Menu Zamknij

Kto wierzy w koniec świata?

Recenzje książek

Kalendarz Majów ponoć ma się skończyć w tym roku, a wraz z nim cały świat. Inni wierzą, że „koniec” oznaczać będzie wyłącznie zmiany cywilizacyjne. Temat końca świata od wieków był jednym z ulubionych dla szarlatanów wszelakiej maści. Ludzie zaś, żądni wiedzy, kiedy „to” może nastąpić, czekali z mniejszym bądź większym strachem na spełnienie kolejnych, mniej lub bardziej niedorzecznych teorii.

Na tym ni to strachu, ni to ciekawości po części bazuje książka o nieco mylącym tytule: „A.D. 2012. Czy nadchodzi koniec świata?”. Podtytuł został zmieniony w stosunku do pierwotnej włoskiej wersji, odwołującej się do Madonny, smoka i Apokalipsy – zatem również do tematyki ostatecznej, lecz w nieco mniej „medialnym” a bardziej duchowym stylu.

Wbrew polskiemu tytułowi lektura nie wieszczy końca świata. Mówi o tym, o czym część z nas wie, większość jednak boi się formułowania tak jasnych konsekwencji – ludzkość, poprzez swoją chciwość i brak szacunku zarówno do życia ludzkiego, jak i do przyrody, zmierza ku zagładzie. A ponieważ mamy ku temu coraz „lepsze” środki, jest ona coraz bardziej prawdopodobna.

Katolicy wierzą jednak, że za wyzyskiem, pazernością i pychą oraz innymi cechami i motywami prowadzącymi do zła stoi szatan. Zaś to, co się dzieje dookoła nas, to ciągła walka dobra ze złem. Od kilku wieków mamy w niej szczególną pomoc Maryi, która w kolejnych objawieniach ostrzega wierzących przed skutkami ludzkich błędów i namawia do postu i modlitwy, które mogą odmienić losy świata. W podróż poprzez kolejne objawienia – zaakceptowane, z pewnych względów odrzucone i wciąż badane przez Kościół – zabierają nas włosi Andrea Tornielli i Savero Gaeta.

Czytając tę książkę, miałam mieszane uczucia. Z jednej strony autorzy dokonali bardzo ciekawej analizy objawień Maryi w ostatnich wiekach, od Guadalupe zaczynając na Medjugorie i Civitavecchia kończąc. Umieścili orędzia w kontekście historycznym pokazując, jak Matka Zbawiciela starała się ostrzec wiernych przed zbliżającym się złem i nawoływała do gorliwej modlitwy i postu, które mogły osłabić bądź zniweczyć nadciągające niebezpieczeństwo. Przesłanie, pomimo tytułu, jest następujące: Maryja wzywa do tego, aby pokutą przebłagać Boga, by nie dopuścił do tego, by konsekwencje ludzkiej głupoty dotknęły nas w pełnym wymiarze.

Z drugiej jednak strony bardzo mi się nie podoba techniczna strona książki. Autorzy „żywcem” kopiowali liczne ustępy z dzieł mariologów bądź innych osób zainteresowanych tym tematem. Jednocześnie nie zawsze zapewniali czytelnikom możliwość wniknięcia w tekst samych objawień, często tylko opisanych. Odnoszę wrażenie, że nie do końca może świadomie stworzyli atmosferę paniki, ze względu na to, że – skoro Maryja tak często objawia się kolejnym osobom – zapewne żyjemy już w czasach ostatecznych i niedługo czeka nas zagłada.

Oczywiście, niewątpliwie nasze czasy nie są łatwe, a i więcej istnieje sposobów doprowadzenia do zagłady naszej planety. Zastanawiam się jednak, czy strach jest najlepszym środkiem działania? Czy lepiej, byśmy wracali do Boga bojąc się, czy może jednak decydując się na nawiązanie relacji miłości? Maryi nie zależało, by nas przestraszyć, ale by przybliżyć do Boga. Straszne są przede wszystkim konsekwencje ludzkiej głupoty. Ta myśl jednak nie wybrzmiała tak mocno w tej książce, jak moim zdaniem powinna.

Mimo wszystko jest to dzieło warte przeczytania, ale dla osób, które albo lubią się bać, albo są już nieco bardziej ugruntowane w wierze. Nie mając stabilnego fundamentu wiary łatwo w czasie lektury tej książki wpaść w stan niekonstruktywnego niepokoju, który zamiast przybliżyć do Boga oddala, sprawiając, że zamiast na środkach zaradczych koncentrujemy się na zbliżającym się końcu świata…

Niewątpliwie rodzaj ludzki prędzej czy później dorobi się większej katastrofy ekologicznej, wyczerpie surowce naturalne, zanieczyści powietrze w ogromnym stopniu, zniszczy dziurę ozonową albo wybije się z użyciem bomby atomowej. Może jednak zamiast zajmować się tym, kiedy to nastąpi, warto zająć się czymś… sensownym? Można segregować śmieci, przejrzeć pokój pod kątem tego, co jest naprawdę potrzebne do życia, przyjrzeć się uważniej liście zakupów. Wierzących zachęcam do modlitwy i postu, czyli do tego, do czego nawołuje Maryja.

Trudno jest polecić książkę tylko tym, którzy mogą na jej lekturze skorzystać, ponieważ zwykle tego typu refleksja przychodzi dopiero po przeczytaniu książki. Myślę sobie jednak, że mądrzy ludzie coś wartościowego z niej wyniosą. Liczni zaś poszukiwacze sensacji będą jeszcze mocniej wierzyć w nadciągający koniec świata.

„A.D. 2012. Czy nadchodzi koniec świata?”, Andrea Tornielli, Gaeta Saverio. Wydawnictwo Znak, Kraków 2012, ss. 260, ISBN: 978-83-240-1919-9.

Tekst ukazał się w maju 2012 roku na stronach Zaczytaj się!, Areopag XXI, Radia Wnet oraz nataliaswit.wordpress.com.