Marionetka w rękach Boga

Marionetka w rękach Boga

Ostatnio na uczelni bardzo dużo mówimy o teorii poczucia umiejscowienia kontroli. Odniosłam takie wrażenie, że katolom w większości przypisuje się model zewnętrzny. Po polsku pisząc chodzi o to, że katol (niby!) uważa, że sam nie ma dużo wpływu na swoje życie. Kto zatem ma w ręku wszystkie „nitki” i steruje biednym człowiekiem? Straszny Pan Bóg.

Katol jako marionetka

Nie zdałem egzaminu? Wola Boża. Spóźniłem się na zajęcia? Wola Boża. W ekstremalnych warunkach czasem słyszymy, że jeśli kogoś dotknęła ciężka choroba czy zginął w wypadku – to też wola Boża.

Biedny Pan Bóg. Zrzucamy na Niego winę, że się nie douczyliśmy (a czasami złośliwość wykładowcy), że wyszliśmy za późno z domu. „Wydarzenia losowe” też przypisujemy Jego wszechmocy. Jednak wydarzenia widziane okiem katola wygląda nieco inaczej. Bóg co najwyżej dopuszcza pewne trudności. Dobrze też nie zapominać, że dużo z tego, co się na tym świecie dzieje, to konsekwencje naszych własnych czynów, w które Bóg niespecjalnie może zaingerować dopóki my Jemu nie pozwolimy (wolna wola!). Kiedy spojrzymy z tej perspektywy nagle okaże się, że chyba jednak katol ma dużo wpływu na swoje życie i nie jest „skazany” na łaskę i niełaskę Bożą.

A może jednak reżyser?

Skoro nie jesteśmy marionetkami, może to my reżyserujemy spektakl naszego życia? W końcu mamy wpływ na nasze wybory, na to, jakie cele sobie postawimy, jak nad nimi będziemy pracować. Sami decydujemy, jak spędzamy czas, z kim się spotykamy itd. Z drugiej jednak strony, rodzimy się w konkretnym miejscu, mamy takich a nie innych rodziców. Miejsce zamieszkania oraz wychowane w jakiś sposób determinuje, jak będzie wyglądać nasza przyszłość. Pod uwagę trzeba też wziąć status ekonomiczny rodziny, w której się wychowujemy. Dalej – idziemy do szkoły, do której trafiamy zwykle dzięki rejonizacji. Tę argumentację można ciągnąć w nieskończoność. Puenta jest taka – wiele rzeczy, które dzieją się w naszym życiu, jest on nas niezależnych. Czyżby upadał mit kontroli nad własnym życiem?

Katolicka hybryda

Kiedy zrobiłam test na poczucie umiejscowienia kontroli okazało się, że nie mam ani zewnętrznego, ani wewnętrznego. Do tego drugiego zabrakło mi dwóch punktów, do pierwszego – kilkunastu. Zatem czuję, że mam dużą kontrolę nad tym, co się dzieje, ale nie zupełną. Czy to jest obraz, którego można się było spodziewać?

Może nie zawsze tak jest w praktyce – zawsze się znajdą tacy, którzy wszystko „zrzucą” na Szefa. Myślę jednak, że jest to dosyć rozsądne spojrzenie: zostaliśmy „odgórnie” włożeni w pewne ramy życiowe. Naszym zadaniem jest przeżyć to życie dobrze (w czym pomagają nam wskazówki z góry). Mamy wolność wyboru, a idąc tą określoną drogą współpracujemy z Kimś, Kto ma wpływ na wydarzenia od nas niezależne. Dopuszczając pewne wydarzenia wysyła nam „znaki dymne” którędy iść i co aktualnie możemy zrobić.

Żeby było DOBRZE

To jest pewne uproszczenie, które może kiedyś rozwinę. Dość powiedzieć, że ta wizja zdaje się dla mnie mieć więcej styczności z rzeczywistością niż obraz marionetki. My też mamy wpływ na życie, nie jesteśmy bezwolni. Możemy odpowiedzieć na wołanie Boga i współkształtować nasze życie tak, żeby było DOBRE. Oczywiście psychologicznie patrząc trzeba by było podać odpowiednie definicje chociażby tego, czym jest DOBRE życie ale myślę, że znając katoli domyślacie się, o co chodzi.

A jeśli nie, to coś o tym niedługo napiszę, w tej materii też powstało trochę mitów.

Tekst został opublikowany w marcu 2011 roku na blogu nataliaswit.wordpress.com.