Menu Zamknij

Postne zawiłości

Kochać Post

To, co uśmierciło post

Wiele czynników wpłynęło na zaniknięcie postu, choć dosyć mocny „cios” został zadany o dziwo… w średniowieczu.

Prawdziwą przyczyną, jak powiedziałem, nie może być ani fizyczne osłabienie rodzaju ludzkiego, ani praca, ani życie społeczne. A zatem, co nią jest? (s.138)

Przede wszystkim na pewno trzeba wziąć pod uwagę „słabość ciała” – nie mówię: zdrowia – która jest ponadczasowa. Ze względu na to, że zakłóca on spokój i wymaga wysiłku, post skazany jest na podupadanie przy najmniejszym załamaniu się woli. „Duch jest ochoczy”, aby go podjąć, lecz „ciało słabe”, żeby go utrzymać. (s. 138)

(…) post zaatakowały niewątpliwie bardziej specyficzne choroby. Jedną z nich zdaje się być pewien nowy rodzaj duchowości, dążący do gardzenia uczynkami ciała i przejawiania zainteresowania jedynie stanami duszy. Kiedy liczą się tylko myśli i uczucia, tak materialna praktyka jak post wypada marnie. (s. 138n)

Co na to odpowiada mnich z Francji?

Nawet, jeśli miałbym zostać uznany za materialistę, dodam, że ani trochę nie wierzę w duchowość, która poprzestaje na stanach wewnętrznych. Tak, jak niezdrowe jest poprzestawanie na obserwancjach, nie troszcząc się o to, co się dzieje we wnętrzu, tak wielką pomyłką jest kultywowanie uczuć, które nie przekładają się na żadną praktykę. Faryzejska zewnętrzność posiada nie mniej nieszczęsny pendant: czysto wewnętrzny charakter łączący stany duszy z mieszczańską wygodą. Prawdziwa duchowość to taka, która wciela się w czyny. (s. 139)

Skąd wziął się podział na uczynki lepsze i gorsze?

Ta wielka współczesna iluzja posiada głębokie korzenie. W XII wieku widzimy ją zarysowującą się w korespondencji wyjątkowo inteligentnej i wykształconej osoby: Heloizy, przyjaciółki Abelarda. Jako mniszka i przełożona prosi swojego dawnego kochanka, który został jej kierownikiem duchowym, o napisanie dla niej i jej sióstr reguły. Wśród jej próśb ta, której poświęca najwięcej miejsca odnosi się do sprawy jedzenia. Bez wątpienia chodzi nie tyle o post, co o wstrzemięźliwość – Heloiza chce, żeby pozwolono im jeść mięso, lecz wiele argumentów jest tak powszechnych, że zagraża to całej dyscyplinie żywieniowej, a nawet zewnętrznej obserwancji.

Ponieważ kobiety są słabsze od mężczyzn (!), a w tamtych czasach sami mnisi okazują się niezdolni do praktykowania dawnych surowych zasad, opatka z Paraclet chciałaby więc, żeby udzielić siostrom stałej dyspensy od wstrzemięźliwości mięsnej i innych przestarzałych wyrzeczeń. Jedyną rzeczą, której Bóg nakazuje unikać, jest grzech. A jedzenie mięsa nie jest grzechem. Nie przywiązujmy wielkiej wagi, jak Żydzi, do zewnętrznych uczynków, przez które nie stajemy się milsi Bogu. Ważne jest tylko wnętrze, które odróżnia nas od Żydów, miłosierdzie, które oddziela nas od niegodziwców. Dalej następuje bogata antologia Nowego Testamentu, gdzie pojawia się wszystko, co u św. Pawła dyskredytuje obserwancje związane z jedzeniem, posiadające żydowskie bądź gnostyczne źródła. (s. 140n)

(Adalbert de Vogue OSB, „Kochać post”, Wydawnictwo Benedyktynów Tyniec, Kraków 2010)

To, co uśmierciło post, cz. 2

W swojej odpowiedzi Abelard nawiąże do tych rozważań, nie bez dodania od siebie wielu innych wypływających z jego przekonań. To, że chrześcijańscy intelektualiści w XII wieku, kwiat środowiska uniwersyteckiego, skąd wyjdzie nowożytna inteligencja, patrzą na ascezę ciała z podobną pogardą jest znakiem zapowiadającym chorobę, na którą cierpimy. Jednym z ich ulubionych motywów, odziedziczonym z filozofii starożytnej, jest odwołanie się do „natury” oraz „potrzeby”. Dobrze, ale co to oznacza? Cały problem polega właśnie na tym, żeby odróżnić prawdziwą potrzebę człowieka od tej narzucanej przez zwyczaje i przesądy. Uczynienie z tej ostatniej prawa oznacza usadowienie się w wygodnej mierności i wzbranianie sobie wszelkiego owocnego wysiłku. (s. 141n)

A może post to po prostu kara?

