiele łączy, choć dzielą je cztery wieki. Stanisława Kruszewska znajduje w Kasi bratnią duszę. Jak się okaże – ich spotkanie ma miejsce w dość ciekawym momencie dla obu pań. Katarzyna z powodów politycznych odchodzi z CBŚ, Stanisława zaś poszukuje alchemika – Sędziwoja, który przed wiekami zaopatrzył ją w tynkturę. To dzięki niej mogła przeżyć tyle czasu, ale niestety – jej zapas się kończy. Jak się jednak okazuje, jest więcej osób które znają ten sekret – i które chcą pozbyć się Stasi. Próbując znaleźć alchemika, dziewczyny znajdą się w niebezpieczeństwie. Ich towarzyszką stanie się młoda, urocza dziewczyna, która jednak ukrywa przed światem pewną mroczną tajemnicę…

Główne bohaterki szybko zaskarbiają sobie sympatię czytelników, którzy z zapartym tchem śledzą ich poszukiwania i kibicują w niebezpiecznych sytuacjach. Pełna jest humoru i ciepła, na które jednak nie mogą liczyć przeciwnicy kuzynek. Od pierwszych stron akcja wciąga, a dodatkowo zachwyca detalami – autor, z wykształcenia archeolog, przemyca obficie historyczne smaczki, dodając powieści autentyczności.

Jedynym minusem tej powieści może być momentami nadmierne przesłodzenie rzeczywistości – życie nie jest aż tak piękne, źli nie zawsze zostają pokonani. Można jednak tę słodycz usprawiedliwić naturą tej książki – ma ona przenieść czytelnika w świat, który można określić jako współczesną baśń -w świat wyobraźni autorów fantasy. Baśń, w której kamień filozoficzny istnieje obok systemu informatycznego CBŚ, wampir zarabia pieniądze tłumacząc teksty z greki studentom, a szalony nauczyciel hoduje jajka z czarną ospą, które zamiast korzyści przyniosą mu szkodę…

Jeśli lubisz fantastykę, albo szukasz dobrej książki na deszczowy wiosenny wieczór, ta lektura będzie idealna. Jeśli chcesz dopiero rozpocząć przygodę z tym gatunkiem zapewne po „Kuzynkach” przekonasz się do niego. Dla mnie jest to kolejna pozycja autorstwa Pilipiuka, którą przeczytałam z ogromną przyjemnością, którą też mogę polecić z czystym sumieniem.

Niedługo wybiorę się do biblioteki po kolejne tomy z serii, czyli „Księżniczkę” i „Dziedziczki”. Po lekturze nie omieszkam podzielić się refleksjami. Tymczasem zachęcam do przeczytania tomu pierwszego – warto! Ja dzięki tej książce wróciłam do lektury fantastyki…

Andrzej Pilipiuk, „Kuzynki”. Wydawnictwo Fabryka Słów, Lublin 2010. Wydanie trzecie, ss.320.

Recenzja została opublikowana na stronie Zaczytaj się! w kwietniu 2012 roku.