Post międzyreligijny

Kochać Post

Posiłkowy bonus i… krytyka Lutra.

Jako ta wisienka na torcie pożegnalnym dla postu pojawiło się… śniadanie.

Zwyczaj angielskiego breakfast rozpowszechnił się na kontynencie europejskim w XIX wieku, wdzierając się zarówno do wspólnot religijnych jak świeckich domów. W „Deklaracjach” na temat Reguły benedyktyńskiej widzimy, że przyjmowany jest jakby ze wstydem, podpięty jako tako do antycypacji przewidzianej dla podających do stołu: „Wszystkim braciom, mówi tekst, udzielamy dyspensy na zjedzenie rano śniadania”. W rzeczywistości to nowoczesne śniadanie na modłę angielską nie ma nic wspólnego z dawnym „mieszanym” świętego Benedykta.

A czy u Lutra sytuacja wyglądała podobnie? Zobaczmy:

Zagadnienie postu pojawia się często w traktacie O dobrych uczynkach Marcina Lutra (1520 r.). Zazwyczaj jest on tylko wymieniony na listach uczynków, gdzie sąsiaduje z modlitwami , jałmużnami, pielgrzymkami, fundacjami kościołów, uroczystym obchodzeniem świąt, itp. „Wszystko to – jak głosi Luter – posiada wartość jedynie poprzez wiarę; same w sobie podobne uczynki nic nie znaczą, nie mając w sobie niczego, jak sądzimy, co zasługuje na uznanie.

Przeznaczony jedynie do tego, by uśmierzać pożądanie, post musi być dostosowany do tego wewnętrznego celu, bez względu na zewnętrzne przepisy dotyczące częstotliwości i czasu trwania, wstrzemięźliwości od tego czy innego pokarmu, zachowywania go tego czy innego dnia. Żadna władza, ani zakonna, ani kościelna nie może dyktować z zewnątrz potrzebnej i dostatecznej miary, którą każdy musi sam sobie wyznaczyć według swoich potrzeb oraz sumienia.

Pomimo akceptacji postu jako takiego przez Lutra autor zwraca uwagę za idące za tym zawężenie znaczenia postu do opanowania żądz ciała. Również pozostawienie przez Lutra decyzji co do formy postu praktykującemu zostawia otwarte drzwi do odejścia od niego.

(Adalbert de Vogue OSB, „Kochać post”, Wydawnictwo Benedyktynów Tyniec, Kraków 2010, s.125nn)

Kalwin i Anglikanie – gdzie u nich można znaleźć post?

Dziś zaczniemy od spojrzenia z perspektywy Kalwina.

Starannie odróżniając post we właściwym znaczeniu tego słowa od zwykłego umiarkowania, które musi zachować zawsze chrześcijanin, Kalwin wyszczególnia jego warunki. Post nie jest dla niego jedynie sprawą czasu, ale także jakości pokarmów (te muszą być proste, zwyczajne i powszechne) oraz umiaru (należy jeść mniej i używając mniej przypraw). Jednak jego główną troską jest uczynienie postu pożytecznym duchowo, przez odrzucenie kilku błędów: obłudnej zewnętrzności (podczas gdy użyteczność postu polega jedynie na pomaganiu wewnętrznym uczuciom); złudzenia widzącego w poście chwalebne dzieło w służbie Bogu, klasyfikujące ów akt jako obojętny w sobie na równi z rzeczami nakazanymi przez Boga i które są potrzebne same przez się, charakter despotycznego przymusu i najwyższej wagi, które przypisuje mu pewna tradycja sięgająca samych Ojców Kościoła.

Skierowana przeciwko papizmowi ta ostatnia krytyka mierzy szczególnie w Wielki Post, którego upatrywany w Ewangelii wzór jest przez Kalwina odrzucany (rzeczywiście Chrystus nie pościł po to, żeby dać przykład do naśladowania), a nadużycia surowo potępiane.

… i popatrzymy, co o poście mówią Anglikanie.

