Menu Zamknij

Poczuć głód

Poczuć głód

Post, który charakteryzuje się ograniczeniem ilości spożywanego pokarmu, ma jedną główną wadę – delikwentowi stosującemu tę formę ascezy towarzyszy głód. Początkowo jest to doświadczenie bardzo dotkliwe. Pustka w żołądku nieco spowalnia myślenie, czasem krok staje się chwiejny. Nie mówiąc już o tym, że widok jedzenia staje się równoznaczny pokusie. Tak wyglądać mogą pierwsze dni ascezy oraz… anoreksji.

Gdy niejedzenie daje siłę

Gdy czytam informacje o „jadłowstręcie psychicznym” przez kolejne opisy przewija się podobny motyw: „niejedzenie daje siłę”. Choć cel jest nieco inny niż w przypadku postu – chodzi o to, by schudnąć ile się da – myślę, że początki są łudząco podobne. Zamiast trzech kromek dwie, zamiast dwóch jedna, a potem znika śniadanie.

Anorektyczki potrafią m.in. specjalnie gotować kaloryczne dania dla rodziny, by – gdy ich bliscy zajadają je ze smakiem – cieszyć się ze swojej silnej woli. Takie ograniczanie jedzenia szkodzi osobie dotkniętej zaburzeniem – czasem przygoda „kończy się” na listku sałaty dziennie. Niemalże zawsze w szpitalu. Czasem w grobie.

Postny głód

Odkąd postanowiłam nieco popościć, głód jest moim towarzyszem. Wpływ na to mają również leki, które biorę. Co nie zmienia faktu, że nagłe radykalne ograniczenie podjadania pomiędzy posiłkami było dla mojego ciała szokiem i po tych pierwszych tygodniach jeszcze nie do końca się wdrożyłam. Utrudnia mi to nieco uczelnia, a dokładniej fakt, że nie mam jak ustalić regularnych godzin jedzenia posiłków. Mimo wszystko staram się nie „przeginać” w drugą stronę. Nie o to w końcu chodzi, by zataczać się na korytarzach.

Część wspólna

Kiedy jednak zdarzyło mi się raz i drugi przytrzymać się ściany zaczęłam się zastanawiać, gdzie kończą się granice postu a zaczyna szkodzenie samemu sobie. Czy jedzenie przez mnichów przed wiekami kilku sucharów dziennie to już przesada, czy jeszcze asceza? Życie o chlebie, wodzie i odrobinie soli, a gdy ktoś wybredny i odrobinie hizopu – czy taki post przekracza już granice? Albo czterdzieści dni niejedzenia przez Szymona Słupnika: jego pierwsze podejście niemalże kończy się śmiercią. Co jest umartwieniem na drodze do Boga, a co zaburzeniem, a czasem masochizmem?

Znaleźć umiar

Święty Benedykt w różnych praktykach zaleca umiar. Można odnieść wrażenie, że Ci, którzy spożywali kilka sucharów dziennie przekroczyli pewne granice. Być może jednak nie – w końcu gdy siedzieli sami w swojej celi i wyłącznie modlili się i wyplatali koszyki, potrzebowali nieco mniej energii niż my dzisiaj.

Pamiętam opowieść z pierwszych wieków chrześcijaństwa mówiącą o Abbie, który gdy spędzał dnie w cichości, bardzo niewiele jadł. Jednak, gdy tylko ktoś chciał z nim rozmawiać, jego post przestawał być postem. Tak wiele sił, jego zdaniem, wymagała rozmowa, że musiał potem uzupełnić deficyty energii. Może w tej historii odnajdujemy to, czego szukamy? Umiar, który pozwala ocenić, kto może jeść jeden posiłek dziennie, a kto bez trzech nie przetrwa ciężkiego dnia pracy? Z drugiej strony mamy również tendencję do przejadania się, czy to z nudów, czy ze stresu. Potem „bebech” rośnie, a my narzekamy, że jesteśmy za grubi. Tu też trzeba znaleźć umiar.

Lekki głód nigdy nie zaszkodzi.

Tekst został opublikowany w marcu 2011 roku na stronie: nataliaswit.wordpress.com.

Bądź moim głosem w social media!
Share on Facebook
Facebook
Tweet about this on Twitter
Twitter
Share on Tumblr
Tumblr
Share on LinkedIn
Linkedin
Email this to someone
email
Pin on Pinterest
Pinterest