Menu Zamknij

Poszukiwany, poszukiwana…

Kochać Post

A jednak nie tacy święci…

Gdzieś w naszych głowach pokutuje mit, że mnisi są świętymi stąpającymi po ziemi. Nic z tego. Gdyby tak było to podejrzewam, że post do dzisiaj przetrwałby wśród nich. A jak jest? Przeczytajcie…

Wśród wszystkich wspólnot monastycznych, czarnych i białych, które przyjęły Regułę benedyktyńską, z tego co mi wiadomo, żadna, albo prawie żadna, nie przestrzega wyznaczonych przez św. Benedykta godzin posiłków. Zamiast jednego posiłku o mniej lub bardziej późnej porze w dni postne – to jest przez ponad pół roku – i maksymalnie dwóch w pozostałe dni, mnisi naszych czasów jedzą każdego Bożego dnia co najmniej trzy razy: rano, w południe i wieczorem. (…) Jak i dlaczego doszliśmy do takiego stanu rzeczy, w którym podstawowa obserwancja życia monastycznego, należycie skodyfikowana przez Ojca mnichów, jest zgodnie i bez przeszkód odrzucana przez jego uczniów?

Na to pytanie odpowiemy niedługo.

Jednak nie wszędzie tak się dzieje. Autor przytacza jeden wyjątek, który zdaje się potwierdzać regułę.

W zeszłym roku, pod koniec podróży do Stanów Zjednoczonych, zobaczyłem coś, czego nigdy przedtem nie widziałem: grupę mężczyzn zachowujących dosłownie Regułę św. Benedykta. W głębi Kanionu Nowego Meksyku, na wysokości ponad 2500 metrów, na pustkowiu oddalonym od najmniejszej aglomeracji o jakieś 45 km, dwunastu w większości młodych mężczyzn żyje radośnie w skrajnym ubóstwie, pracując fizycznie i chwaląc Boga. Domy z ubitej ziemi podobne do indiańskich, mniej niż podstawowe wyposażenie, brak komfortu i wygód służą za ramy tego bezkompromisowego życia. Śpiewana w całości liturgia godzin posiada całą doniosłość, którą nadaje jej Reguła, wraz z czasem na cichą modlitwę po każdym psalmie, według zwyczaju dawnego życia zakonnego.

Również godziny posiłków są takie jak w Regule św. Benedykta, czasem nawet bardziej rygorystyczne. Gdy przebywałem tam z wizytą, był listopad i jadło się po oficjum nony, około 16.30. Powiedziano mi, że ci, którzy mają taką potrzebę mogą rano zjeść śniadanie. Większość czeka jednak do tego jedynego wspólnotowego posiłku.

(Adalbert de Vogue OSB, „Kochać post”, Wydawnictwo Benedyktynów Tyniec, Kraków 2010, s. 99n)

Szukamy uzasadnienia – czemu post zniknął?

Czemu post zniknął? Adalbert de Vogue zaczyna poszukiwania przyczyn od postawienia następującej tezy: człowiek „osłabł” na przestrzeni wieków. Zdaniem mnicha jest to mit. Zobaczmy zatem, czy kolejne czynniki mogły wpłynąć na zanik postu?

Praca?

Przeczuwając, że mamy tyle samo siły co starożytni, tylko inaczej ją wykorzystujemy, zadawałem sobie pytanie, na co wydatkowana jest dzisiaj energia zużywana niegdyś na poszczenie? Wydało mi się prawdopodobne, że pochłonęła ją praca, która przeszkadza dziś pościć.

Tymczasem, powtarzając uzasadnienie, które niegdyś przyjąłem, widzę dziś całą jego słabość. (…) Reguła ustanawia zasady dla ludzi, którzy przeznaczają na pracę fizyczną co najmniej sześć godzin dziennie.

To może życie we wspólnocie sprawiło, że post u mnichów „zaginął”?

Pustelnik zaoszczędza dużą część energii wydatkowanej na życie społeczne, a jego nietknięte siły mogą być przeznaczone na wysiłek związany z ascezą, zwłaszcza na post.

Poparciem tej tezy może być następujące świadectwo sprzed wieków:

W dniu, kiedy z kimś rozmawiam, nie jestem w stanie przestrzegać zgodnie z moim zwyczajem reguły postu, lecz jestem zmuszony przerwać post.