Obserwancję postu w widoczny sposób zniszczyło jeszcze inne zło: duch sądowniczy, który widzi w nim jedynie sposób zadośćuczynienia za grzech. Skutkiem tego pojmowania postu jako kary jest nie tylko uczynienie go smutnym i mało sympatycznym. Rodzi ono także myśl, że można go zamienić na inne równoważne kary. W ten sposób umyka spojrzeniu istotna i niezastąpiona wartość postu: jest to już tylko jeden z wielu sposobów umartwiania się.

To, że ów aspekt kary, która musi być poniesiona, zdominował w końcu mentalność Kościoła, widać w sposobie, w jaki teologowie i pasterze posługują się często w tej dziedzinie zasadą zadośćuczynienia. (s. 142)

W tych samych czasach w pewnym zgromadzeniu zakonnym chce się „wynagradzać” także za liczne naruszenia Reguły w zakresie postu poprzez inne „wstrzemięźliwości”. (s. 143)

I tak w Kościele zapanował system wynagradzania, zastępując post zamiennikami, które zgodnie narzucały uprawnione władze. Ocalona była zarówno sprawiedliwość, jak miłosierdzie: Pan otrzymał swoją należność, a grzech swoją karę. Ale choć tak czujna, owa kontrola wymian przeoczyła to, co najważniejsze: bogactwo znaczeń i wielorakość zalet postu sprowadzonego do niewdzięcznej roli kary. (s. 143n)

Podsumowując:

Post uśmierciło ciasne pojęcie, w którym go zamknięto. (s. 144)

(Adalbert de Vogue OSB, „Kochać post”, Wydawnictwo Benedyktynów Tyniec, Kraków 2010)

Pokochać post?

W zajmującym cały rozdział spisie „narzędzi dobrych uczynków” Reguła mówi: Ieiunium amare. (…) Jednak tym, co w tej chwili zwraca moją uwagę, jest samo sformułowanie wyrażenia „Umiłować post”. Czy to możliwe? Przyznajmy, że ten dwuwyrazowy zwrot brzmi w naszych uszach jak paradoks. Jeśli istnieje rzecz, której nie kochamy w sposób odruchowy, to właśnie postu! (s. 147)

Trzeba nam pokochać post, jeżeli chcemy, żeby był żywy i praktykowany. Próbowałem to pokazać w poprzednim rozdziale: post postrzegany jako zwykłe cierpienie, czyli jako coś przykrego, stale zanikał: „Odiosa sunt restringenda.” Jak nieuchronnie dąży się do ograniczania i eliminowania tego, czego się nie lubi, tak zachowuje się i rozwija to, co się lubi. (s. 147n)

Dobrodziejstwa postu mówią same za siebie. Wystarczy, że się ich doświadczyło. Ale jak tego dokonać? Nie narzuca się sobie podobnego wysiłku, nie będąc poruszonym urokiem, który już jest miłością. W ten sposób zakreśla się błędne koło. Żeby pokochać post, trzeba go wcześniej doświadczyć. Żeby spróbować go doświadczyć, trzeba go pokochać… Sposób wyjścia z koła jest prosty: zaufać Słowu Bożemu na wzór świętych, za głosem wielkiej tradycji; spróbować, dając wiarę temu świadectwu. (s. 148)

Kościół również idzie w kierunku przeniesienia akcentu z wyłącznie duchowego wysiłku na równowagę pomiędzy duchowością a cielesnością i uświęcaniem obu „sfer” człowieka. Przy czym post, jako wysiłek dla ciała, mógłby być jedną z praktyk jednoczącą Kościół.

(Adalbert de Vogue OSB, „Kochać post”, Wydawnictwo Benedyktynów Tyniec, Kraków 2010)

Fragmenty książki zostały opublikowane na FB profilu http://www.facebook.com/swit.przy.herbacie w kwietniu 2011 roku za zgodą Wydawnictwa Benedyktynów Tyniec.