Odczucie, jakie budzi krytyka wielkich reformatorów znajduje potwierdzenie w myślach, które dwa wieki później rozwiną twórcy ruchu oxfordzkiego. W jednym z traktatów datowanych na 21 grudnia 1833 r. Edward Pusey w obszernym wywodzie opowiada się za przywróceniem „nakazanego przez nasz Kościół systemu postów”. Rzeczywiście, anglikanizm zachował imponujący kalendarz przypominający o jego katolickich źródłach: nie mniej niż sto osiem dni postu w roku, czyli dwie siódme roku! Ale skargi i upomnienia autora traktatu pokazują, że ten piękny program zostaje tylko martwą literą: „Nasz Kościół, pisze, pozostawił chrześcijańskiej rozwadze i doświadczeniu każdego troskę o to, w jaki sposób ma pościć.” Mimo że, jako pełen szacunku syn Kościoła, Pusey nie krytykuje wolności, jaką pozostawia on swoim członkom, jest rzeczą jasną, że wynikiem braku wyraźnych zarządzeń było załamanie się praktyki, która w tym pierwszym trzydziestoleciu XIX wieku znajduje się, lub niewiele do tego brakuje, w martwym punkcie.

(Adalbert de Vogue OSB, „Kochać post”, Wydawnictwo Benedyktynów Tyniec, Kraków 2010, s. 131n, 133n)

Post w Prawosławiu i sytuacja na polu bitwy w Katolicyzmie…

A jak wygląda post w Prawosławiu?

W zasadzie w Wielkim Poście zakazane jest tylko śniadanie, więc post całkowity przestrzegany jest do południa. Za to obowiązuje surowa wstrzemięźliwość: nie jada się nie tylko mięsa, lecz także nabiału i jaj, w niektórych Kościołach najczęściej nie je się też ryb. Oprócz tego w kalendarzu występuje wiele dni postnych: do przedwielkanocnego Wielkiego Postu dochodzą inne okresy postu: przed 29 czerwca i 15 sierpnia, długi czterdziestodniowy adwent, prawie przez cały rok środy i piątki, wreszcie kilka wigilii i świąt.

Taki jest program, który przedstawiono wiernym, przy czym należy zaznaczyć, że Kościół nie narzuca go jako prawa, ale proponuje jako model, pozwalając każdemu dostosować go do jego możliwości. W rzeczywistości większość zachowuje łagodniejszy post. Mówi się jednak, że wiele osób zniechęconych ideałem, który je przerasta, nie pości w ogóle.

Wróćmy jeszcze do tego, jak sytuacja wygląda teraz na polu bitwy w Katolicyzmie…

Kiedy zaglądamy pod hasło „post” do wielkiej encyklopedii Kościoła, którą jest Słownik Teologii Katolickiej, może przytłoczyć nas fakt znalezienia tylko przeglądu obowiązków oraz wymówek chrześcijanina w tej dziedzinie. Te strony, które powstały zaledwie pół wieku temu, tchną jedynie legalizmem i kazuistyką bez najmniejszego natchnienia duchowego. To głębokie ubóstwo zapowiada przyszłe wygaśnięcie postu jeszcze bardziej niż wykazane tam liczne sposoby obchodzenia prawa.

W świecie monastycznym panował wcale nie lepszy klimat, sądząc po nowych komentarzach Reguły. Paradoksalnie łączą one wielkie pochwały benedyktyńskiego „umiaru” z całkowitym milczeniem na temat nieprzestrzegania zaleceń św. Benedykta. Z jednej strony chwali się Ojca mnichów za godne podziwu złagodzenie tradycyjnych praktyk ascezy do tego stopnia, że niewiele bądź prawie nic z nich nie pozostało. Z drugiej nawet nie wspomina się, że jego uchodzący za tak łatwy program żywienia w rzeczywistości jest zupełnie zaniedbywany.

(Adalbert de Vogue OSB, „Kochać post”, Wydawnictwo Benedyktynów Tyniec, Kraków 2010, s. 135nn)

Fragmenty książki zostały opublikowane na FB profilu http://www.facebook.com/swit.przy.herbacie w kwietniu 2011 roku za zgodą Wydawnictwa Benedyktynów Tyniec.