Można odnieść wrażenie, że zarówno rozmowy z bliźnimi jak i odmawianie modlitw w chórze pochłania tyle energii, że nie da się pościć.

Życie we wspólnocie w całości pochłania energię. Ciągła potrzeba punktualności, dostosowywania się do swojego otoczenia, uważania na swoich sąsiadów i znoszenia ich, unikania bądź łagodzenia napięć z innymi narzuca nieustanne ograniczenia, które nie obywają się bez wydatku siły.

Jesteśmy coraz bliżej uzasadnienia, którego szukamy. Życie we wspólnocie to z pewnością za mało, żeby usprawiedliwić naszą niezdolność poszczenia. Dowodem tego jest fakt, iż uregulowany przepisami przez św. Benedykta post przeznaczony jest właśnie dla osób żyjących we wspólnocie.

Nawet jeśli przyjmiemy za słuszne, że pewien sposób życia we wspólnocie może przemawiać przeciwko postowi, należy odstąpić od tłumaczenia zniknięcia tej praktyki zwykłym praktykowaniem życia wspólnotowego. Nadal trzeba nam szukać przyczyny takiego stanu rzeczy.

Co będziemy starali się uczynić w nadchodzących dniach 🙂

(Adalbert de Vogue OSB, „Kochać post”, Wydawnictwo Benedyktynów Tyniec, Kraków 2010, s. 102- 107)

Cudowne rozmnożenie (ilości posiłków…)

Jak to się stało, że na przestrzeni wieków z jednego, maksymalnie dwóch posiłków dziennie zrobiły się aż trzy?

Ponieważ ewolucja ogólnie polegała na przejściu od jednego spożywanego pod koniec dnia posiłku do dwóch (w południe i wieczór), następnie trzech (ze śniadaniem), należy wziąć pod uwagę kilka faktów. Po pierwsze, wyznaczenie wcześniejszej godziny jedynego lub głównego posiłku, który stopniowo przesunął się z wieczora na środek popołudnia i koniec poranka. Następnie dodanie drugiego posiłku, kolacji, która zajęła miejsce pierwszego pod koniec dnia. Wreszcie pojawienie się śniadania we wczesnych godzinach rannych.

Przejdźmy od ogółu do szczegółu. Oto kilka perełek dotyczących powolnego „upadku obyczajów”.

Od V do VIII wieku mnisi i wierni w czasie Wielkiego Postu nie jedzą nic do wieczora. Jednym z pierwszych faktów zapowiadających zwrot jest słynny przykład Karola Wielkiego rozpoczynającego posiłek o dziewiątej (około piętnastej), który w ten sposób powoływał się na potrzeby etykiety. Podający go na stół dostojnicy sami byli obsługiwani przez niższych godnością , a ci z kolei przez jeszcze niższych. Te następujące po sobie posiłki służących, którzy jedli po swoich przełożonych, ciągnęły się przez całe popołudnie, wieczór i początek nocy, gdyż ostatni z jedzących zasiadali do stołu dopiero około północy. Cesarz poczuł się więc w obowiązku sprawić, aby jego podwładni nie musieli zbyt długo czekać i sam jadał wcześniej, uprzednio odmówiwszy nieszpory, które musiały poprzedzać wieczorny posiłek.

Powoli jednak posiłek wieczorny zbliżał się do godziny piętnastej, potem do dwunastej, a potem wszyscy doszli do wniosku, że w sumie to chyba zawsze koło tej dwunastej był…

Posiłek dni postnych przesuwany w ten sposób z wieczora na południe pozostawiał czas wolny, w przeciwieństwie do wcześniejszych praktyk, pod koniec dnia. Pokusa zjedzenia czegoś w tym momencie musiała się pojawić i pojawiła się. Kiedy się jej uległo, zniknął drugi, najważniejszy element postu: zamiast tylko jednego posiłku dziennie zaczęto jeść dwa.

(Adalbert de Vogue OSB, „Kochać post”, Wydawnictwo Benedyktynów Tyniec, Kraków 2010, s. 108n, 113n)

Fragmenty książki zostały opublikowane na FB profilu http://www.facebook.com/swit.przy.herbacie w kwietniu 2011 roku za zgodą Wydawnictwa Benedyktynów Tyniec.